- Nasilający się atak na tradycję powstania warszawskiego nie służy dziś debacie na temat okoliczności jego wybuchu, ale jest częścią ataku na polską tradycję i konieczność poświęcenia narodowego w sytuacjach niepewnych i trudnych. Tak tylko można rozumieć inicjatywę prezydenta Stalowej Woli o „pośmiertnym procesie” polityków i dowódców wojskowych, którzy podjęli decyzję o powstaniu w ’44 roku.


Andrzej Szlęzak to zresztą postać znana, zasłynął ostatnio z konfliktu o krzyż na jednym ze stalowowolskich osiedli, gdzie pierwotnie planowano budowę kościoła – a teraz grunty „idą w obrót”. Dziewięć lat temu musiałem wyrzucić go z PiS, po tym, jak przed drugą turą wyborów w Stalowej Woli zawarł porozumienie z SLD.


W sprawie jego usunięcia z partii mieliśmy wtedy krótką różnicę zdań z obecnym wicemarszałkiem Kuchcińskim, ale postępująca ewolucja pana Andrzeja Szlęzaka pokazuje, że miałem całkowicie rację. Prezydent Szlęzak zbliżył się potem do PO, a na obecnym etapie towarzyszy mu prezes Janusz Korwin-Mikke. Brak tylko pana Palikota – z nim byliby w komplecie - mówi Jurek. 

 

W Stalowej Woli dojdzie na tydzień przed wyborami parlamentarnymi do sądu nad powstaniem warszawskim. Oskarżycielami dowódców zbrojnego zrywu zakończonego upadkiem będą prezydent miasta Andrzej Szlęzak i Janusz Korwin-Mikke z Kongresu Nowej Prawicy.

 

Not. Jarosław Wróblewski