Poseł Godson jest drugą – w ostatnich dniach – ofiarą tyranii moralnej premiera Tuska. Drugą, bo pierwszą był Jarosław Gowin, który zaraz po tym jak wstrzymał się od głosu przy kierowaniu projektu o ochronie niepełnosprawnych do komisji – natychmiast zapowiedział, że w ostatecznym głosowaniu będzie za odrzuceniem ustawy. To konkretne efekty zmasowanej kampanii przeciw prawom najsłabszych, podjętej przez prezydenta Komorowskiego, premiera Tuska i czołowych dziennikarzy liberalnych (Monika Olejnik, Tomasz Lis, Janina Paradowska, Adam Szostkiewicz, Katarzyna Kolenda-Zalewska oraz wielu innych). Charakterystyczne jest, że gdy władza Tuska napotkała na opór – jego grupa zareagowała wściekłością. Iwona Katarasińska-Śledzińska, rzecznik dyscypliny i (!) etyki PO, uznała, że za prawem do życia niepełnosprawnych głosowało „trochę konserwatystów, trochę koniunkturalistów, a trochę tchórzy”.

 

Prezydent i premier straszą „wojną światopoglądową”, podczas gdy właśnie obecność w ich partii posłów szanujących zasady cywilizacji chrześcijańskiej jest czynnikiem choć trochę łagodzącym polaryzację polityczną, utrudniającym zacieranie granic między sporem o zasady a walką o władzę, wzmacniającym chrześcijański consensus w życiu publicznym – consensus, który władza zaczyna demontować.

 

Donald Tusk wspiął się bowiem na kolejny szczyt obłudy. Przecież to on ponosi współodpowiedzialność za obniżenie ochrony życia nienarodzonych, bo to jego rząd (w osobie minister Kopacz) uznał, że „ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego” to nie tylko gwałt czy kazirodztwo, ale każde dziecko poczęte w najbardziej dobrowolnym związku gimnazjalistów, poddanych zresztą przez obecną władzę seks-edukacji Stowarzyszenia Ponton. Premier nie bronił obecnej ustawy, której używa jako tarczy przeciw lepszej ochronie życia, ale aktywnie przyczynił się do częściowego wyzucia jej z treści. Bo sprawa Agaty to jedna z największych afer tego rządu i nie zmieni tego nawet powszechna polityczna amnezja - uważa Jurek.

 

Not. Jarosław Wróblewski