Marek Jurek: Film National Geographic to zbiór filmowych, również inscenizowanych, ilustracji do raportów rosyjskiego MAK i komisji ministra Millera. Autorzy zupełnie zignorowali prace sejmowego Zespołu wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Pominęli również zupełnie oczywiste i powszechnie dostępne fakty. Na przykład spotkanie premierów Tuska i Putina trzy dni wcześniej w Katyniu, na które lotnisko było porządnie przygotowane. A także sejmowe przemówienie premiera Tuska dziewiętnaście dni po katastrofie, w którym apelował o zaufanie do śledztwa rosyjskiego i nieskładanie żądań, na które Rosja odpowie odmownie.


W filmie nie wypowiadają się dziennikarze, którzy pisali książki lub robili filmy o Smoleńsku, za to pojawia się Konstanty Gebert, który straszy „teoriami spiskowymi”, a swoje stanowisko opiera na „wierze” w tezy raportu Millera. Film wznawia „teorię nacisków”, której kolejne „dowody” kompromitują się od prawie trzech lat. A sama „teoria nacisków” pojawiła się natychmiast po katastrofie – do czego zresztą film nie odnosi się ani słowem. Jej pierwszą przesłanką były cztery, a potem dwa podejścia do lądowania. Ten „fakt” musiał dawać do myślenia, szczególnie dlatego... że go w ogóle nie było.


W historii agend, które realizowały politykę Związku Sowieckiego wobec Zachodu kluczową rolę odgrywała dezinformacja, manipulowanie opinią świata zachodniego. Była nie mniej ważna jak nacisk militarny czy działania ściśle wywiadowcze. Nie wiem czy defekty tego filmu są zamierzone, czy wynikają ze zwykłej naiwności autorów. Jedno jest pewne – film bardzo spodoba się w Moskwie. 


not. Marta Brzezińska