Wacław Radziwinowicz z Gazety Wyborczej informuje o spotkaniu wiceministrów s.z. Polski i Rosji (dodajmy, że takie spotkania to nic szczególnego - raczej ich brak byłby newsem, niż to, że się one odbywają).

Pierwsze słowa artykułu brzmią: "Rosjanie po cichu liczą, że z bliższym ideowo Kremlowi rządem w Warszawie uda się ułożyć lepsze relacje niż z poprzednikami.".

Dalej w tekście z kolei czytamy:

"eksperci w Moskwie sceptycznie powtarzali, że stosunki polsko-rosyjskie są tak złe, że nie da się ich pogorszyć. I że przy nowym rządzie - ocenianym jako nienawidzący Rosji - ustabilizują się na poziomie bliskim dna"

oraz

"Warszawa nie bardzo może pomóc Moskwie z tym, na czym jej najbardziej zależy. Nie zniesie sankcji miażdżących rosyjską gospodarkę, bo mają one charakter międzynarodowy. Przybliżenie instalacji NATO do naszych granic, co trwoży Rosję jest, jak rozumiem, ideą forsowaną przez rząd PiS. Warszawa nie zrezygnuje z UE na rzecz integracji ze wschodnim sąsiadem"

W pozostałej części tekstu nie ma dosłownie jednego zdania, które potwierdzałoby tezę z pierwszego zdania artykułu. Lead mówi więc o tym, iż rząd PiS jest Rosji bliski, cały artykuł o tym, że jest jej wrogi.

Rozumiem, że w Polsce wszystko jest podporządkowane walce w błocie pomiędzy PiS a PO / N. / KOD, ale dziwię się, że biorą w tym udział nawet tacy dziennikarze jak Wacław Radziwinowicz. Jeszcze bardziej dziwię się, że mądrzy ludzie nie są w stanie zrozumieć, że zwyczajnie w świecie błaźnią się równolegle głosząc, że oto rząd PiS najchętniej wywołałby "wojnę" z Rosją i w tym samym czasie suflując narrację, że jest prorosyjski.

Można mieć uwagi do polityki rządu na kierunku europejskim. Ja sam mam zastrzeżenia do tego, że w nowej układance kadrowej znajduje się zbyt wielu ludzi, którym pamięć o rzezi wołyńskiej myli się z nienawiścią do Ukrainy, ale to wszystko nie daje żadnych podstaw do pozbawionych elementarnej logiki wynurzeń o prorosyjskim charakterze nowych władz RP. Teza taka jest zwyczajnie w świecie głupia i kompromituje jej autorów.

Zupełnie już komiczne jest jak głosi ją (np dzisiaj w radiu TOK FM) b. doradca prezydenta Komorowskiego p. Roman Kuźniar, który najpierw przez kilka lat - wbrew wszelkim faktom - przekonywał wszystkich o tym, iż Rosja się demokratyzuje, a Amerykanie są strasznymi imperialistami, by następnie publicznie (np na spotkaniu w Zachęcie w 2015 r., organizowanym przez ECFR z Adamem Michnikiem jako moderatorem), pełniąc funkcje doradcy Prezydenta, porównywać Władimira Putina do Adolfa Hitlera (czego doradcy Prezydenta RP nie wolno było nigdy powiedzieć). Czas na to, by nasi rodzimi zwolennicy resetu z Rosją wyszli z szoku po rosyjskiej agresji na Ukrainę i przestali przy pomocy gromkich słów zagłuszać pamięć o tym, co sami głosili. Uczciwiej byłoby po prostu przyznać się, że się kiedyś pomylili.

Witold Jurasz


wbw, źródło: Facebook