Dawid Wildstein słusznie, jakkolwiek ostro, stwierdza, że - ujmę to nieco inaczej niż Dawid - brak roztropności "znaczącej części liberalno- lewicowych salonów przytłacza" skoro "można na jednym wydechu lansować tezę, że PiS działa na rzecz Putina, a jednocześnie oburzać się, że teraz PiS doprowadzi do wojny z Rosją i dumać, że zaniepokojona Rosja nas już nie polubi". Dawid zastanawia się też jak to możliwe, że rzekoma miłość do Rosji niepokoi akurat tych, którzy przez kilka lat nic innego nie robili, jak przekonywali wszystkich Polaków, że Rosja jest demokratyczna, z Władimirem Putinem można się porozumieć, a polityka zagraniczna Polski jest tym słuszniejsza im bardziej Polska we wszystkim Rosji ustępuje.

Od siebie dodam w tym miejscu, że nigdy nie byłem przeciwny resetowi w relacjach polsko - rosyjskich, rozumiem, że Polska nie jest Stanami Zjednoczonymi i nie mogła uzyskać nawet cześć tego, co uzyskały Stany Zjednoczone w zamian za analogiczny reset, ale szkoda, że Polska nie uzyskała w ramach resetu zupełnie niczego. A dokładnie zero Polska uzyskała, bo to, iż dzięki resetowi nie mówi się już o polskiej rusofobii było i jest nieprawdą (już pomijam, że nie polska rusofobia, a rosyjski neoimperializm i rewanżyzm jest przyczyną złych relacji Warszawa - Moskwa)

Mam skądinąd przekonanie (oparte o kilka ciekawych rozmów), że wkrótce nadejdzie chwila, gdy wyjdą na jaw szczegóły polsko - rosyjskiego resetu - w tym również tego, czy jego skutki nie dotyczyły aby naszych relacji z innymi krajami w regionie (konkretnie - czy w ramach resetu Polska nie zmieniała polityki w odniesieniu do Ukrainy i Białorusi). Jeśli moi rozmówcy mają rację i to nastąpi to będzie bardzo ciekawie.

Odnośnie do tezy o tym, że Polska miałaby rzekomo iść w kierunku Rosji to można oczywiście napisać, że ew. wejście w nadmierny spór z Niemcami jest na rękę Rosji, ale i tutaj należałoby bardzo ostrożnie rozkładać akcenty. Nie mam wątpliwości, że spór z Niemcami nie jest nam potrzebny (choć równocześnie dostrzegam ewidentne różnice interesów pomiędzy Warszawą i Berlinem) - od tego jednak do tezy o dryfie PiS w kierunku Rosji jest bardzo daleko. Skądinąd dowodem na manipulację ze strony tych, którzy taką z gruntu absurdalną tezę głoszą jest to, iż powołują się oni na umowę Orlenu z Rosniet, którą owszem podpisał prezes Orlenu z nominacji PiS, ale wynegocjował jego poprzednik z nominacji PO. Jak słusznie skomentował to ekspert od rynku paliw Piotr Maciążek z portalu defence 24 niektórzy mają kłopot z odniesieniem się do tej umowy, gdyż: "omawiany kontrakt wymyka się nadwiślańskiej logice - był negocjowany przez Tutsi, ale został "klepnięty" przez Hutu".

Na tezach o zbliżaniu się do Rosji się jednak nie kończy. W modzie są porównania z Rosją. W związku z tym mam jeden apel do tych, którzy takich porównań używają. Otóż Rosja Władimira Putina to kilkaset tysięcy zabitych w pacyfikacji Czeczenii, to obozy filtracyjne, po których ludzie znikali by następnie zostać odnalezionymi w dołach śmierci. Rosja to kilkanaście tysięcy zabitych na Ukrainie. To dziennikarze i obrońcy praw człowieka, których zabija się metalową pałką, którzy wypadają z okna, albo którzy "znikają". Jeśli rządy PiS należy krytykować - róbcie to, ale miejcie jednak choć odrobinę szacunku dla ofiar. No chyba, że rację ma Piotr Maciążek i rzeczywiście dzielimy się już na Tutsi i Hutu. Tylko, że ja wówczas jestem Hutsi. Takie moje własne plemię. Może póki co małe, ale za to elitarne.

Witold Jurasz