Jugendamty to niemieckie urzędy do spraw młodzieży, obdarzone olbrzymią władzą. W ubiegłym roku interweniowały w mieszkających na terenie Niemiec rodzinach tak często i skutecznie, że odebrały rodzicom prawa rodzicielskie aż w 38 500 wypadkach! W dwóch trzecich wypadków dzieci zostały odebrane rodzicom z ich rodzinnych domów (ponad 25 tys.), reszta to małoletni zabrani z domów dziecka lub rodzin zastępczych.
Statystyki niestety nie podają, ile z podejmowanych przez Jugendamt interwencji odbyło się z pogwałceniem prawa – czytamy w dzisiejszym wydaniu "GPC".
Prawnicy zwracają uwagę, że praca Jugendamtów nie jest wystarczająco kontrolowana przez instytucje państwowe. Pokrzywdzeni przez urzędników rodzice, niezależnie od narodowości, nie mają w starciu z nimi żadnych szans. W każdej chwili do drzwi może zapukać urzędnik Jugendamtu i oznajmić, że za chwilę zabierze dziecko. Często wystarczy jakiś błahy powód, podejrzenie o złe wychowywanie lub… niesprawdzony donos.
Zdaniem Mirosława Kraszewskiego ze Stowarzyszenia Polskiego Rodzice przeciw Dyskryminacji Dzieci T.Z. do statystyki Jugendamtu należy doliczyć nieznaną liczbę dzieci oddawanych przez rodziców „dobrowolnie”. Ta „dobrowolność” często jest wymuszona szantażem lub nakładaniem na rodziców niewykonalnych nakazów i zobowiązań. – Szczególnie łatwym łupem są dzieci rodziców cudzoziemców słabo mówiących po niemiecku i niezorientowanych w przepisach prawnych. Niemieckie przymusowe wychowanie dzieci obcokrajowców jest jednym z elementów dzisiejszej polityki zwanej obecnie już nie Kulturkampf tylko Deutsche Leitkultur – niemiecka kultura wiodąca – powiedział w rozmowie z „GPC” Kraszewski.
eMBe/GPC/Pch24.pl

