Reżyser Jerzy Hoffman kręcąc swój najnowszy film mówił w jednym z wywiadów, że inspirował się„Lewą wolną”, polecał też do sfilmowania „Kontrę”. Co o tym sądzisz jako znawca twórczości Mackiewcza. Jest na to szansa?
- Film o wojnie w 1920 r. na pewno przypomina o Mackiewiczu. Przypomnę, że uciekł on z gimnazjum aby na ochotnika bić się z bolszewikami. On to swoje doświadczenie rozpisał później na wiele głosów. Na pewno należałoby sfilmować „Lewą wolną” czy „Kontrę”, „Nie trzeba głośno mówić” czy „Karierowicza”, do którego Janusz Anderman napisał nawet scenariusz. Jednak właścicielem prawa do spuścizny po Mackiewiczu jest osoba, która nie wiem czy by wyraziła zgodę na ekranizację jego twórczości. Nie wyraziła zgody np. na ekranizację "Karierowicza". Książki powinno się również tłumaczyć na języki obce, a „Kontrę” obowiązkowo na język ukraiński.
Książek Mackiewicza nie ma w księgarniach. Trzeba się trochę natrudzić aby je zdobyć. Twoja książka o nim rozeszła się w całym nakładzie. Kto go raz poznał, chce go czytać.
- Tak. On nie jest promowany. Jest drugie wydanie mojej książki uzupełnione i rozszerzone. Uważam go za najlepszego powieściopisarza i publicystę XX w. Trzeba wiedzieć o jego istnieniu, ale jak się szuka to się go znajdzie, kupując książki przez internet. On powinien być lekturą obowiązkową, np. jego relacja z Katynia, w którym był.
On jest ciągle aktualny, ciągle ważny dla nas, prawdziwy.
- Jest. Nie lubi go lewica. To był anty komunista i anty socjalista. Jego argumenty są aktualne, a dzisiaj jeszcze bardziej. On znał Katyń i uważał, że jeśli pozostaniemy pod wpływem lewicy to zdarzy się on kiedyś po raz drugi. On ostro w swojej publicystyce krytykował po nazwiskach i były to osoby takie jak Kuroń czy Michnik. Siła jego twórczości wzbudza wręcz do dziś agresję lewicy. On jest inspirujący.
Rozmawiał Jarosław Wróblewski

