W Parlamencie Europejskim trwa debata na temat katastrofy smoleńskiej. Biorą w niej udział eksperci parlamentarnego zespołu badającego tragedię z 10 kwietnia 2010 r. Duński inżynier mechaniki i pilot Glenn Jørgensen zwrócił uwagę na nieprawidłowości w raporcie MAK-u. Inżynier podkreślił, że przyczyną katastrofy mogła być eksplozja.
- Oficjalna wersja mówi, że śmierć ofiar nastąpiła przez uderzenie samolotu o ziemię, ale nie może wytłumaczyć to przyspieszenia 100g, które które zostało stwierdzone. Tak naprawdę powinien powstać krater o głębokości 1 lub 2 metrów, ale tego krateru nie było. Poddanie ciał przyspieszeniu 100g, zgodnie z wersją rosyjską, tak naprawdę nie było spowodowane uderzeniem w grunt, tylko było wynikiem jakiejś wewnętrznej eksplozji. Zresztą tak sugerują ślady zadrapań, jakie są widoczne. Takie były też konkluzje sprawozdania pana Biniendy — wyjaśnił Jørgensen. Jak dodał, dowodem na wybuch może być też nit znaleziony w ciele jednej z ofiar. Inżynier stwierdził też, że nieprawdopodobna jest wersja wydarzeń, według której samolot rozbił się o brzozę.
- Linia przecięcia skrzydeł nie zgadza się z trajektorią samolotu, ale to może być wytłumaczone wtedy, gdyby doszło do użycia materiałów wybuchowych w samolocie. Utrata skrzydeł doszła znacznie wyżej niż wysokość brzozy. Brzoza musiałby być 4 razy grubsza i mocniejsza, by dokonać takiego obcięcia skrzydeł samolotu na podstawie obliczeń które zostały przeprowadzone— powiedział Jørgensen. Na koniec zwrócił się publicznie do Donalda Tuska.
- Zaniedbywanie interesów Polski przez premiera może być objęte karą do 10 lat. Dlaczego pan Tusk zrezygnował z przeprowadzenia śledztwa i oddał je w ręce Putina bez odpowiedniego udziału polskiego? Dlaczego nie można było zajrzeć do trumien ofiar sprowadzanych do Polski? Dlaczego zaniechano właściwego badania medycznego, które powinno być wykonane? I dlaczego były poważne zaniedbania dotyczące bezpieczeństwa do których doszło w noc przed wylotem samolotu? - zapytał.
KJ/Wpolityce.pl

