Lütz  jest autorem bestsellerowej książki "Bóg - mała historia Największego". W tekście dla magazyny Focus  szef jednej z kolońskich klinik zwraca uwagę, że mody na różne diety przewyższają swą powagą ruchy pokutne i biczowników epoki Średniowiecza. „Lütz podkreśla, że rozwój takich tendencji jest także zagrożeniem dla finansów opieki społecznej. - Jeśli mianowicie zdrowie rzeczywiście, jak mówi cały świat, jest najwyższym dobrem, to wtedy zapewnienie maksymalnej diagnostyki i maksymalnej terapii każdemu z nas jest absolutnym obowiązkiem społeczeństwa i państwa - stwierdza niemiecki teolog i dodaje, że konsekwencją tego mógłby być natychmiastowy finansowy krach służby zdrowia. - Już dzisiaj każdy specjalista wie, że zdanie "wszystko, co medycznie konieczne dla każdego obywatela kraju musi być czymś samozrozumiałym" jest utopią - uważa Lütz”- relacjonuje słowa teologa KAI.


Manfred Lütz oprócz tego ,że jest autorem poczytnych książek to należy również do Rady Zarządzającej Papieskiej Akademii Życia. Ponadto jest członkiem Papieskiej Rady ds. Świeckich oraz konsultorem (doradcą) Kongregacji Duchowieństwa. W pewnym stopniu oczywiście teolog ma rację. Trudno nie zauważyć, że dzisiejszy człowiek jest coraz bardziej uzależniony od fitness i kultu piękna. Kluby, gdzie płaci się za bieganie ogromną kasę święcą triumfy. Ja na szczęście mam siłownię w domu a biegam po lesie bez wspomagaczy w postaci modnego klubu i za darmo. Jednak nawet ja, katol z Frondy, robie pewne rzeczy tylko dla zdrowia. I myślę, że robię to nie tylko dla siebie, ale również z myślą o Bogu. W końcu mając zdrowe ciało mogę Mu dłużej służyć na tym portalu. Lewacy powinni mnie codziennie zapraszać na pizze bym ich jak najkrócej wkurzał… Natomiast niemiecki teolog chyba trochę przeszarżował przy argumencie o diagnostyce. Myślę, że jednak tłuścioch jarający szlugi i żrący fast foody, kosztuje opiekę zdrowotną troszkę więcej niż człowiek pragnący dobrego zdrowia. Tak mi się wydaje- na chłopski rozum. Jest jednak kompromis między dbaniem o zdrowie i nie zatracaniem się w samozachwycie. Można zawsze biegać z różańcem w kieszeni. Modlitwa podczas joggingu skraca jego czas. Podobno. Ja słucham w lesie Kid Rocka. Jednak racjonalne dbanie o własne ciało ( bez popadania w lampucerstwo)  w żaden sposób od Boga nie odciąga. Wisiłek fizyczny może do Niego tylko przybliżyć.

   
Łukasz Adamski