Po rezygnacji z prezydentury Horsta Köhlera nie zapanowała co prawda taka sytuacja, jak w Polsce po śmierci Lecha Kaczyńskiego, gdyż głowa państwa w RFN pełni funkcje głównie reprezentacyjne, jednak szybko rozpoczęły się poszukiwania jego następcy. Najszybciej swojego kandydata znaleźli socjaldemokraci i Zieloni. Jest nim były pastor, dysydent z okresu NRD i szef Instytutu, zwanego potocznie jego nazwiskiem, Joachim Gauck.
- To genialne z politycznego punktu widzenia posunięcie – mówi portalowi Fronda.pl redaktor naczelny ewangelickiej agencji informacyjnej Idea, Helmut Matthies. - Gauck jest wybieralny zarówno dla lewicy, jak i dla konserwatystów, jako antykomunista i były poseł Zielonych – dodaje. Publicysta dziwi się, dlaczego chadecja wysunęła własnego kandydata, skoro już w 1999 r. uchodząca za bardziej konserwatywną część centroprawicowego rodzeństwa bawarska Unia Chrześcijańsko-Społeczna zaproponowała mu swoje poparcie.
Syn sybiraka
Kim jest człowiek, na którego zdaniem ekspertów głosować mogą zarówno konserwatyści, jak i liberałowie czy socjaldemokraci? Urodzony w 1940 roku w Rostocku Gauck jest w Polsce znany przede wszystkim jako pierwszy kierownik Urzędu ds. Akt Służby Bezpieczeństwa byłej NRD, potocznie zwanego Instytutem Gaucka. Instytucja ta prowadzi pracę zbliżoną do pracy Instytutu Pamięci Narodowej w Polsce. Zanim jednak Gauck został szefem Instytutu, był przez wiele lat ewangelicko-luterańskim pastorem i przywódcą opozycji demokratycznej w rodzimym Rostocku.
Jego podejście do NRD i komunizmu ugruntowało przeżycie, które przeszedł, gdy miał 11 lat. Wówczas KGB aresztowało pod zarzutem szpiegostwa jego ojca, który pracował jako oficer marynarki i deportowało go na Syberię. - Wrócił po 4 latach. Gauck opowiadał, że wyglądał okropnie, na starszego od siebie o jakieś 20-30 lat, nie miał zębów – tłumaczy Matthies. To spowodowało, że do dziś luteranin jest nastawiony bardzo negatywnie wobec komunizmu i NRD. Nigdy nie wstąpił do Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec (SED) ani też do jej młodzieżowej przybudówki, Wolnej Niemieckiej Młodzieży (FDJ).
Pastor z konieczności?
Dlatego też nie został przyjęty na studia germanistyczne. To spodowodało, że w 1958 roku rozpoczął w Rostocku studia teologiczne, które ukończył w roku 1965, po czym w roku 1967 został ordynowany na pastora. - Pamiętam go jako zawsze bardzo entuzjastycznego i zachwycającego studenta – mówi portalowi Fronda.pl pastor Arvid Schnauer, który studiował trzy lata wcześniej niż Gauck i później wielokrotnie z nim współpracował. Twierdzi, iż o tym, że studia teologiczne podjął dlatego, że nie mógł studiować innego kierunku, dowiedział się dopiero z autobiografii Gaucka.
- To był człowiek kościoła, nie zaś polityk, jak się często twierdzi. Chrześcijaństwo wyniósł z domu rodzinnego. Jego ojciec, którego miałem przyjemność poznać, kiedyś podczas pogrzebu pewnego marynarza - a pogrzeby miały wówczas z reguły socjalistyczną oprawę - wyszedł przed wszystkich uczestników i powiedział, że nauczono go, iż podczas pogrzebu należy zdjąć z głowy czapkę i odmówić Modlitwę Pańską. Wtedy rozległ się chór gromkich marynarskich głosów, odmawiających „Ojcze nasz” - opowiada Schnauer.
Matthies podkreśla przywiązanie Gaucka do problemów społeczno-politycznych. - Mimo, że go bardzo cenię, to niestety muszę przyznać, że polityka zawsze stała u niego na pierwszym miejscu. Do ks. Jerzego Popiełuszki nie można go absolutnie porównać – tłumaczy szef Idei.
Duszpasterz blokowisk
W 1971 roku Gauck rozpoczął pracę w parafii w dzielnicy Rostocku Evershagen, którą to parafię sam założył. Osiedle z wielkiej płyty zamieszkiwali głównie marynarze, robotnicy ze stoczni ("wtedy Rostock był miastem stoczniowym, dzisiaj wszystko upada" - mówi portalowi Fronda.pl pastor Sybrand Lohmann, który przez 10 lat pracował z Gauckiem w jednej parafii) i kilku profesorów. Do Gaucka należało więc także zintegrowanie pochodzących z różnych sfer, i głównie spoza miasta, parafian.
Pierwotnie nabożeństwa odbywały się w budynku sąsiedniej parafii. Później jednak zabrakło miejsca dla wiernych i ewangelicy postanowili wybudować własny zbór. Nie okazało się to jednak łatwe. - Władze chciały, byśmy za budowę zapłacili markami zachodnioniemieckimi. Na to nie było nas jednak stać – mówi portalowi Fronda.pl pastor Lohmann, od 1979 roku drugi pastor w parafii. - Dlatego też biskupi ewangelicki i katolicki porozumieli się ze sobą i zezwolili na to, byśmy mogli korzystać z kościoła św. Tomasza Morusa, który stawiali katolicy. Kościół jest własnością katolików, my dołożyliśmy się do wystroju wnętrza i organów – dodaje obecny emeryt. Do dziś katolicy i parafia założona przez Gaucka biorą udział w oddzielnych nabożeństwach o różnych porach w tej samej świątyni.
Pastor Gauck zajmował się nie tylko swoją parafią, ale także opieką duszpasterską nad młodzieżą w Rostocku. Prowadził z nimi katechezę w prywatnych mieszkaniach, ponieważ w NRD lekcje religii w szkołach były zakazane. Według jego współpracownika młodzi znajdywali w nim zaufanego duszpasterza, który potrafi poruszyć to, co leży im na sercu. - Szczególnie młodym ludziom przypominał, że aborcja, dozwolona w NRD, narusza piąte przykazanie. Był to jednak jeden z wielu tematów, na które z nimi dyskutował – twierdzi Lohmann.
Zdaniem emerytowanego pastora szczególnie ważne było dla Gaucka, by młodzież nie nasiąkła militarystyczną mentalnością, by nie widziała w ludziach mieszkających w Zachodnich Niemczech swoich wrogów. Dlatego odkręcał podczas katechez to, czego nauczyli się na „wychowaniu przedmilitarnym” w szkołach i na obozach. Stąd też jego udział w nabożeństwach na rzecz pokoju, podczas których głosił bardzo popularne, nie tylko w Rostocku, kazania.
Sól w oku komunistów
Działalność pastora Gaucka spotykała się oczywiście z niechęcią władz. - Traktowały go jako swojego wroga i utrzymywały pod obserwacją. Na pewno jego telefon znajdował się na ciągłym podsłuchu. Wiem to, ponieważ w mojej teczce znalazłem dokładne stenogramy z naszych rozmów telefonicznych – mówi pastor Lohmann portalowi Fronda.pl. - Kiedyś także mówił mi o tym, że mu grożono, ale już nie pamiętam, w jakiej sytuacji – dodaje luterański duszpasterz.
Wedle jego wiedzy Joachima Gaucka nie spotkały jednak większe nieprzyjemności ze strony Stasi, nigdy nie został pobity ani w inny sposób fizycznie zaatakowany. - Był zbyt rozpoznawalny i popularny, by władze mogły sobie na to pozwolić – twierdzi jego były współpracownik. A co z zamordowanym bł. ks. Popiełuszką, który też był bardzo rozpoznawalny i popularny? - Polacy w tych czasach wycierali ścieżki do wolności dla innych państw komunistycznych – tłumaczy pastor.
Arvid Schnauer dodaje do szykan jeszcze fakt, iż dzieci Gaucka nie mogły przez jego zaangażowanie studiować w NRD i trójka z nich (ma ich łącznie czwórkę) wyjechała do RFN. To go bardzo deprymowało. Lohmann dodaje jeszcze, że pastorzy z kościoła krajowego Meklemburgii cieszyli się dużym wsparciem władz wspólnoty. - Niewykluczone, że w Berlinie-Brandenburgii pastor Gauck nie mógłby tyle zdziałać.
Zdeklarowany antysocjalista
Poglądy Gaucka były, zdaniem Arvida Schnauera, zdecydowanie antysocjalistyczne. - Był zawsze prozachodni, widział w krajach Zachodu niemal odbicie raju. Bezkrytycznie chciał przyjęcia wszelkich zachodnich instytucji. To wielu z nas, zaangażowanych pastorów, podzieliło, ponieważ myśmy w większości chcieli naprawiać i zmieniać socjalizm, a on chciał jego zniesienia – mówi portalowi Fronda.pl jeden z współorganizatorów nabożeństw na rzecz pokoju. - Kiedyś udało mu się wyjechać do Szwecji. Po powrocie z wielkim entuzjazmem opowiadał młodzieży o swojej wyprawie. Byłem zły na niego za to, mówiłem mu, że w ten sposób tylko rozdrażnia młodzież. Ona przecież nie może wyjechać, byliśmy wszyscy zamknięci w NRD i to młodzież denerwuje. Przestaje wtedy myśleć o tym, że można coś zmieniać w samym kraju – dodaje Schnauer.
Niechęć do socjalizmu pozostała mu do dziś. W 2009 roku skrytykował fakt, iż wielu chrześcijan wychodzi z fałszywego założenia, iż socjalizm jest alternatywą dla kapitalizmu. Ponadto nie rozumie zupełnie nostalgii do NRD. - Ówczesna tak zwana solidarność mieszkańców była strategią uciskanych przeciwko panującym. Nie była wynikiem socjalistycznego porządku, ale wspólnotą pomocy w potrzebie, jaka występuje w społeczeństwach braku – powiedział w 2005 roku w jednym z wywiadów. Sam zresztą nigdy nie mówi o „obywatelach NRD”, ale o „więźniach państwa”. Krytykował też wspólnoty chrześcijańskie za to, że w zbyt małym stopniu dążą do wyjaśnienia prawdy na temat NRD i współpracy ze Stasi. - Chciałbym, by mój kościół jako ostatni odszedł od twierdzenia, że godnym człowieka rozwiązaniem jest skrucha i nazwanie grzechu grzechem. I nadzieja, że mimo to istnieje zadośćuczynienie – mówi Gauck.
Kaznodzieja pokoju
Jednak gdy w październiku 1989 roku za sprawą grupy młodzieży rozpoczęły się modlitwy w rostockich zborach, Joachim Gauck szybko stał się jednym z liderów środowiska. Pierwsze nabożeństwo odbyło się w ewangelicko-luterańskim kościele św. Piotra, jednak już kolejne w zdecydowanie większym kościele św. Marii. To było pierwsze nabożeństwo cyklu, w którym Gauck wziął udział. I wygłosił kazanie. - Szybko okazało się, że w największym stopniu trafia do ludzi. Wykazał się niebywałym talentem i ogromną charyzmą. Później pisaliśmy kazania i czytali je jednocześnie w siedmiu kościołach w Rostocku, po to, by robotnicy, którzy byli w różnych miejscach, mogli następnego dnia dyskutować o tym samym tekście. Grupa katolików przyniosła sprzęt nagłaśniający, którego używała w czasie pielgrzymek, dzięki czemu można było je usłyszeć także poza kościołami. Niestety, Kościół katolicki nie chciał oficjalnie wziąć udziału w akcji – twierdzi Schnauer.
Co było tak porywającego w kazaniach Gaucka? - Potrafi wyrazić odpowiednimi słowami to, co ludzie myślą i mówią – tłumaczy pastor Lohmann. - Ma niesamowitą empatię, potrafi znaleźć odpowiednie słowa. I nie da się go wystraszyć, mówił rzeczy, których inni nie mogli wypowiedzieć, lub się bali, gdyż mogliby mieć z ich powodu problemy – dodaje.
Poseł i lustrator
Popularność i działalność w opozycyjnym Nowym Forum, w którym nie grał jednak pierwszych skrzypiec, spowodowała, że Gauck został wybrany posłem do pierwszej demokratycznie wybranej Izby Ludowej NRD w 1990 roku. Jak sam twierdzi, podczas głosowania miał łzy szczęścia w oczach, ponieważ mógł brać udział w demokratycznych wyborach. W parlamencie wszedł do frakcji Związek 90, która połączyła się z Partią Zieloną. W przeciwieństwie do Niemiec Zachodnich, w NRD była ona zdominowana nie przez przedstawicieli Nowej Lewicy, ale działaczy ruchów na rzecz praw człowieka i demokratów. Gdy zaproponowano mu kierowanie Urzędem ds. Akt Służby Bezpieczeństwa NRD, od razu się zgodził. Mniej więcej w tym samym czasie rozwiódł się ze swoją żoną – po dziesięciu latach wszedł w związek z dziennikarką Danielą Schadt.
Będąc świadomym zarzutów, jakie wobec zwolenników lustracji wytaczają w Polsce jej przeciwnicy, można się zastanawiać, czy jego zaangażowanie w ujawnienie akt Stasi nie wynikało z chęci zemsty na tych, którzy prześladowali go i wywieźli jego ojca na Syberię. Jednak Schnauer zaprzecza tym zarzutom. - On nie kierował się chęcią zemsty, chciał wyjaśniać przeszłość z chrześcijańskich pobódek. Dążył do przebaczenia, a nie może być go bez przyznania się do winy i skruchy. Gauck pracował bardzo intensywnie, był nieprzekupny – dodaje pastor, który organizował wraz z nim Dni Kościoła w latach 80-tych w Rostocku. Do dziś zbytnie przywiązanie do historii wytykają mu jedynie postkomuniści z Partii Lewica, którzy zarzucają mu „polowanie na czarownice” i bycie „inkwizytorem”.
Prezydent?
Czy to wszystko jednak wystarczy, by Joachim Gauck był dobrym prezydentem? Głowa państwa w RFN pełni funkcję głównie reprezentacyjną, ma jednak spory autorytet i jej wystąpienia odbijają się w społeczeństwie szerokim echem. Właśnie naruszenie tego autorytetu poprzez zbytnią krytykę wypowiedzi na temat udziału Bundeswehry w wojnie w Afganistanie było oficjalnym powodem ustąpienia prezydenta Horsta Köhlera. - Gauck prezentował się w ostatnich swoich wypowiedziach niesamowicie dobrze. To dobrze wróży jego kandydaturze. Problem w tym, że dla niego wolność stała zawsze na pierwszym miejscu i obawiam się, że przez ostatnie lata, kiedy pełnił polityczne funkcje, mógł zapomnieć o równości i losie zwykłych ludzi, o których zawsze wcześniej myślał – twierdzi Schnauer.
By opisać swoje poglądy polityczne, Gauck powołuje się na Leszka Kołakowskiego, który kiedyś nazwał siebie „lewicowym liberalnym konserwatystą”. Schnauer twierdzi, że lewicowy Gauck nie jest na pewno, zaś pozostałe określenia do niego pasują. Dodaje też, że równie dobrze mógłby być kandydatem chadecji, do której jego poglądy pasują zdecydowanie bardziej. - Twierdzenie, że wybór Gaucka będzie szkodzeniem rządowi Angeli Merkel, jest jakimś żartem. Oni się bardzo dobrze rozumieją, a podczas uroczystości 70 urodzin pastora pani kanclerz wygłosiła bardzo osobiste przemówienie – dodaje Matthies.
Joachim Gauck jest obecnie jednym z czterech kandydatów na urząd prezydenta RFN. Zaskoczeniem dla wielu, szczególnie liberałów, był fakt, iż CDU i CSU wystawiły bez konsultacji z partnerem koalicyjnym premiera Dolnej Saksonii, Christiana Wulffa, postkomuniści posłankę do Bundestagu Lukrezię Jochimsen, zaś neonaziści z NPD - „narodowego barda”, Franka Rennicke. 30 czerwca Zgromadzenie Federalne, składające się w równej liczbie z posłów do Bundestagu i elektorów reprezentujących posłów do parlamentów krajów związkowych, wybierze nowego prezydenta Niemiec. Obecnie większość w Zgromadzenie ma rządząca koalicja CDU/CSU-FDP, jednak część posłów liberalnych już sygnalizowało, że może zagłosować na Gaucka. Zwycięstwo Wulffa nie jest więc całkowicie przesądzone.
Stefan Sękowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
