Korwin-Mikke stwierdził, że „gdyby p. Krzysztof Grodzki zmienił był płeć po cichu (jak to był zrobił - w Bangkoku) i nikomu nic nie mówiąc startował do Sejmu i został wybrany - nie byłoby problemu". - Problem nie w tym, że ją zmienił - tylko w tym, że Grodzkie o tym rozgłośnie informowało i weszło do Sejmu jako dziwadło. Nie dlatego, że zna się na polityce - lecz dlatego, że jest dziwadłem - napisał. I dodał, że "czuje nieswojo na widok takiego dziwadła". Prawicowy polityk szokuje też stwierdzeniami, że "są ludzie, którzy zwymiotowaliby, gdyby dotknęło ich Grodzkie".

 

Sama zainteresowana szybko podzieliła się swoimi uczuciami, jakie wywołał w niej wpis JKM na swoim profilu na Facebooku: „Myślałam, że jestem już odporna, ale chyba ktoś tu przekroczył wszelkie granice”. W rozmowie z Onet.pl Grodzka dodaje, że od dawna przyzwyczajona jest do brutalnych ataków, ale ten był jednak wyjątkowo dotkliwy. Oceniając Janusza Korwina-Mikke stwierdza, że nie szanuje on tożsamości człowieka. - Zabolało mnie to bardzo – konstatuje.

 

- Starałem się. Po to opublikował ten wpis, aby było zamieszanie - komentuje w rozmowie z Onetem Korwin-Mikke.

 

Grodzka nie wie, czy będzie podejmować żadnych kroków prawnych względem prawicowego polityka, jak zapewnia, na razie się nad tym nie zastanawiała. Podsumowując całą sytuację Anna Grodzka podkreśla, że w Polsce nie ma prawa, które w sposób dostateczny chroniłoby ludzką godność, kiedy ta naruszana jest w mediach. - Nie ma ustawy o mowie nienawiści - zauważa, zwracając uwagę na fakt, że Ruch Palikota i SLD złożyły niedawno projekt odpowiedniej ustawy.

 

Z kolei Korwin-Mikke zapytany o ewentualność wystosowania przeciwko niemu pozwu mówi: „A proszę bardzo. Jeśli ktoś się domaga usunięcia krzyża, to można się też domagać usunięcia Grodzkiej”.

 

Prawicowy polityk najwyraźniej nie przejął się zranionymi uczuciami Grodzkiej, bo na swoim blogu na portalu Nowy Ekran kontynuuje siepanie językiem posłanki: „A Grodzkie... Cóż, Grodzkie złamało tabu obowiązujące w naszej cywilizacji. Tabu, że odchyleń płciowych się nie demonstruje. Codziennie na ulicy mijają nas setki impotentów, zoofilów, onanistów, trialistów, homosiów, zwolenników miłości oralnej, może i nekrofilów – być może jest ich nawet więcej, niż „normalnych” - ale ponieważ tych skłonności nie demonstrują publicznie, nie ma żadnego problemu. Problem powstaje, gdy pojawią się (tfu!) „geje” czy transgenderowcy-ekshibicjoniści”.

 

- Więc Grodzkie się przechwala – i w tym jest problem. Gdyby Grodzkie siedziało cicho, to byłoby powszechnie uważane za sympatyczną, wesołą babcię. Podobnie jak potrawa z łebków szarańczy jest uważana za smaczną – dopóki się nie wie, co się je – dodaje polityk.

 

I ostro konstatuje: „ Grodzkie nie jest kobietą – bo nie może rodzić dzieci. Grodzkie nie jest mężczyzną – bo nie może płodzić dzieci. Miejsce Grodzkiego jest nie w Sejmie, lecz w cyrku – gdzieś pomiędzy Kobietą z Brodą, a Murzynem z 20-calowym Interesem. Bo normalna kobieta brodę – jeśli się jej trafi - goli. Jeśli ją pielęgnuje i się nią szczyci – to niech się nie dziwi, że jest pokazywana palcami”.

 

eMBe/Onet.pl/Jkm.nowyekran.pl/Facebook