Dzisiejsze państwa usiłują ingerować we wszystko. Mają przy tym zawsze jakaś wizję. Czasem np. Władzuchna chce mieć poddanych skupionych w jednym miejscu – np. w ghetcie – i centralizuje, jak może. Czasem odwrotnie: gdy staliniści cieszyli się, że ludność skupia się w miastach – gomułkowcy wzięli się za deglomerację stolicy, bo (ich zdaniem) w Warszawie mieszkało za dużo ludzi.

 

Ciekawe: skąd wiedzieli, że „za dużo”?

 

Wyobraźmy sobie, że - z jakich powodów – Polacy zaczynaliby się masowo przesiedlać w okolice Warszawy. Konkretnie: wszyscy – z wyjątkiem 100.000 wojska i straży granicznej osiedliliby się w Warszawie i sześciu graniczących z Warszawą powiatach. Spokojnie by się zmieścili: zagęszczenie byłoby mniejsze niż w Hong-Kongu, a przecież o rzut kamieniem byłaby nieskażona przyroda...

 

Jestem przekonany, że KAŻDY rząd – czy to PZPR, czy to PiS, czy to PO, czy to PSL, czy to SLD – włączyłby natychmiast hamulce, starając się temu przeciwdziałać. Bo jakże to: cała ludność w siedmiu powiatach – a reszta Polski pusta?

 

Podejrzewam, że wielu z Państwa też zaczęłoby temu przeciwdziałać. Nawet, gdyby ludzie chcieli się osiedlać naokoło Warszawy całkowicie dobrowolnie, dobrobyt by rósł, a ludzie demonstrowali zadowolenie. 

 

To - piszę do tych, co chcieliby: proszę mi powiedzieć: w imię czego chcielibyście ingerować i deglomerować?

 

Dlaczego takie rozmieszczenie miałoby być gorsze od obecnego?

 

PS. Całą ludność świata można by swobodnie pomieścić na terenie Czech, Moraw, Niemiec, Polski i Słowacji – z gęstością taką jak w Singapurze czy Hong-Kongu (gdzie, przypominam, tylko 25% terenu zajmuje zabudowa – a reszta to parki i rezerwaty!). Tak więc na upartego można by pomieścić całą ludność świata i w samej Polsce – ale wtedy to już byłoby z tym trochę problemów.

 

Ktoś mógłby podnieść,  że byłby problem ze ściekami... W takim razie powiedzmy, że umieścilibyśmy ludność świata na Nowej Zelandii – gdzieś by się te ścieki wtedy odprowadziło...

 

A po GLOBALNYM OCIEPLENIU przeniosłoby się wszystkich na Grenlandię – tam byłoby miejsca aż za dużo! Sześć razy więcej niż w Polsce.

 

eMBe/Jkm.nowyekran.pl