I nie dotyczy to, wbrew temu, co zdaje się sugerować część blogerów, komentatorów czy dziennikarzy „Faktu” tylko mnie i prof. Ireneusza Krzemińskiego, ale każdej pary gości. Nie mam też najmniejszych dowodów na to, że profesor nie chciał się ze mną spotkać w studiu, i że długo się nad tym zastanawiał. Jeśli nawet rzeczywiście tak było, to były to jego wewnętrzne procesy umysłowe, którymi podzielił się dopiero w widzami TVN24. Co do chęci rozmowy i umiejętności dialogu – to każdy sam może wyrobić sobie zdanie – na temat tego, kto miał kłopoty z dialogowaniem.

 

W takiej sytuacji uznaję sprawę za zakończoną. I jeśli uważam, że ktoś w tej sprawie nakłamał, to dotyczy to tylko dziennika „Fakt”. Z Moniką Olejnik w wielu sprawach głęboko się nie zgadzam i wiem, że ona także nie zgadza się ze mną, ale nie zmienia to faktu, że nie widzę powodu, by sądzić, że mnie okłamała. A gdybym zaczął się użalać, że ktoś jest wobec moich poglądów nieprzyjazny, to musiałbym albo zmienić poglądy albo zawód.

 

Tomasz P. Terlikowski