Już samym wyglądem (choć rzeczywiście wygląd jest nowy) tygodnik przypomina dziennik. Papier, na którym jest drukowany, nie różni się bowiem od tego, na którym drukowana jest „Rzeczpospolita”, za to znacząco odbiega od tego, na jakim drukowane są pozostałe tygodniki opinii. Uważny czytelnik dziennika niestety znajdzie też wiele powtórek w tygodniku. Nie widać też specjalnych nowości, bo i nowi autorzy są zazwyczaj z całymi rubrykami przeszczepieni z innych miejsc. Tak jest z Mazurka i Zaleskiego „Z życia koalicji, z życia opozycji” czy z „Tygodniem przez Świetlik”.

Wszystkie te zastrzeżenia nie czynią lektury „UR” mniej pasjonującą. Teksty Zaremby (o rozłamie w PO), Wildsteina (o tym, czy sprawa smoleńska będzie polską aferą Dreyfusa), Semki, Ziemkiewicza, wywiady braci Karnowskich (tym razem ze Schetyną), sylwetki Agnieszki Rybak (tym razem Włodzimierza Czarzastego) – to mocny wkład w publicystykę, a przede wszystkim lektura na kilka dni. Ale pytanie pozostaje otwarte, czy „jeszcze bardziej Plus Minus” wystarczy, by przyciągnąć nowych czytelników, a z kolei czy starych nie zniechęcą powtórki?

Tomasz P. Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »