Podobne pomruki zaczynają dobiegać także z samej PO. Iwona Śledzińska-Katarasińska czy Rafał Grupiński też już ostrzegają, że trzeba zrobić porządek ze zbrodniarzami, którym wydaje się, że można być w PO i uznać, że rozrywanie na strzępy dzieci, tylko dlatego, że mają zespół Downa (a właśnie podejrzenie tego zespołu genetycznego jest najczęstszą przyczyną aborcji eugenicznej w Polsce) powinno być zakazane. A w tej walce z ludźmi sumienia w PO wspierają ich media, które nie są w stanie zrozumieć i zaakceptować, że ktoś może dostrzec w innym człowieku człowieka, a nie tylko płód, niepełnosprawność czy chorobę.

 

Jedno nie ulega jednak wątpliwości. Tym razem media nie odpuszczą. Frakcja konserwatystów będzie pod nieustającym ostrzałem. Będzie się próbowało wymusić na nich odejście z PO, albo na Tusku wyrzucenie ich z partii. Na tym etapie jest to niemożliwe, bowiem premier nie miałby ich kim zastąpić. W głosowaniach nieświatopoglądowych karnie wykonują oni polecenia partii, a bez nich (a w takiej sytuacji możliwe, że i bez PSL) trzeba by dogadywać się z nieobliczalnym Ruchem Palikota i SLD. Na to zaś na razie premier nie pójdzie. Nie zmienia to jednak faktu, że trzeba owych konserwatystów wspierać. Można i trzeba polemizować z nimi w kwestiach politycznych, ale trzeba też mieć świadomość, że ich obecność w PO jest gwarantem, że w Polsce – nawet, gdy kryzys mocno zajrzy nam w oczy, i trzeba będzie szukać wygodnego „kozła ofiarnego” - to nie dokona się rewolucja zapaterystowska czy hollandowa. I to właśnie posłowie Żalek, Godson czy Biernacki są tego gwarancją. A poza tym to dobrze, że nadal są kwestie, w których posłowie potrafią zagłosować w zgodzie z własnym sumieniem, a nie z poleceniami przysyłanymi sms-em.

 

Tomasz P. Terlikowski