Wydany w czerwcu tego roku dokument “The Role of the Physician in the Voluntary Termination of Life” określa kwestie cierpienia, które pozwala na eutanazję. Cierpieniem pozwalającym na eutanazję jest brak motywacji do pracy, wyczerpanie czy brak chęci normalnego funkcjonowanie. Według KNMG, gdy człowiek czuje się gorzej bądź ma depresję powinien mieć prawo się legalnie zabić. Według szefa organizacji dr. Nieuwenhuijzena Krusemana pacjent nie musi nawet cierpieć na przewlekłą chorobę, by móc domagać się eutanazji. Według Alex Schadenberg z antyeutanazyjnej organizacji “International Chair of the Euthanasia Prevention Coalition” jest to kolejny dowód na to, jak szybko posuwa się ekspansja eutanazji i do jakich ponurych absurdów prowadzi.
Cywilizacja śmierci doprowadziła do tego, że dziś już nie tylko zabija się nieuleczalnie chorych i staruszków. Kapłani kultury śmierci przekonują, że powinniśmy zabijać każdego, kto sobie tego życzy. Nawet, gdy ma depresję albo tymczasowe stany lękowe i myśli, że chce umrzeć. Kiedyś to się leczyło. Jednak taniej jest spełnić prośbę osoby o skłonnościach samobójczych, nieprawdaż? Na dodatek lekarze, którzy sprzeciwiają się temu szaleństwu są karani. Pisaliśmy niedawno, że, zgodnie z nowymi wytycznymi holenderskiego KNMG, medycy, którzy ze względów moralnych sprzeciwiają się eutanazji, mają „moralny i zawodowy obowiązek” skierować zainteresowanych pacjentów do innego lekarza. Wytyczne maja ułatwić osobom „zmęczonym życiem” dostęp do wspomaganego samobójstwa. Kiedy to szaleństwo zacznie dochodzić do Polski? Drzwi zostały już otwarte.
Ł.A/LSN

