Porozumienie z 1993 roku nie zostało nigdy wypowiedziane – poinformował rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej Janusz Sejmej. Ale mimo to rząd o nim milczy. Minął niemal miesiąc od katastrofy, a polskie władze nie wystąpiły do Rosji o wspólne śledztwo. I właściwie nie wiadomo nawet dlaczego.

Trudno uzyskać odpowiedź na to pytanie od polskich służb. Naczelny prokurator wojskowy płk Krzysztof Parulski odesłał dziennikarzy "Rzeczpospolitej" do rzecznika płk. Zbigniewa Rzepy. - Umowa nie ma zastosowania do katastrofy smoleńskiej, gdyż jest to porozumienie wojskowe, a śledztwo prowadzą rosyjscy prokuratorzy cywilni – stwierdził.

- Ta umowa nas nie obowiązuje – ucina z kolei rzecznik prasowy Prokuratury Generalnej, Mateusz Martyniuk. Polski rząd powołuje się na inną umowę, o pomocy prawnej z Rosją z września 1996 roku. Pozwala ona delegować polskich prokuratorów do rosyjskiego zespołu. Śledztwo zostawia jednak w rękach władz kraju gospodarza.

A artykułu 11 tego porozumienia nie trzeba komentować: "Wyjaśnienie incydentów lotniczych, awarii i katastrof spowodowanych przez polskie wojskowe statki powietrzne w przestrzeni powietrznej FR lub rosyjskie wojskowe statki powietrzne w przestrzeni powietrznej RP prowadzone będzie wspólnie przez właściwe organy polskie i rosyjskie".

Według informacji przekazanych w czwartek przez prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta śledztwo może jeszcze potrwać kilkanaście miesięcy. Rosjanie przekazali Polakom ok. 500 stron materiałów z dochodzenia. Ale na razie nie dostaniemy czarnych skrzynek.

mm/Rzeczpospolita

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »