Pierwszy raz Chrystus przybył do Jerozolimy czterdzieści dni po narodzinach. Maryja i Józef ofiarowali go, jako pierworodnego, w Świątyni – była to pierwsza wizyta Mesjasza w domu Ojca. Z kart Pisma Świętego dowiadujemy się także o innej bardzo istotnej wizycie, która odbyła się, gdy Jezus miał dwanaście lat. Znał Jerozolimę od małego – co roku Maryja i Józef wyruszali z nim tam na Święto Paschy. Jezus kochał Świątynię, w której mieszka Jahwe, Bóg Izraela. Dziesięć lat po śmierci okrutnego króla Heroda cały czas trwa jej budowa.
Jezus z wielkim zapałem studiował święte księgi i niesamowicie oczytany wszedł w dysputę z uczonymi w Piśmie. Nie potrafili zakończyć dyskusji, mimo że święto się skończyło. Gdy jego matka i opiekun wyruszyli, Maryi wydawało się, że jej syn idzie z dziećmi. Gdy to okazało się nieprawdą, Maryja i Józef, pełni niepokoju, trzy dni szukali Go i znaleźli w Świątyni wśród uczonych w Piśmie. Na zarzut Matki odpowiedział: - Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? Jezus nie chciał iść swoimi własnymi drogami – wiedział o swoich obowiązkach syna i powraca z Maryją i Józefem do Nazaretu. Jednak podkreślił wyraźnie, że to Bóg w Niebie jest jego ojcem.
Innym razem nikt nie zauważył pobytu Jezusa w ukochanym mieście. Szatan wypróbował Go – i by dopełnić liczbę kuszeń, zaprowadził do Jerozolimy i postawił na narożniku Świątyni. Miał rzucić się w przepaść i zostać delikatnie złapanym przez anioły. - Jest bowiem napisane: Aniołom swoim rozkaże o Tobie, żeby Cię strzegli, i na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień – mówił do Syna Bożego. Jednak Jezus nie zgodził się na to – nie można wodzić Boga na pokuszenie. Tak nie należy rozumieć słów Psalmisty.
Jerozolima nie miała jednak łatwo ze swoim Zbawicielem. Dokładnie nie wiadomo, ile razy wypędzał ze Świątyni kupców, gdyż wszyscy Ewangeliści – prócz św. Jana – mówią o tym, że stało się to podczas jego ostatniego pobytu w mieście przed śmiercią, zaś św. Jan, że na samym początku działalności. Jednak na pewno wielokrotnie ganił postępowanie mieszkańców żydowskiej stolicy; szczególnie wpływowe stronnictwo faryzeuszów. To ich porównuje do „grobów pobielanych, które z zewnątrz wyglądają pięknie, lecz wewnątrz pełne są kości trupich i wszelkiego plugastwa. Tak i wy z zewnątrz wydajecie się ludziom sprawiedliwi, lecz wewnątrz pełni jesteście obłudy i nieprawości” (Mt 23,27b-28). Swymi naukami spowodował nawet specyficzną „wielką koalicję” między skłóconymi między sobą faryzeuszami i saduceuszami, którzy wspólnie stawiali mu niewygodne pytania. W końcu i tak wspólnie zdecydowali się, by go zabić.
Ale nic nie przebije "faux pas", jakie Jezus popełnił wobec mieszkańców miasta zwiastując nie tylko jego upadek, ale także samej Świątyni. A przecież dopiero była odbudowywana! To nic, „przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony” (Łk 21,6). Jerozolimę będą deptać poganie, a jej mieszkańców spotka śmierć bądź niewola.
Jerozolima to bowiem nie tylko ukochane – szczególnie ze względu na Świątynię – miasto Jezusa, ale także miejscowość, która sprawiała mu największy smutek. Chrystus był szczególnie rozgoryczony z powodu ignorancji jej mieszkańców, którzy odrzucali i zabijali proroków, którzy do niego przychodzili.
Gdy przybył do Jerozolimy po raz ostatni przed śmiercią na krzyżu, był wielką „gwiazdą” Galilei. Wędrowny kaznodzieja z Nazaretu dobrze odpowiada na troski ludzi. Leczy wielu, którzy do niego przychodzą – nie rozumie jednak Jego nauki i widzi w nim wybawiciela tu i teraz, nie zaś Mesjasza, który ma ich wybawić od wiecznej śmierci. Gdy jednak tego od Niego nie otrzymali, niecały tydzień po uroczystym wjeździe na oślicy do Jerozolimy woleli uwolnić Barabasza i skazać Mesjasza – na którego czekali tyle lat – na śmierć. I to nad tym miastem wisiał na krzyżu, na wzgórzu Golgota.
Ostatecznie to także Jerozolima stała się miejscem największego zwycięstwa Chrystusa. To tu zmartwychwstał, zesłał na apostołów Ducha Świętego; to tu także powstała pierwsza wspólnota chrześcijańska. Miasto, choć niewdzięczne, nigdy nie utraciło Jego miłości.
Stefan Sękowski
To nie żart ;-) Do Klubu Frondy przystąpił 500 Klubowicz. Zostań kolejnym i wesprzyj portal!
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

