„Rifkin oferuje Europie sposób na odzyskanie wigoru. Jest nim trzecia rewolucja przemysłowa, czyli „bezlik małych źródeł energii z wiatru, słońca, wody, geotermii, pomp ciepła, biomasy”. Kanclerz Merkel, jeśli wierzyć Rifkinowi, już wdraża tę rewolucję. Niemcy za 20 lat będą ją miały za sobą, ale, powiada Rifkin, Stary Kontynent odzyska konkurencyjną pozycję dopiero wtedy, gdy przetoczy się ona przez całą Europę” - pisze Lubowski, który dodaje, że Rifkin przeraził się na wieść, że Polska zamierza budować elektrownię atomową, i poinformował, że Niemcy zamykają własne, bo one nie mają sensu. A ponieważ jesteśmy krajem mniej niż Niemcy zasobnym, to nie powinniśmy marnować pieniędzy na „technologie i systemy schyłkowe”. Publicysta „Newsweeka” pisze, że „nic tak nie uwiarygodnia bzdur, jak podanie ich w sosie składników powszechnie akceptowanych” i zadaje ciosy w tezy Amerykanina, który wydaje się, że zrobił wielkie wrażenie na Jacku Żakowskim.
„Teza, że droga ropa doprowadziła świat na krawędź katastrofy finansowej i spowodowała przewlekły kryzys, a tania energia Europę zbawi, jest nieporozumieniem. Zarówno Europie, jak i całemu światu potrzeba z rozmaitych powodów nowych źródeł energii. Lecz europejskie kraje są zdecydowanie mniej niż nowe potęgi zależne od tradycyjnych nośników oraz mniej energochłonne, co wynika zarówno ze zmian w strukturze gospodarki, jaki i energooszczędnych technologii. A to oznacza, że tańsza energia bardziej pomoże nowym rywalom Europy niż samej Europie, pogarszając jej względną pozycję” - pisze publicysta i powołuje się na World Energy Outlook, który pokazuje bezsensowność tez Amerykanina. „Plan zamykania istniejących elektrowni atomowych w roku 2022 przyjęto w Niemczech już ponad 10 lat temu. Rząd Angeli Merkel przesunął tę datę na rok 2036. Dopiero po katastrofie nuklearnej w Fukushimie, a nie – jak bajdurzy Rifkin – w ramach idei trzeciej rewolucji przemysłowej, Berlin powrócił do oryginalnej daty. We Francji niedawne porozumienie między socjalistami i zielonymi, aby do 2025 roku zamknąć 24 z 58 francuskich reaktorów nuklearnych w przypadku zwycięstwa socjalistów w wyborach prezydenckich, zostało potępione przez Nicolasa Sarkozy’ego, przemysł i związki zawodowe. Jest postrzegane jako atak na jeden z niewielu konkurencyjnych atutów Francji, gdzie 75 proc. produkcji prądu pochodzi z elektrowni jądrowych, co pozwala krajowi cieszyć się jego względnie niską ceną”- czytamy w „Newsweeku”. Lubowski dodaje, że „Rifkin nie jest naukowcem, lecz aktywistą, który lekceważy elementarne pryncypia analizy, wiadomo w Ameryce od ponad 20 lat. Jedną z jego książek dziennik „Los Angeles Times” określił jako notoryczne brednie, a inni recenzenci jako bezwstydną mieszankę dezinformacji i błędów logicznych. W przeszłości Rifkin serwował dywagacje nad historią widelca, który „pozwolił ludziom w bardziej subtelny sposób zdystansować się wobec zwierząt, które konsumowali”; zasłynął teorią, że „jedzenie to najwyższej rangi akt polityczny”, a wołowinę określił jako „nową formę ludzkiego szatana”.
Ł.A/Newsweek.pl

