Dzisiejsza „Gazeta Wyborcza” rozdziera szaty, nad zbliżającym się w czerwcu na Jasnej Górze I Sejmikiem Liderów Katolickich. W artykule jest zamęt, że do końca już nie wiadomo jaki jest cel tego przedsięwzięcia? Może pan go przybliżyć?

Ona nic nowego nie odkryła, bo wy we Frondzie.pl pisaliście już o tym miesiąc wcześniej. Cel się nie zmienił. Nie może być tak w Polsce, że większości jest narzucana postawa mniejszości. Gdzie z pieniędzy publicznych jest finansowana polityka antyrodzinna, czy wręcz antychrześcijańska. Problemem katolików jest to, że wobec takich postaw jest bierność, albo pisane są listy otwarte, które nigdzie nie są nagłaśnianie. Dobrze by było, aby powstała nasza platforma szybkiej komunikacji, wymiany myśli i szybkiej decyzji. Jeśli ktoś nas obraża, albo próbuje wprowadzić prawo, które w nas godzi – jest szybka reakcja kilkudziesięciu tysięcy głosów. Takie zdecydowane działanie powinno być w każdej diecezji i może nawet parafii, gdzie jest przekazywana informacja, są zbierane np. podpisy. Nie mamy imperium mediów, które są w stanie szybko przekazywać informacje bardzo szerokiej liczbie osób. Pisała o spotkaniu na Jasnej Górze Fronda.pl, mówiło o tym Radio Maryja, wypowiadałem się w TV Trwam, ale dopiero po artykule w „Wyborczej” odebrałem 60 telefonów od liderów ruchów katolickich, którzy chcą wziąć w nim udział.

Przerabiałem to przy styczniowej pielgrzymce kibiców na Jasną Górę, jak „Wyborcza” nagłośniła wywiad z jej organizatorem i go skrytykowała, to przyjechało na nią o wiele więcej osób. Teraz widać podobny efekt. Widać, Bóg w swoich działach posługuje się również „Gazetą Wyborczą”.

Oby tak było. Budujmy jednak silny nasz przekaz medialny.

Widzi pan otwartość biskupów i kapłanów na to dzieło, o którym pan mówi.

Włączył się w nie częstochowski abp Wacław Depo. Uważa to za sprawę ważną i słuszną. Inni kapłani również się włączyli. Odbywam całą masę spotkań z duchownym i przedstawicielami ruchów katolickich, z których większość rozumie o co chodzi.

Czy to jednak nie jest tak, że przy pańskim działaniu katolicy się mobilizują, jednak nie jest to ruch oddolny, ale kierowany ze strony PiS-u, przez posłów? Może szkoda, że ten impuls do działania nie idzie „z dołu”?

Nie zgodzę się z tym. Jestem zapraszany wielokrotnie na spotkania jako osoba, która występuje w TV Trwam, czy organizowała marsze w jej obronie w Warszawie. Moja „popularność” powoduje, że właśnie na takich spotkaniach ludzie mi mówili: „panie pośle my nie reagujemy, bo nie wiemy czy mamy reagować” . To bardzo głęboko wryło mi się w głowę. To są pytania: czy nasze działanie będzie się komuś podobać, czy biskup będzie zadowolony, czy ksiądz? Najlepiej jak byście wy to robili, a my będziemy was po cichu popierać? Po wielu przemyśleniach. gdy 1,5 roku temu zapadła decyzja uniewinniająca Nergala, za podarcie Biblii i tylko jeden człowiek zareagował. Gdy „Wyborcza” napisała o tym, że katolicy nie są zainteresowani sprawami wiary i tylko jeden facet zareagował to stwierdziłem, że trzeba działać. W trójkę posłów zareagowaliśmy. My boimy się mówić publicznie o takich ważnych dla nas sprawach, bo boimy się że zostaniemy nazwani np. oszołomami. Jednak świadomość się budzi i trzeba do niej zachęcać.

Nie upartyjnia się jednak tutaj Kościoła?

Wszystko jest jakimś upartyjnieniem. Jest taka narzucona okrągłostołowa łata, która ma spowodować, że powstaje kościół ateistyczny, antychrześcijański, który ma swoich polityków, socjologów i profesorów, ma swoje media w krzewieniu pseudowiary. On nam chce narzucić hasło: wy tego nie możecie robić. To kto ma to robić? Ktoś musi zacząć.

Jarosław Kaczyński podczas trzeciej rocznicy katastrofy smoleńskiej powiedział znamienne słowa, że „korzeniem Rzeczypospolitej jest Chrystus”. Czy u lidera PiS nastąpił jakiś przełom? Czy PiS otwiera nowy rozdział?

Z moich obserwacji wynika, że po śmierci Lecha Kaczyńskiego u jego brata nastąpił przełom jeśli chodzi w sprawy religijne i widać, że są one dla niego bardzo ważne. On je realnie przeżywa. Powiedziałem jednemu z dziennikarzy, że rozdział Kościoła od państwa, to nie jest rozdzielenie mnie od Kościoła jako polityka. Choć przyznam, że część kolegów uważa jednak, że lepiej być z boku i nie afiszować się.

Rozmawiał Jarosław Wróblewski