- Otrzymałem propozycję lotu razem z delegacją rządową, ale ją odrzuciłem, gdyż wiedziałem, jaki był stosunek premiera i innych osób z jego otoczenia do mojego brata - mówił Jarosław Kaczyński, który dodał, że Donald Tusk jest moralnie i politycznie odpowiedzialny za katastrofę. - Abstrahuję od odpowiedzialności karnej - dodał.

Kaczyński podkreślił również, że dla niego sam fakt rozdzielenia wizyt jest przesłanką do postawienia takiej tezy i dodał, że gdyby nie doszło do rozdzielenia wizyt i dwóch odrębnych lotów, to okoliczności wspólnego lotu prezydenta i premiera musiałyby być inne. Kaczyński przyznał też, że bał się latania rządowymi Tu-154M i nie był zadowolony, że prezydent musiał z nich korzystać. Były premier podobno namawial swojego brata, by jechał do Katynia pociągiem. Zeznając przywołał słowa Leszka Millera, który kiedyś stwierdził, że korzystanie z tych wysłużonych maszyn skończy się w końcu "spotkaniem wszystkich w kondukcie żałobnym".

O godz. 8.20 rano, czyli na około 20 minut przed katastrofą, już z pokładu Tu-154M, prezydent rozmawiał przez telefon satelitarny z bratem. Temat: zdrowie ich matki. Po około minucie rozmowa się urwała. Jarosław Kaczyński w trakcie przesłuchania stwierdził, że nie mówili wtedy o konieczności lądowania pod Smoleńskiem, ani o złej pogodzie: - Nie rozmawialiśmy na temat lotu ani o żadnych problemach związanych z lotem. Ja nie odniosłem wrażenia, aby brat był czymkolwiek zaniepokojony bądź zdenerwowany - stwierdził Kaczyński. - Nie słyszałem również niczego niepokojącego w tle - dodał.

Prokuratorów interesowało, czy prezydent sam lub przez pośredników mógł wpływać na załogę Tu-154M. Kaczyński oświadczył: - Całkowicie i bezwzględnie wykluczam możliwość, aby Prezydent Lech Kaczyński mógł w jakikolwiek sposób, osobiście lub za pośrednictwem innych osób, wpływać na autonomiczne decyzje załogi samolotu co do przebiegu lotu.

Jarosław Kaczyński opowiedział również o identyfikacji ciała swojego tragicznie zmarłego brata. - Nie pamiętam szczegółów okoliczności związanych z identyfikacją ciała Prezydenta, byłem pod silnym wpływem środków uspokajających - przyznał Kaczyński. Prezes opowiadał, że jak tylko dowiedział się od szefa MSZ Radosława Sikorskiego o tragedii, natychmiast udał się do chorej matki zadbać o to, by nie dowiedziała się o śmierci syna. - Udałem się do szpitala, przede wszystkim aby zabezpieczyć moją mamę przed przypadkowym dowiedzeniem się o śmierci mojego brata. Obawiałem się o jej życie, o to, jak to zniesie - mówił prezes PiS.

Opisując jeszcze moment idyntyfikacji ciała brata zeznał, że jego ciało leżało obok trumny, jednak nie potrafił powiedzieć czy na noszach, zaś wokół było dużo błota. - Gdy wstałem z kolan, zaczęła się sprawa związana z formalną identyfikacją zwłok - powiedział prezes PiS.

Ł.A/Tvn24

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »