Luiza Dołęgowska, fronda.pl: Coraz częściej w mediach słyszymy, że Polacy wycofują depozyty z banków z powodu ujemnych realnych stóp procentowych. Czy taka sytuacja jest niebezpieczna i jak długo może potrwać?
Poseł Jan Szewczak (PiS), wiceprzewodniczący sejmowej Komisji finansów: Szacuje się, że od ubiegłego roku wycofano z banków około 25 mld zł z lokat. To duża kwota, ale nasuwa się pytanie - dla kogo to źle, a dla kogo dobrze? Nie jest tak, że to dla wszystkich zła sytuacja. Wycofywanie lokat jest spowodowane niskim oprocentowaniem w bankach i realnymi stratami na lokatach, bo jeśli doliczymy inflację, podatek Belki i oprocentowanie w granicach ok. 2 proc., to bilans nie jest nawet na zero, ale na minusie.
Trzymanie pieniędzy w bankach traci sens?
Owszem, ale to nie oznacza, że wszyscy się tym martwią, bo te pieniądze Polacy inwestują po prostu w co innego. Inwestują je w akcje i widać na giełdzie ten zastrzyk gotówki, która przypływa; inwestują w obligacje, ale inwestują także w mieszkania - to ciekawa sprawa, że duża część transakcji na rynku mieszkaniowym odbywa się za gotówkę. Oznacza to, że wycofywana gotówka często jest przeznaczana na inwestycję w nieruchomości. Wycofywanie gotówki jest niekorzystne dla banków, które oczywiście tych lokat i depozytów potrzebują, ale w związku z tym powinny przynajmniej zachęcać klientów niższymi marżami, niższymi kosztami dodatkowymi usług, niższymi opłatami, a tymczasem banki ''zaszalały z chciwości'' i znacząco podniosły w ostatnim roku opłaty, a nawet wprowadziły nowe opłaty na usługi, które w ogóle nie były płatne.
Czyli można powiedzieć, że banki podcinają gałąź, na której siedzą?
Tak jest, bo ewidentnie ''przegięły'' i nie mają świadomości, że wymienione powyżej elementy wpływają na brak chęci utrzymania lokaty czy depozytu przez klientów. Preferencyjne warunki, które były kiedyś, ograniczają się właściwie wyłącznie do nowych klientów, starych traktuje się ''per noga''. Więc, jak to mówią: jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie, a wszystko to jest motywowane niskimi stopami procentowymi, które - przypomnijmy - w wielu krajach Unii Europejskiej, w Szwajcarii, w Stanach Zjednoczonych w jakimś sensie również - są na poziomie realnie ujemnym. Czyli trzeba dopłacać do tego, żeby w banku trzymać swoje pieniądze. To jest rzecz niespotykana w historii bankowości światowej i w świecie finansów. Nie powoduje to jednak bankructwa banków.
Jaka jest na to rada dla posiadaczy lokat czy oszczędności?
To nie jest tak, że wszyscy Polacy mają duże oszczędności, raczej jesteśmy niezamożnym narodem i około 50 proc. Polaków nie ma żadnych oszczędności. Dziś waluty są stosunkowo tanie, ja natomiast zawsze byłem zwolennikiem inwestowania w złoto, w oparciu o nieprzemijającą wartość tego metalu lub inwestowanie w budowę przemysłu i własnych fabryk oraz w nowe technologie.
Czyli nie należy się spodziewać rychłej poprawy koniunktury w świecie finansów?
Opowieści, że kryzys bankowy już się nie może zdarzyć, że wszystko jest pod kontrolą, są śmieszne. Tyka bomba, zwłaszcza pod sektorem bankowym we Włoszech, tam jest prawie 400 mld euro zagrożonych, niespłacanych kredytów i to jest coś niewyobrażalnego. Bardzo podobna historia jest w bankach hiszpańskich - tam jest ok. 200 mld euro niespłaconych i zagrożonych kredytów. To wszystko, plus np. konflikt militarny w Korei Północnej czy jakieś napięcia z Iranem, ewentualne cyberataki lub jakaś katastrofa naturalna - np. wybuch wulkanu czy potężniejsze trzęsienie ziemi lub tsunami, ale także i huragany, które w USA poczyniły tak gigantyczne szkody - to będzie kosztować firmy ubezpieczeniowe dziesiątki miliardów dolarów. Oprócz tego te potencjalne zdarzenia mogą mieć znaczny wpływ na stopy procentowe i kondycję banków. Myślę, że w grudniu amerykański FED (ang. Federal Reserve System; System Rezerwy Federalnej) podniesie po raz kolejny stopy procentowe.
Co to oznacza w praktyce?
To będzie oznaczać odpływ pieniędzy z Europy, tym razem za ocean, bo będzie większa szansa osiągnięcia zysków na podwyższonym w USA oprocentowaniu.
Czy taka sytuacja może spowodować zachwianie płynności banków europejskich?
Tak, to jest groźne dla banków i myślę, że również Europejski Bank Centralny (EBC) będzie musiał podjąć w grudniu jakieś decyzje, dotyczące ograniczenia programu dodruku pieniędzy. Oni na wielką skalę skupowali akcje, obligacje skarbu państw, będących w olbrzymich tarapatach. EBC skupował nawet obligacje firm, potężnych koncernów i wielkich banków, ale to się wcześniej czy później musi skończyć. Są czasem pewne decyzje geopolityczne światowych instytucji finansowych i banków centralnych, które mogą wpłynąć również na oprocentowanie lokat i depozytów. Natomiast gdyby doszło do podniesienia stóp procentowych, to prawdopodobnie banki komercyjne będą musiały zaoferować wyższe oprocentowanie lokat, więc byłby tu również aspekt pozytywny dla oszczędzających.
Najważniejsze nie jest jednak samo oszczędzanie, choć oczywiście my musimy tworzyć własny kapitał w Polsce i oszczędzanie jest ważne, ale bardzo istotne jest też to, w jaki sposób te oszczędności później wydajemy. Czy jest to tylko konsumpcja, czy są jednak jakieś inwestycje, podnoszenie kwalifikacji zawodowych czy inwestowanie w innowacje, w nowe technologie - i to jest wartościowe inwestowanie. Nie jest tak, że banki i nasze oszczędzanie ma służyć stricte tylko oszczędzaniu, bo to mija się z sensem i koniunkturą. Chcielibyśmy, jako Polacy mieć jak najwięcej do oszczędzania, ale to musi oznaczać wyższe dochody, wyższe wynagrodzenie i wyższe zyski ze swojej działalności biznesowej, no boi z czego tu oszczędzać, jeśli się zarabia 2,5 lub 2,8 tys. zł netto, ''na rękę''.
Dziękuję za rozmowę
