Fronda.pl: Niedawno brał Pan udział w debacie z najbardziej antykomunistycznym kandydatem startującym w tych wyborach, Kornelem Morawieckim...
Janusz Korwin-Mikke*: Nie rozumiem, dlaczego pan Kornel Morawiecki miałby być najbardziej antykomunistycznym kandydatem w tych wyborach? Moim zdaniem jego poglądy są znacznie bliższe komunizmowi, niż mogłoby się wydawać.
A jego zaangażowanie w „Solidarność Walczącą”? Była to najbardziej radykalna organizacja opozycyjna z okresu PRL.
Ale „Solidarność” była związkiem zawodowym, który jest pomysłem lewicowym. Nie wystarczy być przeciwnikiem PRL, by zostać uznanym za radykalnego antykomunistę.
Czyli to Kornel Morawiecki dyskutował z najbardziej antykomunistycznym kandydatem w tych wyborach?
Jeśli chodzi o mnie to na pewno jestem najbardziej prawicowym kandydatem w tych wyborach.
Jednak po katastrofie w Smoleńsku w środowiskach centroprawicowych w Polsce pojawiały się opinie, że kandydaci prawicy nie powinni startować w tych wyborach i poprzeć Jarosława Kaczyńskiego.
Nie rozumiem takiego podejścia. Ja kandyduję po to, żeby ludzie mieli wybór między różnymi kandydatami. Na pewno do pana Jarosława Kaczyńskiego jest mi nieco bliżej w niektórych kwestiach, jak na przykład w polityce zagranicznej, niż do Bronisława Komorowskiego. Jarosława Kaczyńskiego uważam za prawdziwego męża stanu, na przykład Donald Tusk jest nim w o wiele mniejszym stopniu. Nie zmienia to jednak faktu, że moja wizja państwa różni się od wizji państwa Jarosława Kaczyńskiego dość mocno.
Ale przecież Pan mocno krytykował politykę wschodnią Lecha Kaczyńskiego, którą kontynuować chce jego brat, Jarosław. Krytykował ją również Bronisław Komorowski, który teraz bardzo mocno podkreśla, że relacje z Rosją po katastrofie smoleńskiej ociepliły się. Może więc jednak bliżej panu do Bronisława Komorowskiego?
Byłem przeciwny eskapadzie Lecha Kaczyńskiego do Gruzji i jego pojmowaniu polityki wschodniej, ponieważ w polityce nie ma sentymentów, są tylko interesy. A ta wyprawa była podyktowana emocjami. Dopóki Rosja jest daleko, lepiej współpracować z nią, niż z Niemcami, które są blisko. Problem w tym, że gdy rosną wpływy rosyjskie na Ukrainie, Rosja zbliża się do nas i ta sytuacja może się zmienić.
Który z pana konkurentów jest zatem Panu najbliższy?
Dobry handlowiec nie zachwala konkurencji.
Chce pan dać ludziom wybór i jest Pan "najbardziej antykomunistycznym" kandydatem. Jednak na Pana i reprezentowane przez Pana ugrupowania głosuje do 200 tysięcy osób...
...nawet 400 tysięcy...
...to było w latach 90-tych XX wieku, teraz Pana poparcie jest jednak niższe. Kandyduje pan po raz trzeci i gdyby zebrał pan podpisy w 1990 roku...
...to bym kandydował po raz czwarty.
Czy wśród tych kilkuset tysięcy osób nie znalazłby się ktoś, kto osiągnąłby lepszy od Pana wynik, będąc równie antykomunistycznym kandydatem, co pan?
Gdy byłem jeszcze w Unii Polityki Realnej, spotykałem ludzi, którzy byli nawet bardziej na prawo ode mnie. Przy nich czułem się wręcz centrystą. Czy ja im bronię kandydować? Niech startują, zbierają podpisy i walczą o prezydenturę.
Ludzie, którzy falami co kilka lat odchodzą z UPR twierdzą, że Pana wodzowski styl działania uniemożliwiał wypromowanie takiego kandydata.
Mój wodzowski styl działania? To ciekawe, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że od 2002 roku nie jestem prezesem UPR. To jakieś nieporozumienie.
W ankiecie Super Ekspresu na pytanie o liberalizację ustawy aborcyjnej odpowiada Pan pytaniem: „Co to jest liberalizacja?...” No właśnie – co to?
Jeśli gen. Suworow mówi po zdobyciu Pragi do swoich żołnierzy, że wolno zabijać każdego powyżej 30. roku życia, a później zmienia postanowienie i mówi, że można zabijać każdego powyżej 20. roku życia, to jest to liberalizacja? Niestety, w dzisiejszych czasach słowa straciły swoje pierwotne znaczenie i bardzo trudno się w nich połapać. Poglądy na aborcję wcale nie muszą wynikać z wiary. Pamiętam, że gdy byłem jeszcze w UPR, tamtejsi ateiści, których było niemało, mówili mi, że oni nie rozumieją innych niewierzących, dlaczego są za aborcją. Ich zdaniem łatwiej ją zaakceptować powinien katolik, dla którego nie ma znaczenia, kiedy człowiek idzie do Nieba, niż ateista, dla którego życie kończy się definitywnie na Ziemi.
Jest Pan za zmianą obecnej ustawy antyaborcyjnej?
Nie widzę w tej chwili możliwości zmiany obecnego prawa na lepsze. Pan Marek Jurek, którego bardzo szanuje, chce teraz rozpocząć kampanię na rzecz całkowitej delegalizacji aborcji. Nie myśli jednak o tym, że to spowoduje ofensywę środowisk skrajnie lewicowych i być może taką zmianę prawa, która pozwoli na zabijanie jeszcze większej ilości dzieci.
Obecna ustawa kosztuje życie kilkuset dzieci rocznie.
Wiele osób ginie też w wypadkach drogowych. Czy to znaczy, że mamy narażać życie innych kierowców w zły sposób zmieniając kodeks drogowy?
Zna Pan projekty ustaw dotyczących regulacji sztucznego zapłodnienia, które leżą obecnie w szufladzie marszałka Komorowskiego?
Projekty ustaw mnie nie interesują, dopiero gotowe prawo. W trzecim czytaniu może nagle wyskoczyć jakiś poseł i swoją poprawką zmienić kompletnie znaczenie nowej ustawy. Na pewno jestem przeciwny refundacji z kieszeni podatników.
Czy Pana zdaniem należy uregulować kwestię dostępności do in vitro?
W tej chwili mamy w Polsce pełną wolność w tym zakresie. Oczywiście jestem przeciwny mrożeniu, czy wylewaniu zarodków do zlewu. Ale nie uważam, żeby należało całkowicie zakazywać in vitro. Przecież każdy może się sztucznie zapłodnić choćby w domu, choć jest to bardzo trudne. Być może za kilka lat w sprzedaży będzie zestaw „mały invitryczek”. Tego po prostu nie da się zlikwidować.
To samo mówią zwolennicy aborcji. „Nie da się zlikwidować podziemia aborcyjnego, więc trzeba zalegalizować aborcję”.
Są zjawiska, które zlikwidować można.
Kościół jest przeciwny in vitro nie tylko z powodu niszczenia ludzkiego życia, ale także z powodu nienaturalności tego zabiegu.
A co w nim jest nienaturalnego? Przecież dochodzi do zapłodnienia, tylko w inny sposób. Na pewno jest bardziej naturalne niż na przykład homoseksualizm.
Nie ma zagrożenia traktowaniem dziecka jak produktu?
(Chwila namysłu). Rzeczywiście, występuje takie zagrożenie.
Czy pana nowa partia, Wolność i Praworządność, zamierza startować w wyborach samorządowych?
Oczywiście. Na pewno jeśli osiągnę jakiś katastrofalny wynik, może się to założenie zmienić, ale zamierzamy startować. Przy czym skupimy się na wyborach do sejmików wojewódzkich. To tu zaczyna się polityka. Na niższych szczeblach królują komitety typu Nasz Pcim, czy Wspólny Pipsztyn.
Po Pana odejściu z UPR partia ta podzieliła się co najmniej na trzy ugrupowania, jednym z nich jest właśnie WiP. Jest kim walczyć?
Na pewno jest kim walczyć. Już przygotowujemy się do tych wyborów, zarówno personalnie, jak i programowo. Mamy już program, który niejednego z pewnością zaskoczy.
Rozmawiał Stefan Sękowski.
*Janusz Korwin-Mikke - publicysta, poseł na Sejm w latach 1991-1993, założyciel Unii Polityki Realnej, obecnie prezes partii Wolność i Praworządność. Z poparcia tego ugrupowania kandyduje w tegorocznych wyborach prezydenckich.
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

