Janukowcz buduje nową Ukrainę nie na wzór nowej Białorusi, ale na wzór nowej Polski – uważa politolog Bruce Jackson, przewodniczący amerykańskiego think tanku Project on Transitional Democracies. To jeden z najbardziej znamiennych komentarzy oceniających pierwszy rok prezydentury ukraińskiego prezydenta.
Minęło już bowiem dwanaście miesięcy od czasu, kiedy prezydentem Ukrainy został Wiktor Janukowycz. Pod jego przywództwem w kraju dokonał się polityczny zwrot, który wielu publicystów nad Dnieprem porównuje z reorientacją w polityce polskiej. Najbardziej spektakularnym przykładem owej komparatystyki jest określanie Bronisława Komorowskiego mianem „polskiego Janukowycza“ – nie tylko z powodu liczby gaf i wpadek, jaka przydarza się obu prezydentom, ale także z powodu zmian, jakie obaj firmują.
Zwycięstwa Janukowycza na Ukrainie i Komorowskiego w Polsce oznaczały koniec dwóch prób przebudowy istniejących w tych krajach systemów. Na Ukrainie projekt ten zapoczątkowany został pomarańczową rewolucją, w Polsce zaś ogłoszeniem budowy IV RP. W obu przypadkach próby te spotkały się ze zdecydowanym sprzeciwem tych grup interesu, które na proponowanych zmianach traciły najwięcej. Zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie ogromną rolę odegrały media – w pierwszym kraju nieprzychylne Jarosławowi i Lechowi Kaczyńskim, w drugim – Wiktorowi Juszczence i Julii Tymoszenko. To głównie dzięki medialnej aktywności ich przeciwników rósł elektorat negatywny wobec obozu zmian. W efekcie, gdy doszło do wyborów, większość głosujących w obu krajach odrzuciła „obóz pomarańczowych“ i „obóz IV RP“, a postawiła na to, co wydawało im się znane, bezpieczne i przewidywalne. I w Polsce, i na Ukrainie skończyły się tarcia na linii premier – prezydent, a zamiast tego nastąpiła zgodna współpraca tandemów: Tusk – Komorowski i Janukowycz – Azarow.
W obu państwach proklamowano nowy etap przyjaźni w stosunkach z Rosją. Krytykowano przy tym PiS w Polsce oraz „pomarańczowych“ na Ukrainie, że niepotrzebnie zaostrzali relacje z Moskwą. Lech Kaczyński i Wiktor Juszczenko przedstawiani byli jako awanturniczy politycy dążący do wywołania wojny z Rosją. W odróżnieniu od nich Tusk z Komorowskim i Juszczenko z Azarowem zapewnić mieli pokój i stabilność w relacjach z Kremlem. W obu krajach za deklaracjami poszły konkretne ustępstwa wobec Moskwy. Rząd Donalda Tuska podpisał niekorzystną dla Polski umowę gazową zwiększającą energetyczne uzależnienie od Rosji i oddał śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej w ręce Rosjan. Z kolei Wiktor Janukowycz podpisał umowy charkowskie przedłużające termin stacjonowania wojsk rosyjskich na terenie Ukrainy do 2042 roku (zamiast 2017) oraz zmienił kodeks karny tak, że werbowanie obywateli ukraińskich przez rosyjskie służby specjalne przestało być uważane za przestępstwo i zagrożone karą. W obu przypadkach doszło do częściowego zrzeczenia się atrybutów państwowej suwerenności na rzecz potężniejszego sąsiada ze wschodu.
Nie brak też podobieństw w innych kwestiach. Rząd Azarowa chwalił się, że Ukraina jest dziś zieloną wyspą na ekonomicznej mapie Europy, gdyż w 2010 roku odnotowano wzrost PKB w wysokości 4 proc. W tym samym czasie jednak znacząco wzrosły ceny, podniesiono podatki, a bezrobocie wśród młodzieży wciąż rozładowywane jest przez emigrację. Ekipa Janukowycza zdołała podporządkować sobie media publiczne, w których programy publicystyczne zdominowane są przez dwa podstawowe tematy: wielkie sukcesy rządu Partii Regionów oraz bezwzględna walka z „pomarańczową“ opozycją. Janukowycz nie przepuści żadnej okazji, by skrytykować Naszą Ukrainę Wiktora Juszczenki i BJuT Julii Tymoszenko. Nawet 4 lutego br. podczas forum polsko-ukraińskiego w Warszawie Janukowycz powiedział o „pomarańczowych“: „Kłamią bez sumienia, przekręcają fakty, za ukradzione pieniądze wynajmują najemników w Europie, Ameryce i wewnątrz kraju.“
W rzeczywistości Janukowycz sam korzysta z pomocy wynajętych fachowców z Zachodu. W odróżnieniu od Tuska, którego głównym konsultantem do spraw public relation jest rodzimy specjalista Igor Ostachowicz, ukraiński prezydent sięgnął po posiłki z zagranicy. W ten sposób kluczową osobą w administracji prezydenta został weteran politycznego PR – Amerykanin Paul Manafort, w przeszłości doradca dyktatorów Filipin i Zairu oraz kilku kandydatów na prezydenta USA. To on sprawił, że zjazdy Partii Regionów przestały przypominać nudne późnosowieckie narady partyjne, a upodobniły się do amerykańskich konwencji republikanów lub demokratów. Spięty do tej pory Janukowycz nauczył się promiennie uśmiechać i podnosić dłoń w geście zwycięstwa. Manafort nauczył ekipę „błękitnych“ dokonywać medialnych „wrzutek“, by przykryć własne niepowodzenia lub zagłuszyć przekaz opozycji.
Najbardziej niezadowoleni z rocznych rządów Janukowycza pozostają ekonomiści, jednak ich głosy krytyki nie są w stanie przebić się do ogółu społeczeństwa. Jak przypomina Anton Usow z kijowskiego oddziału Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, nowe władze na początku urzędowania obiecywały szereg poważnych reform gospodarczych, jednak na obietnicach się skończyło. Zapowiadano znaczne odchudzenie biurokracji, ale nastąpiło zjawisko odwrotne – rozrost kasty urzędniczej. To zresztą kolejne podobieństwo do Polski, gdzie w czerwcu 2010 r. rząd Donalda Tuska przyjął projekt ustawy, która miała zredukować zatrudnienie w administracji publicznej o 10 proc. W rzeczywistości zatrudnienie w polskich ministerstwach wzrosło o 34 proc., a w urzędach wojewódzkich o 37 proc.
Wspólne dla obu ekip rządzących wydaje się odwoływanie do polskich i ukraińskich kompleksów wobec Zachodu. Politycy Platformy Obywatelskiej i Partii Regionów eksponują wobec własnych obywateli poparcie i zaufanie, jakim mają się rzekomo cieszyć w stolicach państw europejskich. Niemiecka Nagroda im. Karola Wielkiego dla Donalda Tuska czy Legia Honorowa od Nicolasa Sarkozy’ego dla Wiktora Janukowycza miały być świadectwami, że obaj politycy są niemal europejskimi mężami stanu.
Czy to jednak nie przesada w stosunku do ukraińskiego prezydenta? Wsłuchajmy się jednak, co na użytek ukraińskiego odbiorcy mówią autorytety z Zachodu. Wspomniany już Bruce Jackson w wywiadzie dla gazety „Deń“ (2.02.2011) porównuje Wiktora Janukowycza do wielkiego prezydenta USA Harry’ego Trumana, zaś dyrektor wykonawczy Instytutu Amerykańskiego w Kijowie Anthony Salvia na łamach anglojęzycznego dziennika „Kyiv Post“ (31.01.2011) postuluje, by za podpisanie ugód charkowskich – podporządkowujących Ukrainę Rosji – Janukowycz otrzymał pokojową Nagrodę Nobla.
Nic więc dziwnego, że we wszystkich sondażach Partia Regionów zdecydowanie wyprzedza pozostałe ugrupowania i w obecnej sytuacji nie ma nawet z kim przegrać.
Grzegorz Górny
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

