Każdy z nas ma jakąś swoją duchową Ojczyznę. Mam ją też i ja. Jest nią dla mnie benedyktyńskie Opactwo Świętej Marii Magdaleny w prowansalskim Le Barroux (www.barroux.org). Jeżdżę tam co roku na wakacje. Dla wielu dziwny to sposób na ich spędzanie. Bo trzeba wstawać tuż po 3 w nocy na pierwsze modlitwy. Bo - choć nie jest to obligatoryjne - człowiek z chęcią poddaje się klasztornemu rygorowi. I choć zwykle wraca niewyspany, to pomijając tę ułomność cielesną - wraca też jakiś duchowo odświeżony.

Dlaczego o tym piszę? A no dlatego, że wczoraj minęła 3 rocznica śmierci założyciela tego niezwykłego miejsca. Pierwszego przeora, a później i opata klasztoru Dom Gerarda Calveta. Zabrakło by tu miejsca, aby opisywać koleje jego barwnego życia. Życia, którego mógłby pozazdrościć mu niejeden watażka – awanturnik. Jednocześnie jakby wyjętego z kart średniowiecznych żywotów świętych. Aby się nie powtarzać, po prostu zachęcam do zerknięcia na tekst mojego oświadczenia poselskiego sprzed 3 lat. W dzień po śmierci, w polskim Sejmie, starałem się go jakoś wówczas upamiętnić. Tam, obszernie i ze szczegółami opisałem losy Dom Gerarda i jego dzieła.

Za tym tekstem powtórzę tylko jedno. Do Opactwa trafiłem pierwszy raz w roku 1994. Wówczas to, środowiska związane z tradycyjną Mszą łacińską, zbierały na całym świecie podpisy pod petycją do papieża. Chodziło o to, aby Ojciec Święty otrzymał wiarygodną informację o tym, że jego wola, zawarta wówczas w zapisach motu proprio Ecclesia Dei nie jest realizowana. Wola, by dostęp wiernych do tej właśnie formy Mszy świętej,  był jak najszerszy. Przybyliśmy więc i my, w kilkunastoosobowej grupie przywożąc, o ile dobrze pamiętam, około 800 podpisów. Pamiętam, że Ojciec Opat zachwycał się nimi, że są tak staranne (po francusku czyste).

To on zainicjował tę akcję. Do niego też spływały jej owoce z całego świata, często w formie dość niedbałej. Ważniejsze od tego pierwotnego celu było jednak moje wrażenie. Wrażenie, że znalazłem się w raju. Albo - jak taką naszą sugestię sprostował sam założyciel - jedynie w jego przedsionku. No dobrze, jak zwał tak, zwał. W każdym razie, jeśli tak wygląda przedsionek, to od tego czasu umocniłem się w przekonaniu, że warto pragnąć raju. Oczywiście trudno jest to wszystko opisać. Taki przedsionek. Dlatego zachęcam do odwiedzenia Opactwa. Każdy może to zrobić raz w roku, przez kilka dni. Można złożyć za to dobrowolną ofiarę lub ofiarować mnichom własną pracę fizyczną. Stosowne kontakty znaleźć można na stronie, którą przywołałem powyżej. A próbką tej atmosfery, niech będzie fragment z kilku tego rodzaju filmów z klasztoru na serwisie youtube.com

[video:http://www.youtube.com/watch?v=wVZjl7JsPBs'/>

Jan Filip Libicki

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »