Marta Brzezińska-Waleszczyk: W czwartek odbędzie się w Sejmie pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy chroniącej życie od poczęcia. Czy Pańskim zdaniem zmiany w obecnej ustawie są potrzebne?
Jan F. Libicki: Ruch w kierunku, by lepiej i pełniej chronić ludzkie życie od poczęcia zawsze jest potrzebny. To już drugie takie przedsięwzięcie Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop Aborcji”, dlatego pragnę w tym miejscu wyrazić swoją głęboką wdzięczność tym wszystkim, którzy zorganizowali zbiórkę podpisów. Akcja obywatelskiego Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej dotyczy najbardziej podstawowego prawa, jakim jest prawo do życia. To, że obywatele organizują się wokół takiej inicjatywy wymaga najgłębszego uznania i wypowiedzenia swojej wdzięczności.
Komitetowi udało się zebrać ponad 400 tysięcy podpisów.
Tym razem mamy do czynienia z wnioskiem nieco innym, niż ten z 2011 roku. Tamten mówił o pełnej ochronie życia, czyli – jakby wolała druga strona tego dyskursu – zakazie aborcji. W tej chwili mamy do czynienia z inicjatywą, która ma na celu usunięcie jednej przesłanki, pozwalającej na dokonanie aborcji. Chodzi o aborcję z powodów eugenicznych, czyli w przypadku podejrzenia ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu. Akcja obrońców życia jest tym bardziej na czasie, że coraz częściej dzieją się rzeczy niedopuszczalne. Na bazie tej przesłanki próbuje się pozbawić prawa do życia na przykład dzieci z Zespołem Downa. Uważam więc, że inicjatywa jest jak najbardziej na czasie.
Jakie widzi Pan szanse dla projektu?
Teoretycznie z arytmetyki wynikałoby, że inicjatywa jest skazana na porażkę. Chcę jednak zwrócić uwagę na dwa aspekty, które mogą dawać nadzieję. Podczas głosowania nad ustawą o związkach partnerskich nastąpiła pewna niespodzianka. Okazało się, że posłowie (także z mojego ugrupowania) nie zgodzili się na takie propozycje. Co więcej, zawsze jest pewna grupa parlamentarzystów, która podejmuje decyzje w mniejszym stopniu z przekonania, a bardziej z powodu konkretnych przesłanek społecznych czy politycznych.
Jakie przesłanki Pan senator ma na myśli?
Mówię o pewnym przesunięciu opinii publicznej. Według najnowszych badań zaprezentowanych w ubiegłym tygodniu, 75 proc. Polaków jest za zakazem aborcji. Drugim czynnikiem jest ilość zebranych podpisów. To są przesłanki, które według mnie mogą zadecydować o powodzeniu tego przedsięwzięcia. Bardzo bym sobie tego życzył, a jak będzie? To już niebawem zobaczymy.
Mówi Pan o dużej ilości zebranych podpisów. W 2011 roku było ich jeszcze więcej, około 600 tysięcy, a mimo to projekt odpadł w pierwszym czytaniu. Czy nie uważa Pan, że choćby przez wzgląd dla tych 400 tysięcy obywateli, którzy podpisali się pod projektem, Sejm powinien skierować go do prac komisji?
Moje stanowisko, nawet w przypadku projektów obywatelskich, z którymi się głęboko nie zgadzałem, było zawsze takie, by dawać im szansę. W pierwszym głosowaniu nad skierowaniem do komisji projektu ustawy o parytetach zagłosowałem za, chociaż byłem przeciwny propozycjom. W swoim wystąpieniu powiedziałem, że jeśli projekt wróci z komisji, zagłosujemy przeciw niemu. Jednak z szacunku dla liczby obywateli, która podpisała się pod projektem, zagłosowałem za skierowaniem go do komisji. Uważam, że taką postawą powinien charakteryzować się każdy parlamentarzysta, niezależnie od tego, co myśli o danym projekcie. Właśnie ze względu na szacunek dla liczby obywateli, która życzy sobie rozpatrywania takiego projektu.
Rozmawiała Marta Brzezińska-Waleszczyk
