- Wybór w tę niedzielę jest prosty: albo zgoda, zmiana, uczciwość i ciężka praca, czyli głos na PiS, albo na kogolwiek innego – czyli chaos, permamentna kłótnia i brak reform. - mówi portalowi Fronda.pl Jan Dziedziczak.
Portal Fronda.pl: Jak Pan oceni wczorajszą debatę, w której wzięli udział wszyscy przedstawiciele ośmiu komitetów wyborczych. Kto ją wygrał?
Jan Dziedziczak, PiS: Debatę wygrała Beata Szydło, która w sposób konkretny przedstawiała to, co chce zrobić w Polsce. Niezwykle irytujący był występ premier Ewy Kopacz. Notorycznie jesteśmy świadkami prób zapewniania tego, co „powinno się zrobić”, a problem polega na tym, że mówi to osoba, której formacja od ośmiu lat niepodzielnie rządzi Polską. PO – PSL przez osiem lat miało całkowitą większość w Parlamencie. Przez pięć lat również swojego prezydenta, który podpisywał wszystkie przygotowane przez nich ustawy. Posiadali także większość w sejmikach wojewódzkich, a więc w miejscach, gdzie samorząd rozdaje pieniądze. Pomimo tego, pani Kopacz znów obiecuje i zapowiada, co powinno się zrobić. Zachowuje się tak, jakby dopiero miała przyjść do władzy i nie miała nic wspólnego z tym, co działo się przez ostatnie lata. To może irytować. Myślę, że Polacy mogą czuć podobnie.
Jak wypadła reszta kandydatów, szczególnie ci, którzy rzadziej pojawiali się w mediach, jak choćby Adrian Zandberga z partii Razem?
Niekiedy wypowiedzi były interesujące. Oczywiście formuła debaty nie dała możliwości wypowiedzenia się wszystkim. Jeśli chodzi o pana Zandberga, mam zupełnie inne poglądy. Natomiast ze swoimi lewicowymi postulatami wypadł naturalniej niż pani Nowacka, która prawdopodobnie jest wytworem salonu. Warto zwrócić uwagę na to, że mainstreamowe media zachwyciły się kandydatką Zjednoczonej Lewicy, zanim zaczęła działać w polityce – już została okrzyknięta „cudownym dzieckiem lewicy”. Mam dystans do polityków, którzy zanim zaczną działalność, są chwaleni przez media głównego nurtu.
Dzisiaj w mediach spotkamy się z wieloma bardzo pozytywnymi opiniami na temat Zandberga. Zastanawiam się, komu może odebrać wyborców i komu na tym zależy?
Jest to bardzo dobre pytanie. Trzeba mieć zawsze dystans, kiedy mainstream zgodnie przedstawia dane wydarzenia. Natomiast myślę, że trzy dni, które pozostały do wyborów będą ciekawe. Należy je śledzić z dystansem i krytycznie.
Czy wczorajsza debata będzie miała wpływ na wynik wyborów?
Może na niewielką część obywateli, ale nie sądzę, by formuła krótkich wypowiedzi bez możliwości polemiki miała kogoś przekonać. Większość społeczeństwa ma już swoje preferencje wyborcze. Być może mały procent wyborców niezdecydowanych może przesądzić o tym, że albo Prawo i Sprawiedliwość będzie miało całkowitą większość w Parlamencie, albo zwycięży koncepcja wszyscy przeciwko PiS. Czteroczłonowa koalicja PO -PSL – Nowoczesna i Zjednoczonej Lewicy jest czarnym snem dla Polski. Tych ugrupowań nic nie łączy programowo poza niechęcią do Prawa i Sprawiedliwości i strachem przed zmianami. Będziemy mieć kryzysy, kłótnie i permamentny atak na prezydenta Andrzeja Dudę.
Wybór w tę niedzielę jest prosty: albo zgoda, zmiana, uczciwość i ciężka praca, czyli głos na PiS, albo na kogolwiek innego – czyli chaos, permamentna kłótnia i brak reform.
Rozmawiała Karolina Zaremba
