Ks. Jan Sochoń, który zajmuje się dokumentacją procesu beatyfikacyjnego ks. Jerzego Popiełuszki, w rozmowie z Robertem Mazurkiem próbuje nakreślić prawdziwy obraz męczennika.
- Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że zostanie sługą Bożym, a ja będę współautorem jego positio, czyli dokumentów potrzebnych do procesu beatyfikacyjnego, będę zajmował się jego życiem i działalnością, to mocno bym powątpiewał. Niektórzy jego koledzy kapłani śmiali się, że prędzej im kaktus na dłoni wyrośnie, niż Jurek zostanie świętym – mówi kapłan. - To był zwyczajny chłopak, normalny ksiądz! - dodaje.
Kapłaństwo bardzo rozwinęło Popiełuszkę. - Jurek z zalęknionego, stroniącego od ludzi chłopaka stał się człowiekiem obracającym się w centrum życia duchowego, politycznego i kulturalnego Warszawy – mówi ks. Sochoń. Odbija także zarzuty o rzekome upolitycznienie Mszy św. przez niego prowadzonych. - Zabieganie o dobro drugiego człowieka było wtedy aktywnością polityczną i w tym sensie ks. Jerzy taką działalność prowadził, ale proszę pamiętać, jakie to były czasy, jaka atmosfera! - twierdzi kapłan. - To dobrze zredagowane homilie, czasem zawierające jakieś popularnie przedstawione treści filozoficzne, żadnej polityki – uważa ks. Sochoń.
Na użytek procesu beatyfikacyjnego ks. Sochoń musiał także rozmawiać z oprawcami sługi bożego. - Musiałem usłyszeć od morderców, jak się ks. Jerzy zachowywał podczas ostatnich chwil życia. By mówić o męczeństwie, musimy mieć pewność, że w żadnej chwili nie prosił o darowanie mu życia. Gdyby powiedział „zostawcie mnie!”, to - o ile się nie mylę - wystarczyłoby to do zerwania procesu beatyfikacyjnego – twierdzi kapłan. I dodaje: - Wszyscy trzej odpytywani w różnym czasie zgodnie zeznali, że nie. Mówili nawet o jego heroizmie. Tak, krzyczał z bólu, ale o nic ich nie prosił.
sks/Dz
Zobacz także:
Ks. Jan Sochoń. Religia jako odpowiedź
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »
