Oto co napisał Pieczyński, aktor, myśliciel współczesnego antyracjonalizmu, czyli ateizmu: „Kościół jest potrzebny (po co tego aktor nie rozwija), ale co z przestępcami, którzy go prowadzą, co z obłudą, co z oszustwami? Ten świat to rezultat ich działań”. Ale teraz najlepsze: „Jak walczyć z tym, że ludzie wierzą mordercom? Czuję zmęczenie i jałowość. Nie potrafię siebie wyleczyć a chcę wyleczyć naród. Czy słyszę głos duszy? Wydaje mi się, że tak. A moje błędy i słabości, które chcą korygować guru którzy do mnie napisali? Przecież te błędy to również ja, to mój autentyzm”. Ksiądz – morderca, biskup – morderca? Jakiego guru słucha aktor Pieczyński?

I dalej: „Czy nie o to walczę, żeby w tej nowej cywilizacji człowiek mógł być jawny i prawdziwy. Sam przed sobą na poziomie jednostki i jawnego państwa, bez służb specjalnych, banków i bez Watykanu, żeby nikt nikogo nie oszukiwał. Nie chcę być żadnym guru jak przywódcy rozmaitych sekt, chcę być autentyczny. Ludzie w końcu zobaczą co jest kopią a co autentykim. Co będzie jeśli pokonam kościół ale stanę się taki jak ludzie kościoła? Lepiej umrzeć niż być świadkiem śmierci własnych ideałów”.

A teraz o Chrystusie. Bardzo nowatorskie! „Myślę ze Chrystus jako człowiek nie istniał, ale tęsknota ludzi za miłością była zawsze tak prawdziwa, że ożywiła go w świecie niematerialnym i dzięki temu stał się częścią wielkiej duszy ludzkości. Myśmy stworzyli Chrystusa choć nie istniał w fizycznej powłoce. Jest to jedno z najpiękniejszych dzieł zbiorowej kreatywności ludzi. Chwała nam za to!!! Wydaje mi się, że to jest ważniejsze od jego cielesnego życia, gdyż pokazuje jaki potencjał mamy razem. Możemy tworzyć światy. Ale... no właśnie, nie zgadzam się by kłamcy czerpali z tego potencjału i rabowali to co myśmy stworzyli. Prawa autorskie do Chrystusa ma ludzkość, która stworzyła go z tęsknoty za lepszym światem, takim w którym nie trzeba się wstydzić siebie. Kościół zawłaszczył sobie copyright do Chrystusa. I tego nie wolno zaakceptować”. Papieżu Franciszku, musisz oddać Chrystusa – krzyczy aktor Pieczyński.

Na koniec Pieczyński wzywa: „Dlatego musimy się obudzić i odebrać to, co jest nasze. Otworzyć na powrót drogę do geniuszu w każdym z nas, zasypywaną przez dwa tysiące lat. Każdy dzień zwłoki jest stratą czasu. Musimy już dzisiaj wejść na własną drogę nie oglądając się na innych.
Idź własną droga, poznaj własną prawdę, nie bój się! Spotkasz siebie. Przychodzimy na świat po to, by go zmieniać, a nie po to żeby zgadzać się na istniejący”. Dalej pytam, co rozumie Pieczyński przez owe „odebranie tego co nasze”. Czy wzywa do burzenia kościołów katolickich, czy wzywa do likwidacji duchowieństwo, które nazywa „mordercami”? To bardzo niepokojące, choć czytając owy wpis aktora, ma się wrażenie, że jest to jakaś fikcja. Ale niestety nie. Pieczyński wierzy święcie, że duchowieństwo, które zostało powołane przez Chrystusa jako nasi pasterze, to zło, bandyci, których należy się pozbyć. To co pisze Pieczyński pachnie siarką i diabłem. Mieliśmy w historii takich ludzi, którzy tak wyrażali poglądy jak Pieczyński o Kościele katolickim – następstwem tego było zabijanie i prześladowanie chrześcijan.

Pozostaje modlić się za Krzysztofa Pieczyńskiego, by Bóg przemienił jego zatwardziałe serce.

Sebastian Moryń