„Jastrząb”, co trzeba podkreślić, jak szliśmy na akcję, zawsze starał się każdą akcję dobrze przygotować - wspomina Stanisław Pakuła. - Na kilka kilometrów przed celem brał nas w półkole i każdemu szczegółowo mówił, jakie zadanie ma do wykonania. Kończył zawsze słowami: "Chłopcy! Bóg z nami”. Był podobnie jak jego brat „Żelazny” człowiekiem bardzo religijnym. Tak też było przed kolejną akcją, w trakcie której mieliśmy upolować szefa UB z Chełma, który jak nam doniósł wywiad, miał jechać na naradę do Lublina. „Jastrząb” postanowił, że zasadzimy się na niego koło Siedliszcza, przy drodze Chełm-Lublin. Były tam zarośla, krzaki, a także pola z rosnącym jeszcze zbożem. Gdyby ubowiec jechał ze zbyt silną eskadrą, mieliśmy się gdzie wycofać. Niedaleko zostawiliśmy te trzy auta , zdobyte na wojsku. Po przybyciu na miejsce akcji, rozstawiliśmy się zgodnie ze wskazówkami „Jastrzębia”. Ja stanąłem na szosie od strony Chełma, a drugi od Lublina, żeby zatrzymać samochód. Chłopaki przycupnęli zaś na poboczu z bronią gotową do strzału. Samochód stanął, sam go zatrzymałem, ale szefa UB w nim nie było. Zamiast niego wyskoczyła z niego jakaś baba i zaczęła krzyczeć - jak tak można rodzinę prezydenta zatrzymywać? - „Jastrząb”, który zaraz wyskoczył, zdębiał.- Jakiego prezydenta? - pyta. 

 

Niespodziewana zdobycz

- Ta zaś odpowiada, że nazywa się Zofia Malewska i jest siostrą Bolesława Bieruta! „Jastrząb” na to - a my chłopcy z lasu! - Ona zbladła. Spodziewała się najgorszego, a w samochodzie jechała cała jej rodzina, mąż, syn, synowa i synowej ojciec. W sumie było ich pięcioro, a kierowca szósty. Wsiedliśmy do samochodów i pojechaliśmy ukryć się w Lasach Parczewskich. „Jastrząb” przewidywał, że teraz UB zacznie szaleć, szukając rodziny Bieruta. W Lasach Parczewskich stacjonośwaliśmy przez dwie doby. Nie zamierzaliśmy rodziny Bieruta dłużej przetrzymywać. Gdyby sam Bierut jechał w samochodzie, to zaraz poszukalibyśmy dla niego gałęzi. Sam „Jastrząb” powiedział, że gdyby Malewska nie przyznała się do tego, że jest siostrą Bieruta, to od razu puścilibyśmy ją z rodziną wolno. Skąd bowiem mielibyśmy wiedzieć, kim ona jest. Włos im z głowy nie spadł. Zachowywali się bardzo kulturalnie. Razem z nami modlili się i śpiewali religijne pieśni. Siostrę Bieruta traktowaliśmy na pewno lepiej niż ubowcy 15-letnią Rozalię Taraszkiewicz, siostrę „Jastrzębia” i „Żelaznego”, którą przetrzymywali w swoich siedzibach we Włodawie, a później w Lublinie. Siostra Bieruta twierdziła, że jej brat jest zwykłą marionetką, która ma niewiele do powiedzenia. Wszystkie ważne pisma, które do niego przychodziły, czytał najpierw Jakub Berman. 

 

Prośba „Boruty”

- "Boruta” poprosił ją, by przekazała bratu pismo z prośbą o akt łaski dla jego ciężarnej żony, przetrzymywanej na zamku w Lublinie. „Boruta” chciał bardzo, by wyszła na wolność. On sam już nigdy jej nie zobaczył. Jak się od nas odłączył z oddziałem, to wpadł z nim w zasadzkę w Barkach za Cycowem, z której żywy wyszedł tylko jeden Omelko. Rannego go wzięli. Wyszedł później z więzienia i mieszkał w Kuliku. Zmarł jakieś dwa, czy trzy lata temu. Później, jak zwolniliśmy rodzinę Bieruta, dalej krążyliśmy po terenie, dokonując likwidacji konfidentów i funkcjonariuszy UB" - pisze Marek A. Koprowski.

 

Cały artykuł: Kresy.pl

 

Na zdjęciu Leon Taraszkiweicz "Jastrząb".

 

JW/Kresy.pl