Dowodem najnowszym jest wywiad z profesorem Zbigniewem Mikołejką (którego prywatnie bardzo lubię i ciepło pozdrawiam), z którego możemy dowiedzieć się, a jakże, jak to jesteśmy beznadziejni. Nasza wiara jest słaba, infantylna, a moralność rozbita. Za to na Zachodzie, o tam jest super. „Nie chcę idealizować społeczeństw zachodnich, ale proszę spojrzeć na Niemcy czy Holandię. Tam, gdzie panuje surowy duch protestantyzmu, tam niejednokrotnie częściej niż w Polsce istnieje moralny rygoryzm. Pilnuje się Dekalogu” – oznajmia profesor Mikołejko.

A ja nie wiem, czy śmiać się czy płakać. W Holandii masowo morduje się nienarodzonych i narodzonych. Eutanazją obejmuje się już nie tylko nieuleczalnie chorych, ale też chorych uleczalnie, w tym psychicznie. Niemała część morderstw dokonuje się bez zgody chorego, czy za jego zgodą „domniemaną”. Nie wiem, co to ma wspólnego z „pilnowaniem Dekalogu”, ale nie jestem profesorem, więc pewnie wiedzieć nie muszę. Stawianie za wzór protestanckich Niemiec też jest nieco ryzykowne. Kilkadziesiąt lat wcześniej, z ducha protestanckie Niemcy, wymordowały kilka milionów Żydów i wywołały największą wojnę w dziejach świata.

Dalej profesor stwierdza, że „Polska – mimo iż chlubi się tysiącletnim chrześcijaństwem – nie wydała aż do Karola Wojtyły żadnego wielkiego człowieka Kościoła. Bo dziecinne formy polskiej wiary są puste. I na pewno nie oddalibyśmy za nie życia”. I znowu pudło. Wielkich ludzi Kościoła w Polsce można mnożyć. Św. Andrzej Bobola – to nawet oddał swoje życie za wiarę. Podobnie jak męczennicy drugiej wojny światowej czy Maksymilian Maria Kolbe (swoją drogą jeden z najbardziej niedocenianych polskich świętych). Mamy też wielkich założycieli zakonów (choćby Stanisława Papczyńskiego), teologów czy myślicieli (Bogdan Jański). I wreszcie siostra Faustyna (którą zresztą Mikołejko wymienia).

Zabawnie brzmią też opinie profesora Mikołajki na temat św. Faustyny. Otóż uznaje on, że św. Faustyna bliska jest takiemu „miłosiernemu charakterowi” polskiego katolicyzmu, który chciałby widzieć piekło puste. Tyle, że to zwyczajnie nieprawda. „Dzienniczek” siostry Faustyny nijak nie da się wpisać w teologię pustego piekła. On jest pełen lęku przed sądem, i pełen świadomości, że ten sąd przyjdzie. A uratują się z niego ci, którzy wierzą w Boże Miłosierdzie. I otwierają się na nie.

Ale dość już pastwienia się nad tekstem. W końcu mamy Wigilię. I dlatego krótka propozycja. Zamiast siedzieć nad tekstami gazetowymi pochylmy się nad Pismem Świętym. I razem z dziećmi odnajdźmy w Nim sens naszej wiary. Telewizję, gazety, a nawet Internet odstawiając aż do poniedziałku.

Tomasz P. Terlikowski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »