Kobieta ukrywająca się pod pseudonimem Wujian zeznawała przed Human Rights Commission w Izbie Reprezentantów w październiku 2009 roku. Teraz jej świadectwo ujrzało światło dzienne. Kobieta opowiada, że gdy w 2004 roku dowiedziała się, że jest w ciąży, od razu czuła rosnące w niej nowe życie. Opisuje ona jednak również swój strach bowiem nie miała pozwolenia na posiadanie kolejnego dziecka. Według chińskiego prawa, dziecko nie miało prawa się pojawić na świecie. Gdy widać było ruchy dziecka, kobieta ukryła się w starej szopie w swojej wiosce, w której nie było elektryczności. „Każdego dnia odczuwałam strach i samotność, jednak poczucie, że będę miała dziecko wszystko zmieniało”.
W końcu jednak urząd ds. planowania rodziny dowiedział się o jej ciąży. „Antykoncepcyjna policja” rozpoczęła więc poszukiwania kobiety. Nie mogąc jej znaleźć, aresztowali jej ojca. Mężczyznę codziennie bito. „Sąsiad powiedział mi, że mój ojciec jest umierający i jeżeli nie oddam się w ręce policji, to go zabiją”. Ceną za uratowanie życia jej ojca było dokonanie aborcji. Kobieta nie musiała się jednak oddawać sama w ręce policji. Funkcjonariusze ją znaleźli i siłą zaciągnęli do furgonetki. W środku była już inna kobieta , która była w ciąży pierwszy raz, ale nie miała na nią pozwolenia. W szpitalu Wujian spotkała kolejne ciężarne kobiety. “Czekały jak świnie w rzeźni. Szybko zaciągnięto mnie do pokoju i bez mojej zgody podano mi tlen. W pokoju było kilka innych mam” - relacjonuje kobieta.
Pokój był pełen kobiet, którym właśnie „wyrwano dzieci z łona”. Część płakała, część krzyczała, inne jęczały. Jedna z nich turlała się z bólu po podłodze. Kobieta błagała by pielęgniarka, która zbliżała się do niej z 8 centymetrową strzykawką pozwoliła jej uciec. „Mówiłam jej, że zniknę i nie powiem nikomu, że ona mnie puściła. Pielęgniarka była jak drewno. Nie reagowała”- mówi Chinka, która powiedziała jej, że jako pielęgniarka i lekarz powinna pomagać ludziom a nie zabijać ich. Pielęgniarka bardzo się zdenerwowała i powiedziała, że w poprzednim roku w kraju było ponad 10 tysięcy przymusowych aborcji. ” Byłam zszokowana jej słowami. Uświadomiły mi one, ze moje dziecko było traktowane jak zwierze. W końcu wbiła strzykawkę w główkę mojego dziecka. Myślałam, że to koniec świata” - relacjonuje.
Po zastrzyku, dziecko przez cały dzień było nieruchome. Kobieta pomyślała jednak, że może dziecko jakoś to przetrwa. Następnego dnia Wujian trafiła na stół operacyjny. Na ścianach zobaczyła krwawe odciski palców innych kobiet. “Lekarz powiedział mi, że sprawiam kłopoty bowiem dziecko “samo powinno wypłynąć ze mnie po zastrzyku”. Zatem postanowili pokroić moje dziecko nożyczkami i wciągnąć zwłoki specjalnym odkurzaczem”. Słyszałam dźwięk nożyczek, które cięły ciałko mojego dziecka. Chciałam umrzeć”- pisze kobieta.
Pielęgniarka pokazała Wujian kawałek ciała dziecka. To była jego maleńka stópka. Następnie zwłoki wylądowały w koszu. Ojciec dziewczyny kilka miesięcy dochodził do siebie po biciu jaki przeszedł w więzieniu. „Patrząc na mojego ojca i myśląc o moim martwym dziecku, płakałam całe noce. Nigdy nie pozbyłam się widoku stópki mojego dziecka. Nigdy nie podniosłam się z tego psychicznie i duchowo.
Świat akceptuje chińską politykę “jednego dziecka”. Świat akceptował również ludobójstwo Stalina, Pol-Pota i innych komunistycznych reżimów. Dziś świat zachwyca się postępem Chin i nieliczni go potępiają za deptanie praw człowieka. Z drugiej strony zastanówmy się czy aborcja w zachodnioeuropejskich krajach wygląda jakoś specjalnie inaczej? W końcu u nas aborcja jest „prawem człowieka”, czego zapewne nie rozumie Wuijan. Czasami mam wrażenie, że lewica byłaby zachwycona wprowadzeniem polityki jednego dziecka w krajach europejskich. Zaraz…przecież tego domagał się ostatnio jeden z najbogatszych ludzi świata, który w polityce „jednego dziecka” widzi przyszłość świata. Módlmy się by kara spadła na Chiny i wyzwoliła jego obywateli spod komunizmu, który kupił sobie akceptacje świata krwawymi dolarami.
Łukasz Adamski

