Przedsrtawiamy fragment artykułu Leszka Szymowskiego:
W 1991 roku Urząd Ochrony Państwa wszczął sprawę, której celem było rozpracowanie środowiska tygodnika konserwatywno-liberalnego „Najwyższy CZAS!”. Powody były dwa: pierwszy dotyczył sprawdzenia źródeł finansowania tygodnika, drugi – jego powiązań z zagranicznymi ośrodkami wpływu. W ramach sprawy objęto inwigilacją trzy osoby: ówczesnego redaktora naczelnego pisma – Stanisława Michalkiewicza, Janusza Korwin-Mikkego i współpracującego z „NCz!” znanego pisarza Waldemara Łysiaka. Sprawdzono zasoby Służby Bezpieczeństwa na ich temat, jednak znaleziono jedynie dokumenty wskazujące na ich twardą antykomunistyczną postawę w czasach PRL.
Jeśli chodzi o Stanisława Michalkiewicza, nie udało się zdobyć żadnych informacji kompromitujących go (co mogłoby ułatwić wywieranie na niego wpływu). Inwigilację Korwin-Mikkego zakończono po kilku tygodniach z adnotacją, iż „swoim zachowaniem zraża do siebie część środowisk prawicowych; nie stwarza żadnego zagrożenia”. Odnośnie Waldemara Łysiaka zainspirowano dwa lub trzy szkalujące go artykuły w prasie, licząc, iż pisarz nie będzie chciał kierować sprawy do sądu (tak też się stało). I na tym koniec.
W 1993 roku w środowisku konserwatywno-liberalnym UOP wytypował jako kandydata do werbunku Rafała A. Ziemkiewicza. Próbowano znaleźć materiały obciążające publicystę, lecz na nic takiego nie natrafiono. Oficer prowadzący sprawę ostatecznie uznał szanse na werbunek za „znikome” z uwagi na „postawę i poglądy figuranta”. Do rozmowy werbunkowej nie doszło, akta sprawy trafiły do archiwum. Z kolei Stanisław Michalkiewicz był jeszcze kilkakrotnie „figurantem” (tak w języku służb nazywa się osoby rozpracowywane) spraw prowadzonych przez służby. Jedna z nich miała na celu wyjaśnienie roli polonijnego biznesmena Jana Kobylańskiego w finansowaniu Radia Maryja.
Rydzyk na celowniku
Samo Radio Maryja i osoby tworzące jego program również wielokrotnie były inwigilowane przez służby specjalne. Między innymi przygotowano dwie operacje, których celem było skompromitowanie ojca Tadeusza Rydzyka. Nie udało mi się jednak dotrzeć do wszystkich szczegółów tych działań. Mgliste informacje mówią o młodym biznesmenie, któremu oferowano wstrzymanie uporczywych kontroli skarbowych, jeśli zgodzi się fałszywie zeznać, że w 1990 roku był molestowany seksualnie przez księdza Rydzyka podczas pielgrzymki do Medugorja. Mężczyzna jednak odmówił i z prowokacji nic nie wynikło.
Kilka lat później do kolejnej prowokacji przeciwko założycielowi Radia Maryja mieli zostać wykorzystani dwaj dziennikarze „NIE”, których związki ze służbami wyszły na jaw w trakcie prac Komisji Weryfikacyjnej WSI. Dziennikarzom „NIE”, a później „Trybuny” przekazano kilka nieprawdziwych informacji. Pierwsza dotyczyła rzekomej agenturalnej przeszłości ojca Rydzyka, który – według rozpowszechnianych informacji – miał być współpracownikiem Stasi. Kwerenda prowadzona wielokrotnie w archiwach IPN i Instytutu Gaucka nie potwierdza tego. Co więcej, z moich badań w IPN wynika, że w latach 80. ksiądz Rydzyk był intensywnie rozpracowywany przez Służbę Bezpieczeństwa, jednak najważniejsza teczka z tego rozpracowania wciąż znajduje się w zbiorze zastrzeżonym, a to dlatego, że – jak twierdzą moje źródła – jedna z donoszących na niego osób (ponoć łatwa do zidentyfikowania) po 1989 roku nadal była konfidentem służb i ujawnienie teczki ojca Rydzyka mogłoby ją zdekonspirować.
W czasach gdy trwała inwigilacja ojca Rydzyka, Polską wstrząsały afery prywatyzacyjne i korupcyjne. Dało się również zauważyć coraz bardziej aktywną działalność rosyjskiego wywiadu. To wszystko nie zaprzątało uwagi UOP w taki sposób jak rosnąca popularność ojca Rydzyka - pisze Szymowski.
Przeczytaj całość: nczas.com
JW/nczas.com
