Powodem, dla których ks. Żarski miał stracić szanse na biskupstwo, jest jego szacunek dla ofiar Smoleńska. I przyznają to sami autorzy tekstu w „Gazecie Wyborczej”. „Szanse ks. Żarskiego gwałtownie zmalały. Jeszcze podczas pogrzebów ofiar katastrofy z 10 kwietnia niemal zrównywał je z polskimi oficerami pomordowanymi w Katyniu, a w wywiadzie dla KAI atakował tych, którzy takie porównanie kwestionowali. Decydująca jednak była msza w Święto Niepodległości w bazylice św. Krzyża w Warszawie. Wobec najważniejszych polityków i generalicji ostro zaatakował on całą III Rzeczpospolitą. Krytykował brak patriotyzmu jej elit. Mówił, że «u jej początku patriotyzm zastąpiły słowa jednego z pierwszych premierów, że aby zostać bogatym, trzeba pierwszy milion ukraść» - to była czytelna aluzja do Jana Krzysztofa Bieleckiego, którego dzień wcześniej prezydent Bronisław Komorowski odznaczył Orderem Orła Białego. Stwierdził też, że we współczesnej Polsce «wartości zostały zastąpione przez antywartości, prawdziwy patriotyzm - kosmopolityzmem, prawda – kłamstwem»” – informuje „Gazeta Wyborcza”.

A dalej bez najmniejszej żenady donosi, że o nominacji dla ks. Żarskiego rozmawiali ze sobą… prezydent i minister obrony narodowej. Ciekawe to osoby do takich rozmów, ale najwyraźniej dziennikarzy „Gazety Wyborczej” nie zaskakuje, że o wewnętrznych sprawach Kościoła rozmawiają ze sobą politycy partii rządzącej, jak za najlepszych czasów PRL. „Według naszych informatorów prezydent, komentując kandydaturę ks. Żarskiego, przypomniał, że o nominacji decyduje papież, ale to prezydent przyznaje awans generalski (zwyczajowo ordynariusz polowy ma stopień generała)” – relacjonuje „GW”. A chwilę później gazeta zamieszcza informację, że dzień po rozmowie z ministrem Klichem prezydent spotkał się z nuncjuszem apostolskim w Polsce. „Według nieoficjalnych informacji temat obsady ordynariatu polowego był jednym z najważniejszych w tej dyskusji” – informują dziennikarze.

I ponoć mają już być skutki tych działań. Terno (trzech kandydatów do biskupstwa) z ks. Żarskim miało zostać odrzucone w Watykanie. Czyli partia rządząca ma już wpływ nie tylko na nominacje w administracji, ale także w Kościele. Nie ma co ukrywać, że nie wróży to dobrze dla przyszłości Kościoła. Uzgadnianie nominacji biskupich z państwem nigdy nie wyszło na dobre Kościołowi. A od stopnia generalskiego dla biskupa czy zadowolenia prezydenta o wiele istotniejsza jest niezależność Kościoła i jego wewnętrzna wolność. Jeśli Kościół je straci, to straci także ogromny autorytet.

Jest jednak jeszcze nadzieja, że cała sprawa jest wymysłem „Gazety Wyborczej”. Jeśli tak jest, to trzeba jej dziennikarzom powiedzieć krótko, że jako obrońcy rozdziału państwa i Kościoła powinni jako pierwsi protestować przeciwko mieszaniu się prezydenta w wewnętrzne sprawy Kościoła, a już szczególnie w mianowanie biskupów. I to nawet w przypadku, jeśli biskup im z jakichś powodów nie leży.

Tomasz P. Terlikowski

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »