
Krzysztof Ziemiec: Choć przyznam, że zawsze marzyłem, aby spędzić Wielkanoc w jakimś nietypowym miejscu, gdzieś z dala od wielkiego miasta, np. na Kurpiach, to jednak zawsze spędzam ten czas w domu, w rodzinnym gronie.
Zawsze to Boże Narodzenie, przez wzgląd na całą zewnętrzną „otoczkę” jaka mu towarzyszy, postrzegane jest jako bardziej rodzinne, spektakularne. Ale dzięki Bogu, świat show biznesu nie zawłaszczył sobie jeszcze świąt Wielkiej Nocy, nie udało mu się ich skomercjalizować, i przyznam szczerze, że mam nadzieję, iż tak się nie stanie. Bo te święta są zupełnie inne – przepełnione zadumą, refleksjami, także smutkiem, bez żadnych „fajerwerków”, jak choinka czy prezenty.
Wielkanoc jest dobrą okazją, żeby się na chwilę zatrzymać, bo żyjemy dziś w wielkim pośpiechu, w którym na nic nie starcza czasu. Dobrze, że są takie dni, które niejako zmuszają nas do głębszej refleksji, zatrzymania, wyciszenia, przemyślenia pewnych spraw.

Brygida Grysiak: Przy okazji rozmowy o świętej Faustynie siostra Elżbieta Siepak ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia w Łagiewnikach powiedziała mi kiedyś, że to, co dzieje się podczas Mszy świętej powinno być na czołówkach wszystkich dzienników. Każdego dnia. Bo to jest news: chleb zmienia się w Ciało, a wino w Krew Chrystusa. Nigdy nie myślałam o przeistoczeniu w ten sposób. I nie wiem, dlaczego ta myśl wróciła do mnie właśnie teraz. Może dlatego, że Wielki Czwartek trochę umyka nam przed Wielkim Piątkiem, Sobotą i Wielką Nocą... .
To, co dla mnie jest najpiękniejsze w tych Świętach, to śmierć, która daje życie. Z Miłości. I pewność, że w krzyżu jest sens. I dobro. Choć na co dzień tak trudno nam to przyjąć. I zrozumieć. Ta Wielkanoc jest szczególna, bo w progu wyniesienia na ołtarze Jana Pawła II. Ciągle mam przed oczyma obraz z Jego prywatnej kaplicy, kiedy w ostatni Wielki Piątek nie mógł pójść do Koloseum. I trwał, z rurką w tchawicy, przytulony do krzyża. Trwał w modlitwie na oczach całego świata. Słaby, cierpiący, bez słowa. Jak Chrystus na krzyżu. Ecce Homo. Słabość, która jest mocą. Cierpienie, które nawraca. I milczenie, które mówi więcej niż najlepsza homilia.
Życzę każdemu, jak życzę sobie, żeby siła Wielkiej Nocy żyła w nas. Każdego dnia. Żebyśmy pozwolili Jej w nas żyć.

Paweł Kukiz: Do momentu, kiedy byłem jeszcze dzieciakiem, zaangażowanie, nawet takie bardziej emocjonalne, bo trudno jeszcze o religijne, towarzyszyło rzecz jasna świętom Bożego Narodzenia. Im byłem starszy, tym święta Wielkiej Nocy stawały się dla mnie istotniejsze.
Najważniejszą sprawą jest dla mnie zmartwychwstawanie i podnoszenie się z upadków. Zmartwychwstanie to chyba w ogóle przeżycie mocniejsze niż same narodziny. Wielkanoc to dobra okazja do uświadomienia sobie, że to podnoszenie ma się dokonywać każdego dnia. Nawet kiedy człowiek znajduje się, po ludzku patrząc, w sytuacji beznadziejnej, z rożnych względów, czy to z przyczyn losowych, czy ze względu na własne zaniedbania, to święta pokazują, że wszystko jest do przezwyciężenia, że za przykładem Chrystusa ze wszystkiego można zmartwychwstać.
Dla mnie to jest okazja do refleksji nad swoimi słabościami i powstawaniem z nich. Jak wspomniałem, sam moment narodzenia jest pewnym niezaprzeczalnym, naturalnym faktem, ale to właśnie chwila powstawania z martwych jest czymś mistycznym, przepełnionym duchowością, wyjątkowym. To właśnie dlatego te święta są dla mnie takie istotne. A już tak na marginesie, to Wielkanoc przypada w cudownym czasie, kiedy przyroda na nowo budzi się do życia, wszystko kwitnie. Mieszkając na wsi w sposób wyjątkowy dostrzegam to odradzanie się przyrody.

Jacek Kawalec: Z jednej strony Wielkanoc to odrodzenie się do życia. Wiosenna aura, radość, ale z drugiej strony jest też ważniejszy wymiar tych świąt – zajrzenie w głąb samego siebie. Powinniśmy się zastanawiać nad każdą naszą decyzją, gestem, wszystkim, co robimy, by nie popadać w taką rutynę, i bezmyślnie podchodzić do naszych codziennych zadań. To oczywiście na co dzień jest bardzo trudne, ale myślę, że przy odrobinie dobrej woli, możliwe do zrobienia.
Być może ze względu na to, że święta Wielkiej Nocy są dużo mniej skomercjalizowane, dużo mniej „chwytliwe marketingowo”, ludzie zastanawiają się znacznie mniej nad ich znaczeniem i starają się czerpać z nich tylko to, co jest przyjemne, wesołe i radosne. Oczywiście, to nie jest złe, ale nie można się tylko na tym zatrzymać, warto spojrzeć na ten inny, ważniejszy wymiar.

Radosław Pazura: Wielkanoc to zawsze szczególne dla mnie święta, zwłaszcza od tego momentu mojego życia, który nazywam nawróceniem. Momentem, który oczywiście cały czas trwa, bo nawrócenie to nieustanny proces, do podejmowania którego namawiał Jezus przypominając o konieczności życia Ewangelią.
Tym szczególnym momentem w moim życiu był wypadek samochodowy, jaki przeżyłem 7 lat temu. Od tej chwili jestem na drodze nawracania się, dlatego Święta Wielkanocne to dla mnie coś więcej niż tylko spotkanie z rodziną. To może przede wszystkim zbliżenie się do siebie samego, ale takiego, jakim chciałby nas widzieć sam Bóg. Szukaniem siebie prawdziwego w obliczu Pana Boga, a Męka Pańska jest tu niezwykłym drogowskazem. Zachęca nas do tego, by zmartwychwstawać każdego dnia, w naszych codziennych, małych sprawach. Zabijać w sobie starego człowieka, tego z wielkimi wadami, grzechami i rodzić się na nowo, stawać się nowym człowiekiem. I w tym sensie zmartwychwstawać, czyli stawać się lepszym człowiekiem, innym, niż ten, którym byłem dotychczas.
Temu właśnie według mnie służą święta, a przede wszystkim okres Wielkiego Postu, który przygotowuje do pełnego przeżycia Triduum Paschalnego, które jest pewnym zwieńczeniem tych starań, odkrywaniem „nowego” człowieczeństwa. Może to być jedna, drobna rzecz, ale zawsze „do przodu”, co wpisuje się w ludzkie dążenie do doskonałości. Być może jej osiągnięcie nie będzie nam nigdy dane tu na ziemi, ale liczy się właśnie to nieustanne podejmowanie trudu w dążeniu do doskonałości, co jest sensem naszego życia. Dlatego Wielkanoc jest dla mnie ważnym, jeśli nie najważniejszym świętem.
Może kojarzy się ona niezbyt dobrze, z pewnym doświadczeniem śmierci, cierpienia, ale to przecież także jest częścią naszego życia. Z każdymi kolejnymi świętami uświadamiam sobie, że wcale nie jestem takim człowiekiem, jakim chciałbym być , ale samo dochodzenie do tej wiedzy, jest pewnym zwycięstwem. Zabijanie tego zła w sobie, by narodzić się na nowo, jest czymś pięknym.
Rozmawiała Marta Brzezińska
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

