12.01.20, 16:30

Jak obowiązek szkolny powstrzymuje rozwój

Justin Spears

Przyznaję, że jestem beznadziejny z matematyki. Przez cały okres kształcenia, aż do ostatnich zajęć na studiach, miałem problemy z tym przedmiotem. Od studiów nie zrobiłem nic, żeby polepszyć swoje umiejętności w tej dziedzinie. Mógłbym stwierdzić, że jest tak z powodu mojej niezdolności do zrozumienia koncepcji matematycznych. To z kolei prowadzi do niepodejmowania wysiłku i nie przejmowania się moją zdolnością do rozwiązywania zadań związanych z matematyką. Mówiąc krótko, nie rozumiem tego, więc po co sobie tym zawracać głowę?

To, co właśnie przedstawiłem, niekiedy określa się jako przekonanie o niezmienności. Ludzie myślący w ten sposób zazwyczaj wierzą, że ich możliwość osiągnięcia sukcesu zależą od talentu, nie od starań. Prowadzi to do myślenia według schematu przedstawionego powyżej: brakuje mi talentu/zdolności matematycznych — dlatego nie zmieni tego jakakolwiek ilość starań.

Dlaczego ktoś myśli w ten sposób? Czy to przekonanie jest jakoś wbudowane w nasze umysły? Zdecydowanie nie! No bo jak w ogóle moglibyśmy się czegokolwiek uczyć? Spuszczalibyśmy głowy i porzucali każde zajęcie po jakiekolwiek porażce. Wiemy jednak, że to nie jest prawda, ponieważ wytrwale uczymy się chodzić, mówić, czytać, jeździć na rowerze itd. A więc skąd bierze się ten sposób myślenia? Odpowiada za to pewna stara instytucja, która wbija nam do głów takie przekonanie. Przyjrzyjmy się ewolucji przekonania o niezmienności i przekonania o możliwości rozwoju.

Dr Carol Dweck jest profesorem psychologii na Stanford University. W swojej książce z 2006 roku Nowa psychologia sukcesu dr Dweck wprowadza dwa rodzaje przekonań: o niezmienności i możliwości rozwoju[1]. Jak wyjaśniłem powyżej, dzieci nabierają przekonania o niezmienności, gdy słyszą, że nie mogą wpłynąć na rezultaty, jakie osiągają w nauce. To jest fatalistyczny pogląd, według którego możliwości nauczenia się czegoś są zdeterminowane. Żadna ilość wysiłku i starań nie może tego zmienić. Czy zauważyliście kiedykolwiek takie myśli u siebie?

Przekonanie o możliwości rozwoju

Z drugiej strony przekonanie o możliwości rozwoju skupia się na procesie uczenia. Rozwijanie tego przekonania zachęca nauczycieli i uczniów do analizowania, jak dane efekty zostały wypracowane i do bycia otwartymi na zmianę sposobów i metod, z których się korzysta. W wywiadzie dla The Atlantic z 2016 roku dr Dweck stwierdziła, że to przekonanie skutkuje tym, iż ludzie „wierzą, że każdy może rozwijać swoje umiejętności dzięki ciężkiej pracy, odpowiednim metodom i dużej ilości pomocy i mentoringu ze strony innych”. Jak widać, chodzi o to, by zachęcać studentów do przezwyciężania swoich słabości poprzez analizę wysiłków i metod.

W tym samym wywiadzie dr Dweck omawia coś, co określa mianem „fałszywego przekonania o możliwości rozwoju”, które pojawiło się wśród nauczycieli. Jak twierdzi dr Dweck, nauczyciele nie zrozumieli celu wpajania przekonania o możliwości rozwoju uczniom.  Zamiast analizować sposób uczenia się, nauczyciele po prostu chwalą studentów, niezależnie od osiąganych efektów. Nazywa to mianem „fałszywej pochwały”, bo wysyła błędne sygnały dziecku i uczy je, że porażka jest akceptowalnym efektem. W jaki sposób to przekonanie zagościło w naszych szkołach?

Szkoły publiczne zawsze promowały przekonanie o niezmienności. Jest tak dlatego, że szkoła opiera się na przymusie. Zdanie sobie z tego sprawy jest konieczne, by zrozumieć, dlaczego tak wielu nauczycieli niewłaściwie odczytało jej próbę nakłonienia ich — i do pewnego stopnia całego systemu — do zmiany podejścia do nauczania. „Jeden-sposób-by-wszystkich-nauczać” rządzący w szkolnictwie nie dopuszcza analizy procesu edukacji. Wszelkie próby zmian ostatecznie spalają na panewce. Próby zbadania języka nauczania, różnorodnych inteligencji i innych metod nauczania skutkowały daremnymi próbami zmiany tego, czego zmienić się nie da.

Szkoły publiczne są ze swej istoty „niezmienne”

To czego nie da się zmienić to podejście z jakim obecny system szkolny podchodzi do edukacji dzieci. We współczesnych szkołach dzieci są zapędzane do sal lekcyjnych i zmuszane do uczenia się rzeczy, które może albo — co bardziej prawdopodobne — wcale je nie zainteresują. Nawet jeśli nauczyciel spróbuje zdywersyfikować metody uczenia, to i tak szkolna biurokracja je ogranicza. Testy kompetencji, ustalone wymogi, a nawet regulaminy szufladkują uczniów i nauczycieli, zmuszając ich do uczenia się wedle narzuconego modelu. Widać wyraźnie, że promuje to nastawienie na niezmienność.

Życiowe doświadczenia dr Dweck pozwalają krytycznie spojrzeć na negatywne efekty przymusowego szkolnictwa. Jako uczennica w szkole publicznej w Nowym Jorku uczyła się w ramach modelu, który oceniał uczniów na podstawie testów IQ, które wysoko oceniały za zdolności. Dr Dweck wykorzystała to kilka później w swojej pracy. Chociaż jej teoria jest poprawna i ma wiele zalet, to szkolnictwo nie jest w stanie wykorzystać możliwości, jakie zapewnia przekonanie o możliwości rozwoju. Zamiast wykorzystać okazję, by pokazać wadliwość przymusowego szkolnictwa, dr Dweck także uwierzyła w miraż możliwości reform.

Często zadziwiają mnie komentarze ludzi dotyczące moich uwag na temat dzisiejszego szkolnictwa. Różnią się znacznie, od wyrazów współczucia do poparcia. Niezależnie od tego, jaki komentarz usłyszę, prawie zawsze pojawia się uwaga: dzisiejsza szkoła jest zupełnie inna, niż za moich czasów.

Być może to prawda. Reguły, regulacje, ludzie, podręczniki — to wszystko mogło się zmienić. Ale jedna rzecz pozostaje niezmienna: szkoły publiczne wpajają przekonanie o niezmienności. Nie zmieni tego jakakolwiek ilość reform. Likwidacja obecnej przymusowej edukacji oraz dopuszczenie możliwości wyboru i wolności — to właśnie wpaja przekonanie o możliwości rozwoju.

 

[1] W przekładzie na język polski fixed mindset growth mindset przetłumaczono jako nastawienie na trwałość oraz nastawienie na rozwój (przyp. tłum).

 

Justin Spears, "Jak szkoła narzuca przekonanie o niezmienności i powstrzymuje rozwój"

źródło: fee.org

tłum. Przemysław Rapka/mises.pl

Wolna licencja Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach

Komentarze

gumowa kaczka2020.01.13 6:08
człowiek niewykształcony potencjalnym wyborcą PISu Artykuł po linii Frondy-macie słuszność
ZERR02020.01.13 12:21
Wykazujesz TYPOWĄ dla wykształciuchów (debili po prostu) pogardę dla osób spoza twojej kasty.
gumowa kaczka2020.01.13 19:43
to tylko fakty,obecna władza posługuje się naiwnością i krótkowzrocznością ludzi dla trwania przy korycie
Janek2020.01.13 0:25
PILNE! Wielki protest przeciwko Cenzurze Prewencyjnej godz.12:00 PAP W-wa ul. Bracka 6/8! youtube.com/watch?v=V0KW-YH9nzc
Maria Blaszczyk2020.01.12 23:40
Zupełnie nie wiem, na jakiej podstawie autor twierdzi, że szkoła opiera się na przymusie i że jest "Jeden sposób, by wszystkich nauczać". Moje dzieci chodziły - a najmłodsze wciąż chodzi - do holenderskiej podstawówki, na tak głebokiej prowincji, jak to tylko w Holandii możliwe, publicznej, w marnej dzielnicy. I nie ma w niej przymusu. Pierwsze i najważniejsze pytanie, jakie zadają Ci na wywiadówce - to są wyłącznie rozmowy indywidualne, klasycznych wywiadówek nie ma w ogóle - to czy dziecko chodzi do szkoły z przyjemnością. Jeśli nie - to w ogóle nie ma innego tematu, pracuje się wyłącznie nad tym, by to zmienić. moje starsze dzieci lubiły, moja najmłodsza córka nie lubi, bo jej przeszkadzają inne dzieci - więc ma oddzielną ławkę, słuchawki odcinające dźwięk, jak jej coś nie odpowiada - to po prostu mówi nauczycielce i idzie sobie poczytać do biblioteki. Cały czas jest to coś, nad czym nauczycielka myśli, zwraca uwagę i raz w tygodniu z nią o tym rozmawia. Dzięki temu, choć może nie jest to jej ulubione zajęcie - do szkoły chodzi bez przymusu, bo wie, że jej komfort jest zarowno dla szkoły, jak i dla mnie najważniejszy. Nie ma jednego sposobu, by wszystkiego uczyć. W klasie III, gdy dzieci się uczą czytać, są zasadniczo trzy sposoby, każdy z inną książką, innymi cwiczeniami, itd. Ale ponieważ moje córki wtedy już umiały czytać, to dla nich był inny program, gdy inne dzieci uczyły się składać litery lub płynnie czytać zdania - one robiły zadania dotyczące rozumienia tekstu czy pisania własnych. Z kolei mojemu synowi nie odpowiadał żaden z trzech poziomów nauki liczenia - więc dla niego był oddzielny program, dostosowany do jego umiejętności. Nie będę tu wspominać o dzieciach bliskiej mi osoby, które chodzą do szkoły Montessori - to już jest raj, one swoje programy nauczania układają same. To wszystko odbywało się w zupełnie normalnych klasach, często przekraczających trzydziestkę dzieci.
ZERR02020.01.13 5:04
Szkoła to przymus z definicji. Spróbuj nie posłać do szkoły to ci policjant wytłumaczy że jest to przymusowe. To co opisujesz jako szkołę to dosyć obrzydliwy sposób na niszczenie uzdolnień dzieci. i to sposób aplikowany dzieciom pod przymusem. No cóż, nie od dzisiaj wiadomo, że "elitom" zależy na ogłupianiu plebsu.
Maria Blaszczyk2020.01.13 12:53
??? W jaki sposób dbanie o czyjeś samopoczucie i dostowsowywanie programu do jego poziomu jest "niszczeniem uzdolnień dzieci"? A jeżeli dziecko, jak jest chore, co 5 minut pyta, kiedy będzie mogło pójść do szkoły, to gdzie tu przymus? Przymus i preferencja by być gdzieś raczej niż gdziekolwiek indziej się raczej wykluczają. A ogłupianiem Ty się zajmujesz, wygadując bzdury stojące w sprzeczności z nauką. A także zalecając, by nie czytać książek. Ja jestem najgorętszą zwolenniczką edukacji.
ela2020.01.14 8:46
Córka ma ZA? To fajne, bo niektóre dzieci ewidentnie się nudzą. Nie mogą wysiedzieć godziny (np. mój). Potem się rodzi wykluczenie społeczne, które najczęściej dotyczy płci męskiej, bo dziewczyny mają jednak większe zdolności adaptacyjne na początku rozpoczęcia nauki. Bo dziecko zaczyna odbiegać i jest postrzegane jako problematyczne. Moje dzieci chodzą do prywatnej placówki, dzieci w klasie było 12, a i tak szkoła nie miała pomysłu jak rozwiązać problem zbyt ruchliwych dzieci. A teoretycznie przy tej ilości dzieci mają czas.
Iwona2020.01.12 21:07
Uczę już 35 lat i wiem nie z teorii, ale z doświadczenia właśnie, że każde dziecko da się nauczyć tego, co powinno wiedzieć, a najczęściej da się je nauczyć wiele więcej. To jest kwestia 1-2h spędzonych z tym dzieckiem (nie musi być indywidualnie, może być na tle klasy/grupy), aby spostrzec czego mu potrzeba, gdzie ma luki, ewentualne dysfunkcje i wtedy wiadmo gdzie i jak należy zadziałać. W mojej wieloletniej praktyce jeszcze nie zdarzyło mi się dziecko/student, któremu ni dało się pomóc. To moje przekonanie o ZMIENNOŚCI wyniosłam z dzieciństwa/młodości. Jako dziecko nic, ale to kompletnie nic nie rozumiałam z matematyki. Nawet z tabliczki mnożenia dostawałam pały. Ale w ostatniej klasie podstawówki trafił nam się nauczyciel, taki, których ze świeczką szukać. To był bardzo surowy pan, wymagający nie tylko wiedzy i ogólnego pojęcia w tematyce, ale i niesamowitej precyzji w rozwiązywania zdań/problemów. Do dziś pamiętam pierwszą lekcję z nim - mówił o funkcji w ogóle, w szczególności zaś funkcji liniowej, jej charakterystyce, znaczeniu i zastosowaniach. Do dziś pamiętam tę lekcję, jakby skończyła się przed momentem. I pamiętam ten moment, gdy w mojej głowie jakby posypał się lawinowo cegły z ogromnego muru niewiedzy i nieumiejętności. Od tamtego czasu widziałam jasno, że wszędzie i wszystko to co namacalne można opisać ściśle i było to dla mnie tak jasne. Mój nauczyciel już dawno nie żyje, a ja zaczynając życie jako największy głąb matematyczny, ukończyłam studia matematyczne z wyróżnieniem i obroniłam z łatwością doktorat... Mój nauczyciel uratował mi życie, bo nie wiem w jakiej pracy poniewierałabym się dzisiaj, gdybym go nie spotkała na swojej drodze. I ja dziś ratuję takich "ostaków", którzy sobie nie radzą z przedmiotami ścisłymi. Oczy im się tak błyszczą z radochy, że umieją, że to jednak nie jest prawda, że są matołami i że niczego nie rozumieją. Coś wspaniałęgo!
teresa2020.01.14 14:43
Bardzo dziekuję za ten przykład dobry nauczyciel potrafi nauczyć, moi rodzice byli przedwojennymi nauczycielami i pamiętam ich dyskusje na temat nauczania, zreszta sama miałam wspaniałych nauczycieli matematyki oraz fizyki.Oni nauczyli mnie myśleć samodzielnie i dzieki nim ukonczylam studia techniczne.Dobry nauczyciel potrafi zainteresować ucznia i wydobyć z niego wszelkie zdolności.dobre szkolnictwo to najlepsza inwestycja dla społeczentwa.
OMR2020.01.12 18:50
MY W NASZEJ KONSERWATYWNEJ RODZINIE NIE CHCEMY ŻEBY DZIECI PRZESZŁY LEWACKOŚCIĄ GENDER I TYMI ZŁYMI RZECZAMI O KTÓRYCH MÓWIŁA PANI PROFESOR PAWŁOWICZ. Dlatego od małego uczymy je pracy w domu, rąbania drewna, polowania, przynoszenia kosztownych rzeczy z podwórek sąsiadów, czy wynoszenia produktów ze sklepów pod ubraniami. Na szczęście zawsze na wizytę kuratora czy gości z mopsu, dzieci ubieramy w łądne ubrania, wiążemy krzyże na szyjach i one powtarzają modlitwy. Dzięki czemu nigdy nawet sąd rodzicielski nie wziął sprawy o kradzieże w sklepach. Dzięki pisowi mamy jeszcze 500 plus na każde dziecko. One są przyszłością i my głosujemy na pis. Dzieci dziś nie potrzebują nauki, studiów czy męczącej pracy. My nasze uczymy że prezerwatywy go dzieło szatana, i dzięki temu one tak jak i my ani dnia nie przepracują a żyć będą z tego co frajerzy pracownicy płacą w podatkach, a my narodowcy, katolicy mamy spokój.
bezlitosny internauta2020.01.12 21:20
> Dzięki pisowi mamy j Nie ma darmowych obiadów. Kiedyś trzeba będzie za nie zapłacić - z odsetkami.
andrzejhahn32020.01.12 22:28
SRAM NA WAS katolickie KLOAKI
bezlitosny internauta2020.01.12 18:43
Cytujecie materiał, że strony fundacji, którą założył Milton Friedman. Ten od "darmowych obiadów". https://www.fronda.pl/a/jerzy-bukowski-milosnikom-darmowych-obiadow-ku-przestrodze%2C114610.html Już jest dobry? Czy to tylko kolejny przykład braku spójności frondoprzekazu?
andrzejhahn32020.01.12 18:13
nic tak nie powstrzymuje rozwoju dziecka jak poganska religia katolicka
MAVERICK JONASIK2020.01.12 17:56
Na szczęście katecheza przyspiesza "powstrzymany" rozwój dziecka w szkole :))
...2020.01.13 4:22
W XVIw. w Polsce były głównie szkoły przyparafialne...nie było MEN i Kuratoriów. I jakoś Kopernik dobrze przygotował się do studiów, nawet i język Polski zaczął przeżywać swój rozwój. Plujący na kościół i katehcezę zawsze byli - warto jednak zwrócić uwagę, że właściwie w szkole tylko katecheza nie jest objęta przymusem szkolnym.
Jacek2020.01.12 17:56
Nie mam słuchu i nie potrafię powtórzyć żadnej melodii. Mogę to zaśpiewać każdemu kto nie wierzy w niezmienność.
Kinga2020.01.12 17:54
w mojej firmie zostałem zaatakowany przez zwolenników PO , że NIE posyłam swoich dzieci do szkoły tylko mamy edukacje domową. Ci zwolennicy PO - to albo lemingi = single, a kilka osób ma po jednym dziecku. Argument lemingów to: że moje dzieci będą aspołeczne, bo tylko szkoła edukuje społecznie i .... (i tu nastąpiła cała argumentacja przeciwko mnie !!!). No i oczywiście dostało się rządowi PiS, że na taki rodzaj edukacji pozwolił i wprowadził. Jak powiedziałem, że taki system to wprowadził rząd PO-PSL dla dzieci takich lemingów jak wy - wobec stanu polskich szkół i nauczycieli po wprowadzeniu gimnazjów - wszystkich ZATKAŁO i ZAMUROWAŁO !!
MAVERICK JONASIK2020.01.12 18:05
Domowe nauczanie w Polsce jest możliwe od 1991 roku. (Ustawa o systemie oświaty z dnia 7 września 1991 roku, art. 16, ust. 8–14) W 1991 nie było rządu PO-PSL.. ZATKAŁO i ZAMUROWAŁO???
bezlitosny internauta2020.01.12 18:45
Obok "Kingi" to ty chłopino w życiu nawet nie stałeś.
??????2020.01.12 21:50
W czasach, gdy nie było publicznych szkół było wielu wybitnych uczonych, pisarzy itp. Czy Kopernik chodził do publicznej szkoły? Czy kiedyś byli aspołeczni ludzie, czy raczej dziś ludzie są aspołeczni?
Henryk 2020.01.12 17:19
PODAJECIE PRZYKŁADY MATOŁKÓW KTÓRZY LEDWO RADZILI SOBIE Z TABLICZKĄ MNOŻENIA. Jeśli ktoś jest tak zdolny, to nie potrzebuje żadnego papierka ani kwitka z uczelni. Uczelnie i szkoły powinny wrócić do systemu, gdzie gorsi uczniowie są zostawiani w klasach, czy usuwani z uczelni. To naprawdę blokuje rozwój i zaniża poziom, bo sprowadza się poziom nauczania do poziomu płaskiej ziemi, duszków, antyszczepionkowców i ludzi wg których tabletki antykoncepcyjne zabijają płody. Takie moje rozwiązanie.
emigrant2020.01.12 18:37
No przykładów by się trochę znalazło i to z tytułami profesorskimi. Choćby cała nomenklatura partyjna po WUML-u, która do dzisiaj bryluje na normalnych uniwersytetach. A wyzsza szkoła hiromacji i wróżenia z kart tarrota otwarta przez niejaką min. Hal (bardzo katolicka) w Pół-Tusku? Oni już się docharpali profesorów. A kogo to interesuje czego? No od wróżenia z fusów herbacianych. Ktoś się pyta na czym habilitację zrobil taki Hartman w Pół-Tusku? Przecież on nie miał szans na magistra na KUL, ale był po linii i narzucony, więc TW, który był jego promotorem przepychal go tak długo na wszystkich uczelniach, aż wreszcie dostał warunkowo magistra, a potem to już poszło. A jak dostał profesora to go dali na Ujot. Sam miałem takich profesorów. Moja dziekanica - stara panna komuszyca habilitowała się na sowieckim bimbrownictwie. Uczony to uczony, kto to sprawdza od czego? Matematyka to zbędny balast podobnie jak i wiedza w robieniu kariery naukowej. Nie tak się karierę robi. Mój były szef, członek KW PZPR i rezydent UB przed laty doprowadził do tego, że cały instytut naukowy zainwestowal w ... Bioferm - w piwnicy hodowali drożdże. Jak to usłyszałem, tarzałem się ze śmiechu - naiwniak byłem, przecież ktoś na tym jednak zarobił... Jakoś kasę trzeba było wyprowadzić - a to wyższa wiedza naukowa - patrz casus Balcerowicza - Sachsa. Tak by można bez końca. Polska właśnie......
tomasz2020.01.13 9:23
Henryk zanim coś powiesz to się zastanów. Szkoła nie potrafi uczyć . Nauczyciele to są większości matoły które skończyły uczelnie SN . To były socjalistyczne uczelnie które hodowały matołectwo . Taki model był korzystny dla partii im głupszy nauczyciel / ka tym łatwiej takimi było sterować . jeśli chodzi o nauczycielki to jeszcze wchodził biust i oddanie się wciągnięciu do łóżka . Wtedy szybko kończyła szkołę . W trakcie nauki przyszła pani pedagog była zapraszana na tzw. wieczorne rozmowy czyli od słowa do słowa. Potem był akt drugi czyli rozbierała były dwie metody albo szlafroczek a pod nim nic i kolega rozbierał osobiście potem łapał za piersi i cipkę albo drugi rozbierała się do biustonosza i majtek i tak jak wyżej kolega rozbierał osobiście. a potem rżnięcie ile fabryka da. ta kończyła się nauka w SN.