Marta Brzezińska: Po tym, jak prof. Pawłowicz w ostry sposób wypowiedziała się na temat Anny Grodzkiej, rozpętała się potężna burza. Każdy, kto ośmieli się powiedzieć, że mężczyzna, który przebierze się w damskie ubrania i podda jakiejś operacji wcale nie jest kobietą, jest krytykowany za posługiwanie się mową nienawiści. Jak Ojciec ocenia wypowiedzi prof. Pawłowicz, czy choćby redaktora naczelnego Fronda.pl Tomasza Terlikowskiego?

 

O. Jacek Norkowski: Być może niektóre twierdzenia prof. Krystyny Pawłowicz mogły być troszeczkę inaczej wyrażone, bardziej dyplomatycznie. W Sejmie powinno się używać bardziej dyplomatycznego języka, jednak ogólnie rzecz ujmując, dyskusja na temat problemu transseksualizmu to duży temat, zarówno w psychologii, jak i medycynie. Gdyby pod zarzutem mowy nienawiści kasowano trudną debatę, to po jakimś czasie w każdej dziedzinie zwyciężyłby pewien dogmatyzm. Rzeczywisty rozwój nauki, badań i wiedzy na ten temat zostałby zahamowany. Jeżeli pozwolimy na to, to prędzej czy później doprowadzimy do karykaturalnej sytuacji  Transseksualizm to problem trudny i, z punktu widzenia całego społeczeństwa, kontrowersyjny, ale bynajmniej nie jest to rzeczywistość, której nie wolno badać, albo nad którą nie wolno się zastanawiać, dyskutować. Muszą być różne wypowiedzi, zarówno za i przeciw. Jasne, ktoś może poddać się operacji i terapii hormonalnej, dokonać tzw. zmiany płci, w wyniku której pojawią się u danej osoby zewnętrzne, drugorzędowe cechy płciowe, podać się zabiegom upodabniającym zewnętrznie do przeciwnej płci, ale czy to jest rzeczywista zamiana płci? Czasem możemy przeczytać w mediach sensacyjną informację, że mężczyzna urodził dziecko. A później się okazuje, że to była kobieta, która uznała się za mężczyznę, przeszła kurację ale zechciała mieć dziecko, więc je urodziła. Jako kobieta przecież mogła. To są poważne problemy.

 

Ale nie możemy o nich mówić, bo przestrzenią publiczną zaczyna rządzić dyktatura politycznej poprawności, a każde powiedzenie o Annie Grodzkiej, że to mężczyzna, kwalifikuje się jako przejaw „mowy nienawiści”.

 

Ależ karanie za tzw. mowę nienawiści nie rozwiązuje problemu! Nie oznacza, że ten problem zniknie. Ktoś coś zrobi, a my nie będziemy mogli nic na ten temat powiedzieć, żeby go nie urazić? Absurd. To zbyt daleko idące żądania. Oczywiście, trzeba być delikatnym, bo żaden człowiek nie ma do końca wpływu na to, co się w nim dzieje. Znałem dziewczynę, która przeżywała podobny problem. Czuła się mężczyzną, więc poddała się zabiegowi. Jestem jednak przekonany, że takie decyzje wynikają z jakiegoś wielkiego zranienia psychicznego. Żadna operacja tego zranienia, problemu na poziomie psychicznym nie uleczy. Wydaje się być jakimś panaceum, ale na pewno nie jest to dobre panaceum.

 

Jak Ojciec podkreślił, problem osób transseksualnych jest niezwykle delikatny. Jakiego zatem języka używać, aby nie zranić człowieka, a jednocześnie nie dać się stłamsić tęczowej politpoprawności i jasno nazywać rzeczy po imieniu?

 

Osoby, których dotyka problem transseksualizmu, spotykają się z pewnością z wieloma przykrymi komentarzami. Ale nie mogą one żądać, by problem w ogóle zniknął z dyskusji, z debaty publicznej, skoro w gruncie rzeczy został wywołany. Nie mogą żądać zakazywania wypowiedzi na ten temat, albo co gorsza, cenzurowania ich. Można mieć różne zdania i każdy ma prawo je wypowiadać. Człowiek jest skomplikowaną istotą i niektóre jego problemy czasem są trudne do uchwycenia, zrozumienia, a problem transseksualizmu należy do jednego z trudniejszych. Ale jego rozwiązaniem nie będzie zakaz debaty albo przyznawanie racji tylko tym, którzy albo sami poddali się operacji zmiany płci, albo to popierają. Dlaczego nie robi się wywiadów z tymi, którym pomógł dobry psychoterapeuta w efekcie czego zrezygnowali oni z poddawania się operacjom? Ta druga opcja jest co najmniej uprawniona i, moim zdaniem, po prostu lepsza. 

 

Rozmawiała Marta Brzezińska


Przeczytaj wcześniejszą wypowiedź o. Norkowskiego o zmianie płci dla Fronda.pl TUTAJ