- Chodzi o to, by zagwarantować bezpieczeństwo pacjentkom i zarodkom – zachwalał swój program Arłukowicz. - To jest symboliczny moment, w którym niepłodność zaczyna być traktowana jako choroba, a in vitro jako skuteczna metoda leczenia mówił minister.

A ja nie mogę nie zadać pytania, na czym owo bezpieczeństwo ludzi na zarodkowym etapie rozwoju ma polegać? Czy minister zamierza wprowadzić całkowity zakaz zamrażania zarodków? Bo jeśli nie to 40 procent z nich będzie umierać w czasie procedury rozmrażania, która jako żywo bezpieczna nie jest. Może pan minister zamierza uczynić cud i sprawić, że 100 procent zarodków będzie się implantować (a nie jak dotąd od 10 do 30 procent), i dzięki temu sprawi, że na jedno urodzone dziecko nie będzie przypadać dwadzieścia zmarłych? Może minister sprawi też, że z procedury tej wyeliminowana zostanie eugenika?

Jeśli tego nie zrobi, a nie zrobi, bo nie jest cudotwórcą, to niech przynajmniej nie opowiada farmazonów o bezpieczeństwie, tylko otwarcie przyzna, że chce dać kasę na procedurę, która jest śmiertelnie niebezpieczna dla dzieci, i że ich interes ma w głębokim poważaniu. To będzie przynajmniej prawda.

Tomasz P. Terlikowski