Dochodzi osiemnasta. Przed Pałacem Namiestnikowskim zbiera się tłum. Ogólnopolska Obywatelska Inicjatywa Obrony Krzyża od wtorku każdego dnia w godz. 18-20 będzie koordynować wartę honorową przy krzyżu. Dziś staną przy nim rodziny katyńskie, jutro mniejszość gruzińska. Przy krzyżu, który był znakiem wspólnoty narodowej, a stał się kością niezgody.

Ten kryzys wywołał przyszły lokator Pałacu, prezydent-elekt, gdy w wywiadzie dla „Wyborczej” z 10 lipca powiedział: - Pałac Prezydencki jest sanktuarium państwa. Krzyż, co było zrozumiałe, postawiono w nastroju żałoby, lecz żałoba minęła i trzeba te sprawy porządkować. Krzyż to symbol religijny, więc zostanie we współdziałaniu z władzami kościelnymi przeniesiony w inne, bardziej odpowiednie miejsce.

Myślę, że tak wypowiada się wojny domowe. Ruszam więc na pole bitwy. Obok krzyża wystawa zdjęć z katastrofy smoleńskiej. - 180 tys. osób oddało hołd parze prezydenckiej w dnia 11-16 kwietnia – czytam i robię mały rachunek sumienia. Sam przecież nie znalazłem kilkunastu godzin dla zmarłej pary prezydenckiej. A teraz ten krzyż. Nie pierwszy. Pamiętamy krzyż ze Żwirowiska, a wcześniej papieski krzyż z Placu Piłsudskiego, który powrócił dopiero po 31 latach. Do końca nie wiem, co o tym wszystkim myśleć, ale czuję, że kolejny raz władza dopuszcza się gwałtu na Narodzie.

1.

Pierwsza rozmówczyni to pani Grażyna ze Szczecina, tymczasowo w stolicy. - Byłam tu od samego początku. Po katastrofie narodowej, bo tak bym to określiła. W miarę możliwości czasowych wzięłam udział w oddawaniu hołdu. Byłam przy przywożeniu trumien, w Belwederze, przy Torwarze, bo myślę, że to jest obowiązek każdego Polaka. Identyfikuję się z krzyżem, ponieważ to są priorytetowe sprawy. Gdybym jako katoliczka była w cerkwi czy – gdyby wpuścili – w synagodze, uszanowałabym to miejsce i zachowała się jak człowiek. Jestem zdziwiona zachowaniem ludzi, których wypowiedzi są bulwersujące i niegodne. Jeśli komuś to przeszkadza, nie musi tu przychodzić. Niektórzy prowokacyjnie wypowiadają tu swoje zdanie, bo wiedzą że katolicy są za pozostawieniem krzyża - wyjaśnia.

- Nie co miesiąc ginie tylu ludzi. To nie zginęli zwykli ludzie. Wczoraj przechodzili tędy sportowcy z zagranicy. Niemcy, dopiero gdy zobaczyli krzyż, przeżegnali się. Szzzz – uciszali swoich hałaśliwych kolegów. Portugalczycy zostawili na pamiątkę szalik i bili brawo, żeby oddać hołd. A nasza młodzież śpiewa głośne piosenki. Ważne, by uszanować drugiego. To jest tzw. tolerancja, o której się tyle mówi. Ludzie powinni zwrócić uwagę na drugiego człowieka, a nie tylko gadać, że katolik to dewot i moher. Nie podobała mi się parada, ale nie poszłam tam przeszkadzać - wypomina.

2.

W międzyczasie demonstranci ustawili napis „CAŁA POLSKA BRONI KRZYŻA” w ten sposób, że każdą literę na białej kartce A4 trzyma ktoś inny. - Niech za siebie mówią, nie za mnie. Ja nie bronię – komentuje zbiorowy transparent przechodząca chodnikiem starsza pani. - To hasło nie oznacza, że nie ma żadnych przeciwników. Przecież mamy pluralizm i demokrację i oczywiste jest, że nie wszyscy myślą jednakowo. W tym haśle chodzi o to, że sprawa krzyża dotyczy ludzi z całej Polski, nie tylko z Warszawy – tłumaczy dziennikarka Anita Czerwińska.

3.

Z megafonu strzela w eter zniekształcony głos Andrzeja Melaka, który przejął schedę po bracie, tragicznie zmarłym pod Smoleńskiem przewodniczącym Komitetu Katyńskiego Stefanie Melaku. - Jesteśmy tu dla upamiętnienia ofiar straszliwej katastrofy, która nie została do końca wyjaśniona. Ten krzyż został tu postawiony w odruchu serca – zaczyna, po czym z jego ust sypią się nieprzychylne słowa pod adresem rządu oddającego śledztwo państwu, które przez lata zakłamywało historię mordu katyńskiego. - Boże, co za prymitywni ludzie, fanatycy, Jezusmaria! – dobiega mnie z tyłu zawistny głos przechodzącej kobiety. - My ten krzyż kochamy, nie wstydzimy się go! Brońmy krzyża, brońmy prawdy, brońmy tych, którzy stają w obronie krzyża. Tylko w jedności siła – kontynuuje Melak.

4.

Gdy mówca kończy, wyrywam się z tłumu i pędzę na drugą stronę Krakowskiego. Wokół stolika przy afiszu Stowarzyszenia Wolność - Równość – Solidarność kłębi się grupa kilkunastu osób i głośno nad czymś rozprawia. Na stoliku widzę listę podpisów pod petycją o przeniesienie krzyża, nad którą czuwa kilku młodych ludzi. Pytam, kiedy chcą przenieść krzyż. - Jak najszybciej, każdy kolejny dzień to dzień łamania standardów i obyczajów demokratycznego świeckiego państwa – odpowiada student Jakub Machaj. Dopytuję, dlaczego zaczęli zbierać dopiero teraz, skoro krzyż stoi od trzech miesięcy, ale odpowiedź pada wymijająca. - Nie jesteśmy związani z żadną partią polityczną, nie mamy sponsorów. Po prostu wkurzyliśmy się siedząc w weekend przy piwie. Od dłuższego czasu sytuacja gęstniała. W mediach jest pełno ludzi sfrustrowanych, manipulujących krzyżem. Mieliśmy dość – wyjaśnia. Twierdzi, że przez dwa dni zebrali 4000 podpisów, łącznie z mejlowymi 7000. - Teraz to już ostatki – dodaje. I rzeczywiście, zbyt wiele osób do podpisywania się nie garnie. Rozmowę przerywa przepychanka. Pani Grażyna z jakimś panem próbują robić zdjęcia kontrmanifestantom. - Nie dotykać mnie. Policję wezwę! - ostrzega łysy pan z brodą. - Mogę fotografować, kogo chcę – pada odpowiedź. - Nie jestem samobójcą, nie przejdę na drugą stronę – rzuca jakiś przechodzień.

5.

Wracam pod krzyż. Rozmawiają starsze panie. - Tego kaszalota pani widzi czasami? Mówię o żonie Komorra. Don Komorra – zagaja jedna z nich.

W innej grupce dostrzegam kolejną listę z podpisami. To Stowarzyszenie Rodzin Katyńskich zbiera podpisy o powołanie międzynarodowej komisji ds. wyjaśnienia wszystkich okoliczności katastrofy smoleńskiej.

Obok dyskutuje jeszcze inna grupka. Charyzmą wybija się dziarski jegomość w wojskowej kurtce. Przedstawia się jako Edward Mizikowski, szef Ruchu 10 Kwietnia 2010 Roku i od razu zastrzega: - Nie mylić z Ruchem 10 Kwietnia. My zawiązaliśmy się 10 kwietnia wieczorem pod Pałacem, oni dopiero 12 maja. Przychodzimy tu w nocy pilnować porządku, żeby nikt nie zabrał krzyża. Dwa razy był już zabierany. Podobno przez burzę – twierdzi i dodaje, że raz zostali pobici. Zaskoczony dopytuję, kto taki zabrał krzyż. - Ja nie wiem, kto go zabrał. Pewnie Gronkiewicz – odpowiada. – Ja jestem moher nr 1 i oszołom. Od 10 lipca jesteśmy tu praktycznie 24 godziny na dobę. Jak przyjdą zabrać krzyż, będziemy go bronić siłą. Wręcza mi plik ulotek i żegnamy się. Atmosfera tężeje. W nozdrza wdzierają się echa dnia poprzedniego.

Podchodzi do mnie dwoje młodych dziennikarzy z kamerą i mikrofonem. Dziewczyna chce mnie nagrać. - Sam robię reportaż – rzucam. - Nie szkodzi – odpowiada. Kręcę głową i pytam, co oni za jedni. - Z TVN-u – rzecze dziewczyna. Ocho, myślę, ale logo stacji z mikrofonu zdjęli. Trudny teren.

6.

Zmieniam rewir. Pod krzyżem stoi już warta Komitetu Katyńskiego. Z początku nie chce rozmawiać. - Z „Gazety Wyborczej”? – wartownicy sondują podejrzliwie. Po chwili pierwsze lody są przełamane. – Pomysł jest spontaniczny. Tu nikt nikogo nie przyganiał. Sami przyszli – zaczynają, po czym nawiązują do katastrofy. – Jakieś nieczyste siły brały w tym udział. Nie ma zbrodni doskonałych. Katyń też w końcu wyszedł na jaw. – Nigdy Putin nie interesował się tą sprawą, aż nagle zaprosił do Katynia część naszej władzy, żeby nas skłócić wewnętrznie – przypomina Andrzej Melak, który krążył po okolicy. - W tradycji tak już jest, że w miejscach dużych katastrof i epidemii stawiane są krzyże. Tutaj spontanicznie harcerze i miliony Polaków postanowili postawić krzyż. Jeżeli jesteśmy u siebie, mamy do tego prawo – dodaje. – Krzyż to symbol cierpienia i miłości, a także chrześcijaństwa europejskiego – dodaje wartowniczka, Maria Rek. – Chrześcijaństwa po prostu, nie ma chrześcijaństwa europejskiego – poprawia ją kolega, Stanisław Rosiński.

- Niektórzy harcerze chcą przenieść krzyż – zagajam. – Zawsze mówi się „niektórzy”. To jakaś grupka, która komuś sprzyja – odpiera pani. – Są różni ludzie. Kiedyś pani z różańcem rozdarła go, pokazuje na mnie i krzyczy: „ten ubek porwał mi różaniec”! Gdyby nie znajomi, tłum by mnie rozszarpał. Pomyśleć, kobieta z różańcem w ręku! – wspomina wartownik ze znaczkiem „Naszego Dziennika” w klapie. – Czujmy się u siebie. Mamy prawo czuć się Polakami. Pani: - Mniejszość niech dostosuje się do większości. Pan: - Chyba że już jesteśmy w mniejszości. Pani: - Jesteśmy większością. Jak pojawia się zagrożenie, nawet u niepraktykujących Polaków odzywa się duch chrześcijański. Pan: - Niektórzy krzyża autentycznie się boją. Nic na to nie poradzimy.

- A co z biskupami? Dlaczego Kościół chowa głowę w piasek? – dopytuję. – Kościół to my. Biskupom trudno się wypowiadać za wszystkich. Bez ludzi nie byłoby Kościoła, byłaby tylko hierarchia – odpowiada pan wartownik. – Walczymy, żeby upamiętniono to miejsce, najlepiej z elementem krzyża w tle. Wtedy ten krzyż można postawić koło Kamienia Katyńskiego na Placu Zamkowym. - tłumaczy. - Nie wiem, jak to się skończy, ale jeśli będą większe naciski, to więcej ludzi tu przyjdzie – dodaje wartowniczka. – Może doczekamy czasów, kiedy będziemy mogli mówić otwarcie. Choć ojczyzna staje się coraz bardziej anachronicznym pojęciem. A ja w Polsce się urodziłam i w Polsce chcę umrzeć – mówi. – Ale ludzie mają serce, Jezu! – słyszę z tyłu podniesiony głos młodego człowieka. Schodzimy na tematy katyńskie. Opowiadam, jak ktoś z rodziny zginął w Charkowie. – Znaczy, oficer był. Co piąta polska rodzina ma kogoś w Katyniu – odpowiada rzeczowo pani Maria.

7.

Nagabuję małżeństwo, które zaszło przed Pałac na spacerze. – Krzyż już dawno powinien być przeniesiony, bo jest nadużyciem symboliki religijnej i elementem prowokacji politycznej – słyszę w odpowiedzi. – Niedobrze byłoby, gdyby przed polskim pałacem prezydenta stawiano jak domino kolejne symbole religijne – dodaje mój rozmówca, Arkadiusz Stempin. Dopytuję, czy ukontentowałby go pomnik zamiast krzyża. – Jestem przeciwko. Może stanąć tablica ku czci 96 ofiar katastrofy, a nie upamiętniająca spisek. Do dzisiaj przed Pałacem Buckingham ani przed rezydencją Diany nie stoi pomnik ku jej czci, a tak jak tu oskarża się Rosjan albo Tuska na zasadzie równania z jedną niewiadomą, tam można by snuć domysły, że to królowa ją wykończyła. Ci ludzie tutaj tylko się zbierają i jątrzą – kończy i zapewnia, że on, jak i jego żona są patriotami, jako jedyni w okolicy wystawiają na święto flagę, tylko nie lubią tej katolickiej maryjności. A sami wiele godzin wystali w kolejce przed Pałacem.

Ktoś inny pyta mnie, gdzie zbierają podpisy. – Które? – O przeniesienie krzyża. – A, to po drugiej stronie ulicy.

8.

Rozmowie z małżeństwem przysłuchuje się na oko trzydziestolatek, wcinając loda na patyku. Spontanicznie, jak zwykle dzisiaj, zaczyna się rozmowa. – Przychodzę tu codziennie, bo dzieją się tu ważne sprawy narodowe. Sprzeciwiam się ordynarnym zachowaniom, jakie tu widzę, jak również zachowaniom przeciwko krzyżowi. Trzeba oddać szacunek zmarłym, wczuć się w tego ducha – snuje refleksję Krzysztof Krupiński, muzyk (ale nie aktor). – Z drugiej strony myślę, jak ten pomnik wpłynie na układ architektoniczny, bo Pałac jest bardzo symetryczny, na środku stoi pomnik Thorvaldsena. Postawienie akurat tu pomnika mogłoby zaburzyć płynność architektoniczną tego miejsca. Estetycznie nie wyglądałoby to dobrze. Trudno budować pomnik nad pomnikiem, ale jeżeli jest na to jakiś ciekawy pomysł, to jestem za – deklaruje. Wyraźnie spacery pod Pałac są refleksyjne, bo rozmowa trwa długo. - Jeszcze jedno. Za mało mamy w Polsce świątyń sztuki, za dużo pomników poległych. Na miejscu Pałacu Saskiego wolałbym pałac niż grób. Żeby Polska nie była żołniersko-martyrologiczna. Chciałbym, żeby miała swój kształt pod każdym względem, żeby jej niewątpliwe osiągnięcia również znalazły wyraz – podsumowuje.

9.

Wracam z teatrum wojny domowej. A to Polska właśnie, myślę. I gdy tak idę, w uszach pobrzmiewa mi stara polska pieśń kościelna.

Gdy cię skrzywdzono albo zraniono

Lub serce czyjeś zawiodło:

O, nie rozpaczaj, módl się, przebaczaj,

Krzyż niech ci stanie za godło.

Michał Jasiński

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »