Właśnie w takim tonie była utrzymana "zajawka", opublikowana na portalu Onet.pl, która promowała dokument "In vitro". Film z cyklu "Bez oporów" został wyprodukowany przez TVN w 2011 r. Opowiada historię dwóch rodzin, które zdecydowały się na zapłodnienie in vitro.

 

Chociaż katolicy nie mogą zaakceptować takiej formy poczęcia dziecka, jako sprzecznej z nauką Kościoła, to jednak nie można lekką ręką przekreślać dramatów, przez jakie przeszły pary, których historie zostały przedstawione w dokumencie Alicji Albrecht. Co ciekawe, film przedstawia również sytuację rodziny nieżyjącego już senatora PiS-u, który - wspólnie z żoną - zdecydował się na zabieg in vitro, pomimo tego, że wcześniej przeciwstawiał się metodzie zapłodnienia pozaustrojowego.

 

Owszem, można (a nawet należy!) nie zgadzać się z bohaterami filmu dokumentalnego, którzy nie widzą w in vitro niczego złego, ale - w obliczu ich dramatu - ciężko, bez jakiegokolwiek zająknięcia, potępić ich postawę. Parafrazując bohatera "Psów" Pasikowskiego, lepiej zostawić to Kościołowi i Sądowi Ostatecznemu. Uwagę bardziej przykuwa postawa mediów, które tragedie wielu bezdzietnych rodzin wykorzystują do prowadzenia tępej agitki propagandowej na rzecz środowisk lewicowo-liberalnych, wciągających sprawy aborcji, eutanazji, a ostatnio właśnie in vitro na swoje sztandary, byle tylko dokopać katolom.

 

Poruszający dokument z którego przesłaniem, oczywiście, katolik nie może się zgodzić, został wykorzystany przez popularny portal internetowy do podgrzewania emocji i przeprowadzania kolejnych podziałów w społeczeństwie. Podziałów w których zawsze, jako "ta zła strona", jest przedstawiany Kościół. Kościół pełen nienawiści, hipokryzji i nietolerancji, który - wraz z rzeszą jego pretorian - staje na drodze do szczęścia biednych ludzi, którzy "chcą żyć po swojemu".

 

Takie praktyki, żywcem wyjęte z nazistowskiego "Der Stürmer" z całą pewnością nie przysłużą się debacie publicznej na drażliwe tematy społeczne, a tylko przyczynią do eskalacji konfliktów. Rzadko mam okazję przywoływać słowa polityków, ale warto wspomnieć słowa posła Krzysztofa Szczerskiego z PiS (na pohybel lemingom!), który powiedział w rozmowie z Jarosławem Wróblewskim, że "politycy rządzący próbują trochę na wzór propagandy komunistycznej czy nazistowskiej odczłowieczać swoich konkurentów politycznych, aby ludzie uważali, że mogą wobec nich wykonywać dowolne gesty bo oni nie są ludźmi". - To jest klasyczny zabieg propagandy totalitarnej. Tak naziści robili ze wszystkimi, których próbowali zniszczyć. Człowiek pozbawia się współczucia i zahamowań wobec ich atakowania - mówi Szczerski.

 

Trudno nie zgodzić się z parlamentarzystą. Tyle, że opisana przez niego metoda jest stosowana, nie tylko przez polityków Platformy Obywatelskiej, ale wszelkich środowisk, które nie potrafią zaakceptować, że w Polsce istnieje również grupa ludzi, pragnących przyznawać się do swojej tożsamości, czy to patriotycznej, czy religijnej.

 

Zamiast tolerancji, serwuje się nam tanią propagandę, wedle której, katolik zawsze jest ślepym wyznawcą watykańskiej tyranii, stąpającym po trupach "inaczej myślących" ku własnym obłąkańczym celom. Oczywiście "oderwanym od rzeczywistości".

 

Aleksander Majewski