Najnowszą bronią w walce z IPN stał się list otwarty opozycjonistów do prezydenta Bronisława Komorowskiego. Byli opozycjoniści wzywają w nim, a jakże, prezydenta, by zrobił prawny porządek z IPN. Pod listem podpisani są ci sami, co zwykle krytycy IPN: Seweryn Blumsztajn, Zbigniew Bujak, Andrzej Celiński, Władysław Frasyniuk, Jan Tomasz Gross, Irena Grudzińska-Gross, Jerzy Kropiwnicki, Krzysztof Król, Henryka Krzywonos, Ewa Kulik, Barbara Labuda, Bogdan Lis, Ludwika Wujec, Adam Michnik, Leszek Moczulski, Stefan Niesiołowski, Józef Pinior, Jan Rulewski, Krzysztof Siemieński, Aleksander Smolar, Eugeniusz Smolar, Nina Smolar, Grażyna Staniszewska, Joanna Szczęsna, Barbara Toruńczyk.
Autorzy nie szczędzą IPN-owi mocnych słów:
„To, że Jacek Kuroń i Karol Modzelewski byli w latach sześćdziesiątych dwukrotnie skazani na kary więzienia za działalność polityczną, jest faktem opisanym w podręcznikach szkolnych i powszechnie w Polsce znanym. Tylko dwie ważne instytucje państwowe, z których jedna ma stać na straży narodowej pamięci, a druga - na straży praworządności, od trzech miesięcy nie są w stanie tego faktu urzędowo potwierdzić. W rezultacie przepisy ustawy o emeryturach, które mają chronić oponentów PRL przed dyskryminacją emerytalną z powodu lat spędzonych w więzieniach, pozostają - zapewne nie na długo, ale jednak - martwą literą. Sąd Okręgowy w Warszawie jest w tej sprawie niewinny, lecz bezsilny. Ustawa o emeryturach zobowiązuje prezesa sądu do potwierdzenia, że ubiegający się o emeryturę obywatel odbywał w PRL z wyroku sądu karę więzienia za działalność polityczną. Potwierdzenie takie musi się opierać na sądowych aktach sprawy karnej, tymczasem na mocy nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej z 2006 r. owe akta zostały przeniesione do archiwum IPN. Sąd nie może nakazać, by IPN je dostarczył. Może tylko prosić o ich użyczenie, a w razie zwłoki słać ponaglenia, nie ma jednak instrumentów, by cokolwiek od IPN wyegzekwować.
W państwie prawa nie może być tak, że trzecia władza występuje wobec jakiejkolwiek instytucji państwowej w roli bezradnego petenta. Nie może być tak, że obywatel poszkodowany przez opieszałość urzędu nie może wnieść skargi w trybie przewidzianym przez k.p.a., bo urząd winny opieszałości jest nietykalny i wyłączony spod rygorów prawa administracyjnego”
Problem polega tylko na tym, że list oparty jest na kłamstwach „Gazety Wyborczej”, a nie na faktach. Fakty są zaś takie, że dokumenty zostały już dostarczone do sądu. Ich opracowanie wymagało jednak czasu, składają się one bowiem z 60 tomów, które trzeba było opracować. - Akta były wysyłane do Sądu partiami: 7 stycznia, 21 stycznia, ostatnia została wysłana dziś (27 stycznia). Informowaliśmy o tym Sąd. Nie było możliwe wysłanie tego w jednym terminie choćby z uwagi na objętość akt oraz ze względu na pracochłonność czynności związanych z tworzeniem ich cyfrowych kopii przed wysłaniem do Sadu. Jesteśmy gotowi przekazać zarówno korespondencję w tej sprawie jaki i udzielić niezbędnych wyjaśnień Rzecznikowi Praw Obywatelskich – informował portal wPolityce.pl Andrzej Arseniuk.
Takie drobiazgi, jak rzeczywistość jednak „Gazety Wyborczej” i sygnatariuszy listu nie zajmują. Dla nich liczy się możliwość dokopania IPN. A część z nich, być może, jeszcze wierzy „Gazecie Wyborczej”. Ta sprawa powinna być dla nich nauczką.
TPT/Wyborcza.pl/wPolityce.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

