Sądy pięciokrotnie oddaliły zarzut o szkodliwości i rzekomym gorszącym wpływie antyaborcyjnej wystawy „Wybierz życie”. Ostatniemu procesowi warto przyjrzeć się dokładniej. Można sobie bowiem uświadomić, jak kuriozalne są zarzuty przeciwników wystawy.
W lipcu 2009 roku ekspozycja przygotowana przez działającą na rzecz ochrony życia Fundację PRO miała być pokazywana w Bielsku-Białej. Tygodniowy pokaz wzbudził jednak mnóstwo kontrowersji, które swój finał znalazły w sądzie. Wyrok w sprawie zapadł we wtorek. Portal Fronda.pl dotarł do materiałów z najciekawszej części rozprawy - jawnej rozprawy z 12 stycznia.
Zeznawał wtedy dziennikarz Piotr Płatek. – Pokrzywdzony i świadek – jak czytamy w dokumentach sądowych. Płatek już wcześniej zaangażował się w zwalczanie wystawy, m.in. podpisując list „lokalnych autorytetów” przeciwko ekspozycji.
Świadek spełnił swój „rodzicielski obowiązek”
- Sprawa działa się latem, w centrum miasta jak większość mieszkańców widziała powstała wystawa „Wybierz życie” złożona z kilkunastu plansz przedstawiających zdjęcia. Były to zdjęcia z aborcji, ludobójstwa, oraz szczątki dzieci z różnych rejonów świata – rozpoczął swe zeznania świadek Płatek. Dlaczego jest też „pokrzywdzonym”? – Jako, że przechodzę tam często z moim dzieckiem do przedszkola zdjęcia nie nadawały się do zobaczenia dla dziecka – kontynuował.
Dlatego, jak mówił Piotr Płatek, zgłosił tę sprawę prokurator Borkowskiej, która nadała jej dalszy bieg. W efekcie czego stojący na czele lokalnego oddziału Rycerzy Kolumba Jacek Umel, nakazem sądu miał zapłacić 500 złotych grzywny za „prezentowanie gorszących treści w miejscu publicznym”. Rycerze odwołali się od tej decyzji i sąd musiał ponownie rozpoznać sprawę. W tym celu zeznania składał „pokrzywdzony” dziennikarz.
Do swoich zeznań dołączył też trzy strony opinii psychologa na temat wystawy. Warto dodać, że o tę opinię postarał się kilka dni przed procesem. Fundacja PRO przygotowała cały szereg ekspertyz w tej sprawie jeszcze przed uruchomieniem wystawy, głównie pod kątem percepcji ekspozycji przez dzieci. Jedną z nich przygotował filozof z PAN, prof. Zbigniew Stawrowski.
Płatek i inicjatywa „Twoja Sprawa”
Świadek i "poszkodowany" Piotr Płatek powoływał się również na działalność obywatelskiej inicjatywy „Twoja Sprawa”, która ma na celu chronienie dzieci przed wulgarnymi treściami zawartymi w przestrzeni publicznej (TS wsławiła się walką z eksponowaniem pornografii w punktach sprzedaży „Ruch”). Czytał w sądzie fragmenty statutu tego stowarzyszenia.
- Stowarzyszenie Twoja Sprawa nigdy nie poparło działań p. Płatka z "Gazety Wyborczej" i nigdy też nie udzielaliśmy ani słownej ani pisemnej odpowiedzi czy zachęty do wsparcia się statutowymi działaniami naszego Stowarzyszenia w akcie oskarżenia przeciwko wystawie Rycerzy Kolumba – powiedział portalowi Fronda.pl rzecznik „Twojej Sprawy” Rafał Porzeziński. - Zawsze tam, gdzie celem jest chęć generowania zysku, sprzedaż, lub promocja zła reagujemy z całą stanowczością. Nie umieliśmy się pogodzić z tym, że agencje reklamowe i ich zleceniodawcy bezkarnie zawłaszczają otoczenie, w którym żyjemy i w którym w imię zupełnie innych wartości wychowujemy nasze dzieci – tłumaczy Porzeżiński.
Wskazuje jednak, że stowarzyszenie inaczej patrzy na akcje społeczne. - Choć wiele osób a zwłaszcza dzieci może się poczuć zaatakowanymi czy tez zaniepokojonymi plakatami fundacji AKOGO? to nie protestujemy przeciw akcji Ewy Błaszczyk, bo uważamy, że ta prowokacja służy większemu dobru – wyjaśnia. - Słowa zacytowane przez pana Płatka z naszego statutu były użyte przez niego bez naszej zgody czy choćby wiedzy – podkreślił.
Czy dziecko dziennikarza w ogóle widziało wystawę?
Broniący Jacka Umla mecenas Krzysztof Wąsowski postanowił dopytać dziennikarza: Jak to możliwe, że prowadził dziecko do przedszkola w lipcu i czy po drodze nie widział innych gorszących reklam, billboardów?
To dobre pytanie – zaczął Płatek. Został jednak szybko pouczony przez sąd: „Świadek zeznaje pod przysięgą. To nie jest debata”. – Wokół tej drogi (z domu pana Płatka do przedszkola – dop. red.) jest mnóstwo reklam. Nie zauważyłem na tych billboardach gorszących reklam, gdybym takie zauważył, to bym to zgłosił – odpowiedział świadek.
Dalej gubił się w zeznaniach: „Akurat w okresie wakacyjnym dziecko nie było w przedszkolu, było pod moją opieką, pojawiałem się kilka razy w przedszkolu, dziecko przechodziło tam ze mną do redakcji. To znaczy powinno przechodzić, bo ja musiałem drogę zmieniać, aby chronić dziecko przed tymi zdjęciami.
Postanowiliśmy sprawdzić topografię Bielska-Białej. Jak się okazuje, z miejsca zamieszkania pana Płatka do przedszkola przez Plac Chrobrego, gdzie ustawiona była wystawa jest, delikatnie mówiąc, nie po drodze. A do redakcji lokalnej „Gazety Wyborczej” przez wspomniany plac wiedzie jeszcze bardziej kręta trasa.
Czy dziecko Płatka widziało te zdjęcia i pytało o nie ojca? A może protest dziennikarza to jego własna ideowa inicjatywa podparta zapewnieniami o „trosce o dobro dziecka”?
- Ja nie rozmawiałem z dzieckiem, z 5-letnim dzieckiem nie rozmawia się na temat tych zdjęć. Nie rozmawiałem na temat tej wystawy z innymi dziećmi i, bądź ich rodzicami. Nie jest to moja rola i mam nadzieję, że jak najmniej dzieci widziało tę wystawę – zeznawał przed sądem dziennikarz.
Wolność wypowiedzi wg dziennikarza „Wyborczej”
- Zdjęcia te mnie gorszą, ja na taką wystawę bym nie poszedł, gdyby była w miejscu zamkniętym. Każda wolność ma granice. Jako dziennikarz tego przestrzegam – zeznawał Płatek. Gdzie znajdują się granice wolności słowa w wypowiedzi? – zapytał go mecenas broniący odpowiedzialnego za pokazanie wystawy Jacka Umla.
Są to bardzo zamazane granice, subiektywne, ale na pewno istnieją – odpowiedział. – Granicą wolności słowa i wypowiedzi jest według mnie moje sumienie – dodał. Mecenas Wąsowski dopytał, czy świadek przyznaje prawo do ustalania takich granic innym, także stowarzyszeniom katolickim?
– Oczywiście, że przyznaję. W tym wszystkim granicą jest to jak coś narusza wolność i prawa innej osoby – stwierdził. – Według mnie ta wystawa naruszyła prawa do wychowania dziecka zgodnie z zasadami, które próbują mu dać jego rodzice – tłumaczył.
Ferment zasiała „Wyborcza”
Emocje wokół wystawy rozkręciła zawsze aktywna w podobnych sytuacjach „Gazeta Wyborcza”. Przez tydzień od 18 lipca opublikowała na ten temat sześć krytycznych tekstów.
Już po pierwszej publikacji ekspozycję w Bielsku-Białej próbowała zablokować grupa miejscowych "autorytetów" skupionych wokół lokalnej "Wyborczej". W liście do prezydenta miasta Jacka Krywulta żądali przeniesienia wystawy do zamkniętego pomieszczenia. – W trosce o dzieci - tłumaczyli.
Warto przypomnieć, że sygnatariuszami listu, który nagłośniła lokalna „Wyborcza” było 13 osób. Wśród nich autorka krytykujących wystawę tekstów Ewa Furtak, Piotr Płatek, który później złożył donos na ekspozycję, lewicowa posłanka Beata Kotkowska.
Mariusz Majewski
Zobacz też w jaki sposób filozof Mateusz Matyszkowicz tłumaczy strach niektórych środowisk przed wystawą "Wybierz życie".
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

