W Watykanie pracowało ok dziesięciu tajnych współpracowników zarejestrowanych jako agenci wywiadu. "Lamos", "Dita", "Potenza", "Konrado", "Raven", "Hermit", "Vecchio" - to pseudonimy tych najaktywniejszych działających na początku lat 80. Później wywiad pozyskał nowych agentów. Wśród nich "Białysa" i "Russo". Mieli oni dostęp do papieża Jana Pawła II, albo do jego najbliższego otoczenia.

W poniedziałek "Rzeczpospolita" napisała, że na podstawie tych akt można stwierdzić całkowitą nieprzydatność dla SB nuncjusza apostolskiego w Polsce abpa Józefa Kowalczyka. Był on zarejestrowany jako kontakt informacyjny o ps. Cappino. Jednak jak wskazuje historyk dr Sławomir Cenckiewicz sprawa nie jest przesądzona.

Podkreśla, że nuncjusza trzymano w ewidencji jeszcze do 1990 r. – Przypomnę, że kolejny rezydent wywiadu "Irt", czyli Aleksander Makowski, sporządzał notatki, w których powołuje się na "Cappino" jeszcze w roku 1989 – powiedział "Rz".

O tym, że odtajnione dokumenty nie stawiają jednak "kropki nad i" w sprawie abpa Kowalczyka – wyjaśniał w rozmowie z portalem Fronda.pl ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. - To skandal, że służby decydują jakie dokumenty można odtajnić - wskazuje. Nieco ostrożniejszy jest prof. Jan Żaryn z IPN. Tłumaczy, że abp Kowalczyk z racji swojej funkcji musiał się spotykać z oficerami wywiadu.

 

mm/Rzeczpospolita

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »