Dyrektor Zakładu Karnego w Sztumie (woj. pomorskie), Andrzej G., w październiku 2011 roku zabił więźnia. Zrobił to z pełną premedytacją – wtargnął do celi osadzonego i wielokrotnie ugodził go nożem. Ciosy okazały się dla więźnia Józefa S. śmiertelne. Dyrektor z nakazu prokuratora został zatrzymany i zwolniony z pracy. Przebywał na obserwacji psychiatrycznej. Po kilkutygodniowej obserwacji specjaliści wydali orzeczenie, że obecnie Andrzej G. nie stanowi zagrożenia dla otoczenia. Takie orzeczenie psychiatrów otrzymała przed kilkoma dniami prokuratura. Były dyrektor został uznany za niepoczytalnego i zwolniony do domu.

 

- Orzeczenie pokazuje, jak polski wymiar sprawiedliwości jest zdegenerowany. Więziennictwo jest tylko elementem wymiaru sprawiedliwości podległemu ministerstwu. Jest pod jego bezpośrednim nadzorem.

 

Na czym polega ta degeneracja? Na tym, kto trafia do elity więziennictwa, kto pełni w nim rolę dyrekcji, doświadczonego pracownika. Od nich zależy funkcjonowanie wewnątrz więzienia, los osadzonych, sytuacja i poziom wyszkolenia straży więziennej. Może okazać się, że ktoś prześlizguje się ktoś o skłonnościach psychopatycznych, o jakiejś mani. To nie powinna być praca dla różnych ciemnych typków. Na samej szczycie tej służby nie mogą być ludzie nieodpowiedzialni. Czy opinia o niepoczytalności jest rzetelna, prawdziwa, czy zmanipulowana mająca chronić? Nie wiem, ale to budzi moje wątpliwości.

 

Kiedyś w więzieniu w Sieradzu strażnik strzelał ostrą bronią z wieżyczki. Zabił dwóch policjantów, ranił eskortowanego więźnia i innego policjanta. On ze strażnika zamienił się w mściciela. Tamten wypadek powinien dać wiele do myślenia. Stworzyć nowe kryteria, aby do pracy w więzieniu nie trafiali ludzie, którzy mogą przyczynić się do czyjejś tragedii. Pamiętajmy, to bardzo specyficzne miejsce – mówi Jachowicz.

 

Not. Jarosław Wróblewski