Informacja o zatrzymaniu Gromosława Czempińskiego zaskoczyła mnie i jednocześnie zmartwiła. Zaskoczyła, ponieważ wydawać się mogło, że człowiek służb specjalnych potrafi perfekcyjnie rozpoznawać, jakimi ludźmi się otacza i jakie to może mieć konsekwencje (mówię tu o ludziach gotowych posunąć się do przekupstwa), a także jest na takie próby odporny.

 

Gen. Czempiński przez wiele lat służył państwu. W czasie PRL, wprawdzie państwu patologicznemu, ale rozliczeniem tego niech już zajmą się sędziowie. Wydawało się jednak, że Czempiński to człowiek, który jako osoba publiczną, więc szczególnie wrażliwa i odporna na wszelkie próby przekupstwa, jednym krokiem, kilkoma milionami złotych, nie zaprzepaści całego swojego dorobku życia. Chociaż podkreślam - ten dorobek nie jest jednoznaczny. Pamiętam, jak w czasach PRL Czempiński był w Stanach Zjednoczonych jako specjalista od tzw. opieki kontrwywiadowczej naszych placówek dyplomatycznych i szpiegów. Jak każdy człowiek związany ze służbami bezpieczeństwa, a przecież wywiad i kontrwywiad podlegał wtedy bezpiece, robił coś przeciw opozycji, jeśli nie bezpośrednio, to przynajmniej przygotowywał raporty wykorzystywane przez SB.

 

Także w czasach wolnej Polski był taki moment, który stawia pod znakiem zapytania postać Gromosława Czempińskiego. Chodzi oczywiście o udostępnienie Lechowi Wałęsie materiałów operacyjnych Służby Bezpieczeństwa dotyczących jego współpracy, czyli tych na temat TW Bolka. Pod żadnym pozorem nie wolno było udostępniać oryginałów dokumentów człowiekowi, którego one bezpośrednio dotyczą.

 

Czempiński nie miał zatem takiego jednoznacznie pozytywnego wizerunku, ale media lubią czyny bohaterskie, w związku z tym, skupiano się na jego rzeczywiście brawurowej operacji w 1990 roku w Iraku, kiedy to niemal z czeluści wilka wyciągnął kilku asów amerykańskiego wywiadu. Następnie, kiedy był szefem UOP, zdawałoby się, że poza historią z Lechem Wałęsą przyzwoicie służył demokratycznej Polsce. Potem zaczęły się biznesy i widać, że najprawdopodobniej to go zgubiło, bo złoto wciąż potrafi nawet najodpowiedzialniejszych ludzi skłonić do złamania zasad. To złoty cielec najprawdopodobniej zwyciężył u Gromosława Czempińskiego.

 

Pojawiają się komentarze, że akcja zatrzymania Czempińskiego to efekt jakiegoś rozłamu w „rodzinie” Platformy. Nie wydaje mi się, żeby tak w istocie było. To rozumowanie jest błędne o tyle, że Czempiński sam otwarcie mówił o swojej roli w powstaniu Platformy. Mając tego świadomość, nielogicznym wydaje się, żeby PO i CBA (które w dużej mierze jest w rękach Platformy) miała kompromitować jednego ze swoich założycieli. Nawet jeżeli jest jakaś kłótnia w rodzinie, taka jak na przykład pomiędzy Schetyną a Tuskiem, to wcale nie oznacza, że politycy wyciągają ją na światło dzienne. Wręcz odwrotnie – starają się ją ukryć, bo to sprawy, które kompromitują, tu zaś mamy do czynienia z potężną kompromitacją gen. Czempińskiego. Takie rozumowanie to próba upolitycznienia sprawy na siłę. Tymczasem, najprawdopodobniej jakiejś konkurencyjnej firmie, która przegrała w trakcie prywatyzacji Energi, udało się zgromadzić dowody na korupcję i przedstawiła je prokuraturze. Ta, wiedząc, że jeśli nie zrobi pierwszego kroku, to sprawa przedostanie się do mediów, a ona sama wyjdzie na próbującą kryć człowieka związanego z PO, po prostu musiała ją zacząć.

 

Natomiast, jeśli CBA i prokuratura decydują się nie tylko na zatrzymanie, ale również upublicznienie całej akcji, to muszą mieć bardzo wiarygodne dowody o tej, niedobrej dla gen. Czempińskiego sprawie.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska