To na pewno jedna z największych zagadek prokuratury ostatnich dwudziestu lat, a jednocześnie wielki skandal. Po raz pierwszy zdarza się, żeby tak poważne przestępstwo uległo przedawnieniu. Jest absolutnie niezrozumiałe, jak można było dopuścić do upływu pięciu lat w przypadku domniemanej łapówki w wysokości 2 milionów dolarów?

 

W sprawie Czempińskiego możliwe są dwa scenariusze. W pierwszym, który może nieco przypominać teorię spiskową, prokurator Andrzej Seremet dostaje jakiś rodzaj sygnału od ważnego członka rządu będącego blisko Donalda Tuska, że trzeba by się przyjrzeć sprawie przeciwko Czempińskiemu, która gdzieś tam od kilku lat leży w prokuraturze. Oznacza to, że Platforma Obywatelska chce pogrozić palcem generałowi za to, że on coraz jawniej przypisuje sobie zasługi w powstaniu partii, co w jakiś sposób rzuca cień na genezę powstania PO.

 

Idąc tym tropem, można sobie wyobrazić sytuację, w której Czempiński – po wstępnych potyczkach z prokuraturą, które kosztowały go milion złotych kaucji – odgraża się Platformie przypominając, że jego wypowiedź o powstaniu partii była bardzo zdawkowa, bez zdradzania żadnych kulisów na temat na przykład tego, jak dobierano posłów na listach. Takie informacje, gdyby ujrzały światło dziennie, mogłyby porządnie zaszkodzić Platformie. W związku z tym, do prokuratury idzie kolejny sygnał, że Czempińskiemu trzeba już odpuścić.

 

Drugi scenariusz jest równie prawdopodobny, świadczy jednak o niebywałej amatorszczyźnie prokuratury. Nie do pomyślenia jest sytuacja, w której prokuratura – przygotowując akt zatrzymania i formułując zarzut, nie miała świadomości tego, że sprawa jest przedawniona. Jest rzeczą oczywistą, że sprawą tą zajmowali się prokuratorzy najwyższego szczebla, więc umorzenie z powodu przedawnienia sprawy świadczy o skandalicznej działalności prokuratury, dla której przecież zaglądanie do akt jest rutyną, podobnie jak oczywistością okres pięciu lat, po których sprawy ulegają przedawnieniu. Niezależnie od tego, bulwersująca i niecierpiąca zwłoki pozostaje kwestia ukarania osób, którzy zajmowali się sprawą wcześniej i dopuścili do tego, by się przedawniła.

 

Nie chodzi już o działanie samej prokuratury, ale funkcjonowanie systemu sprawiedliwości, systemu państwa.  Został tu zakłócony porządek społeczno-moralny, bo oto miliony Polaków dowiadują się, że ktoś, kto popełnił jedno z najgroźniejszych ze względu na liczbę i skalę przestępstw, jakim jest korupcja, w dodatku ktoś z tzw. świecznika, kto powinien reprezentować prawo, nie tylko wtedy kiedy pełnił jedną z najodpowiedzialniejszych funkcji w państwie jako szef UOP, jest bezkarny. Sprawa Czempińskiego to przykład patologii naszej demokracji, która toczy ją od dnia urodzenia. Dla takich ludzi, jak Gromosław Czempiński, od początku lat '90 nie powinno być miejsca, bo są niewiarygodni ze względu na ich rodowód zawodowy – służbę terrorystycznemu reżimowi, który był wrogi Polsce. Czempiński zaś obejmował jedną z najważniejszych funkcji w państwie. 

 

Dla mnie mniejszą sprawą jest fakt przywłaszczenia dwóch milionów dolarów, najbardziej demoralizującą kwestią jest aspekt moralny tej sprawy. Odrazę budzi człowiek, który z jednej strony pełni niezwykle ważną rolę w państwie, a z drugiej – dopuszcza się ohydnych i przyziemnych machlojek, jakim jest branie łapówek. Człowiek, który powinien świecić przykładem, okazuje się odrażający moralnie. Wiele osób o mniejszej odporności czy mniejszej skali poczucia etyczności i uczciwości, widząc obraz takiego człowieka, widzi przyzwolenie dla własnej, niewielkiej stosunkowo podłości i naruszenia prawa. Obraz zdegenerowanej osoby publicznej degeneruje ogromną część społeczeństwa.

 

Rozmawiała Marta Brzezińska