Mam nadzieję, że ułaskawienie nie nastąpiło przez przeoczenie i wśród dziesięciu ułaskawień kryminalistów przez pomyłkę nie zostało podpisane i moje. Mam nadzieję, że to był świadomy i autentyczny akt dobrej woli ze strony pana prezydenta. Tyle tylko, że moim zdaniem, cała ta sprawa w ogóle nie powinna była się pojawić.
Po pierwsze, sąd w ogóle nie powinien był zajmować się tą sprawą, a na pniu ją umorzyć. To było oskarżenie z tragicznego paragrafu 212. Sąd nie musiał honorować skargi pana płk. Ryszarda Bieszyńskiego, który poczuł się pokrzywdzony, zniesławiony, a którego dobre imię rzekomo naruszyłem. Trudno mówić o dobrym imieniu w kontekście jego dalekiej przeszłości – praca w Służbie Bezpieczeństwa jednak nie jest wdzięcznym elementem biografii. Powiedziałbym - wręcz odwrotnie. A jeśli chodzi o działalność współczesną to, dwa lata po skardze wniesionej przez Bieszyńskiego inny sąd potwierdził, jaką rolę pełnił on już w Polsce demokratycznej w UOP.
Ponieważ sprawa była znana, ja powiedziałem o tym w sądzie, przedstawiając sylwetkę pułkownika. Jeżeli więc polskie sądy funkcjonują tak, że każdą skargę, bez względu na to, kim jest ten, kto się skarży, biorą pod uwagę, to znaczy, że są instytucjami mechanicznymi, którymi nie kieruje poczucie sprawiedliwości.
Sąd miał wiele razy miał sposobność, by położyć na szali dwie różne racje, ale gdy z góry założył, że jeden człowiek jest absolutnie czysty i ma dobrą wolę, a drugi to czarny charakter, dziennikarz, który kieruje się wyłącznie złośliwością i nienawiścią do każdego funkcjonariusza SB i nawet kosztem fałszu i kłamstwa dąży do jego poniżenia. To absurdalne założenie, niestety w wielu przypadkach, nie tylko w moim, wciąż funkcjonujące. Nic więc dziwnego, że ostateczne decyzje sądów są takie, a nie inne.
Oczywiście to wszystko nie powinno zaistnieć także dlatego, że zarówno sprawa grzywny, jak wpisanie nazwiska przyzwoitego człowieka (nie mówię, że jestem wzorem, ale nigdy nie miałem żadnej wątpliwości, co do poprawności każdego mojego słowa, każdego czynu) pomiędzy skazanych, sprawiło, że zostałem napiętnowany. To wszystko to jednak wina sądu, który nie potrafi rozważyć najprostszych rzeczy.
Not. Marta Brzezińska

