Jedną z dziwniejszych rzeczy związanych ze śmiercią gen. Petelickiego jest fakt, że właściwie natychmiast po odnalezieniu zwłok jako pierwszą (i jedyną) podano wersję o samobójstwie generała. Czy to tylko pewna niezręczność? Jak pamiętamy, podobna sytuacja miała miejsce w sprawie Smoleńska. Razem z wiadomością o katastrofie niemal jednocześnie szedł komunikat o błędzie i brawurze pilotów. Późniejsze dochodzenie nie potwierdziło takiej wersji. Czy w tym przypadku będzie podobnie? Czy za jakiś czas okaże się, że to jednak nie było samobójstwo?
Za wersją podaną przez media przemawia fakt, że gen. Petelicki zmarł od strzału poprzez włożenie sobie lufy pistoletu w usta. Taki sposób jest charakterystyczny dla ludzi znających się dokładnie na broni, zdających sobie sprawę, że kiedy już definitywnie chcą się rozstać z życiem, to musi to nastąpić błyskawicznie, w jakimś stopniu bezboleśnie i ostatecznie. Można powiedzieć, że jest to klasyczny sposób popełniania samobójstwa przez wojskowych.
Wiedząc już w jaki sposób gen. Petelicki popełnił samobójstwo, muszę szczerze przyznać, że nie widzę możliwości ingerencji osób trzecich. Co by o Petelickim nie powiedzieć, był on człowiekiem odważnym, który nie pozwoliłby sobie włożyć pistoletu do ust. Jeżeli miałby zostać zabity w taki sposób, to w zabójstwie musiałoby brać udział co najmniej kilka osób. Musiałyby pozostać także ślady jakiejś wcześniejszej utraty przytomności, ślady na ciele od trzymania za ręce, korpus, ślady unieruchomienia głowy, otwierania ust, co jest trudne i z pewnością pozostawiłoby znamiona na wargach, zębach, etc. Krótko mówiąc, w tej chwili wszystko wskazuje na to, że to było samobójstwo. To znaczy, może nie tyle „wszystko”, co takie czysto kryminalne ślady.
Ponadto, Petelicki zastrzelił się w garażu, żeby chyba jeszcze mocniej podkreślić, że to on sam podjął decyzję o swojej śmierci. Zjechał na dół, żeby oszczędzić swoim bliskim cierpienia wiążącego się z odnalezieniem jego ciała i dalszą egzystencją w domu, w którym mąż i ojciec popełnił samobójstwo, a jednocześnie nie zrobił tego w lesie czy w parku, co namnożyłoby różnych podejrzeń co do innych motywów śmierci.
Pozostaje oczywiście kwestia najistotniejsza – jaki był powód samobójstwa? Zasadniczo, nawet w 90 proc. samobójstwo jest wykładnikiem jakiejś psychopatycznej osobowości. Muszą pojawić się wyjątkowe okoliczności, które usprawiedliwiałyby samobójstwo racjonalnie myślącego człowieka, znajdującego się w dobrej sytuacji materialnej, rodzinnej, zdrowotnej...
Gen. Petelickiemu nie powodziło się źle, więc raczej nie wchodzi w grę jakieś załamanie finansowe jako motyw samobójstwa. Ważne jest także to, że miał on kilkunastoletniego syna, którego bardzo kochał. Dla dorosłego człowieka dziecko bardzo często jest motorem jego działalności, chęci życia. Nawet gdyby Petelicki miał jakieś kłopoty rodzinne, to przecież był on w miarę silną osobowością. Okazuje się jednak, że chyba nie do końca tak było...
W tej sprawie wszystko jest o tyle ciekawe, o ile dość dobrze znamy przeszłość Petelickiego. Człowieka związanego ze służbami specjalnymi PRL. Wbrew legendzie, którą wokół siebie budował, w jakiś sposób, tak jak wszyscy funkcjonariusze państwa totalitarnego, musiał maczać palce w sprawach związanych z walką z Kościołem, Solidarnością, etc.
Zdawałoby się, że on te wszystkie grzechy próbował odkupić swoim działaniem na rzecz odnowionej Polski. Co ciekawe – przez pewien czas był związany z władzą. Pewna, cenna dla niego jako człowieka, osobowości, zmiana nastąpiła po katastrofie smoleńskiej. Gen. Petelicki stał się jednym z najgłośniejszych i najważniejszych krytyków, już nie tylko samej armii, służb specjalnych, ale także rządu. Doskonale zdawał sobie sprawę, co zresztą wyraźnie podkreślał, że niedoskonałości armii są wynikiem działania rządu. Był jednym z tych, którzy w sposób merytoryczny i spokojny dostrzegali to, co w armii złe.
Kiedy pojawiła się informacja, że żona znalazła go martwego w garażu apartamentowca, w którym mieszkali, to oczywiście w pierwszym odruchu przyszła mi do głowy myśl: „Panie Petelicki, za dużo i za głośno gadałeś, więc zapłaciłeś tego cenę”. Ale prawdę mówiąc, wobec faktów o których mówiłem na początku, muszę odrzucić tę myśl. Gdyby naprawdę chciano dokonać likwidacji Petelickiego, to nie trzeba być specjalistą, że wymyślić kilkanaście innych sposobów, które uprawdopodobnią, że był to przypadek: począwszy od utonięcia, wypadku samochodowego, upadku z dużej wysokości na spadochronie, etc. Jest naprawdę wiele innych możliwości niż to, co zastaliśmy.
Pojawiły się spekulacje, że Petelicki był wielkim fanem piłki nożnej, więc nie zabijałby się chwilę przed rozpoczęciem najważniejszego dla Polski meczu podczas Euro2012. Przyznam szczerze,że człowiek, który decyduje się skończyć ze swoim życie, nie ogląda się na takie błahostki, jak wynik meczu Polski. Nie chcę przypuszczać, ale znając pana Petelickiego, sądzę, że ta decyzja o śmierci była w jakimś stopniu racjonalna. Prawdę mówiąc, wygląda mi to na taką próbę uratowania honoru. Sam generał od pewnego momentu stał się bardzo wrażliwy na punkcie honoru oficera. Petelicki, trochę przy udziale mediów, wykreował samego siebie na człowieka walczącego o słuszne i niezwykle ważne dla państwa sprawy. Podejrzewam, że stało się coś, co mogłoby grozić jakąś zmianą jego oblicza. Mogłoby się okazać, że nie wszystko jest u niego takie różowe, jak to na zewnątrz wygląda, również jeśli chodzi o jego postępowanie. To wydaje mi się głównym motywem.
Rozmawiała Marta Brzezińska
Czytaj również:
Macierewicz dla Fronda.pl: Funkcjonuje opinia o grasującym samobójcy

