- Obnoszenie się gejów ze swoją orientacją jest dla mnie absolutnie niedopuszczalne. Kto się tam chce z kim pukać, niech się puka, jego sprawa, z bejsbolem ganiać nie będę. Ale niech to robi za zamkniętymi drzwiami w czterech ścianach, nie chcę o tym wiedzieć. A już jakieś "małżeństwa" czy adopcje - nigdy w życiu! Trudno byłoby mi wytrzymać, gdybym zobaczył na ulicy gości eksponujących genitalia czy całujących się. Jak widzę nieraz te parady, niedobrze mi się robi – podkreślił Kiełb.

Jeszcze ostrzej zaś skomentował pomysły adopcji dzieci przez homoseksualistów. - Nie wyobrażam sobie, że dziecko będzie kiedyś mówiło 'mam superrodziców, mili panowie'. Trzeba te dzieci chronić, to byłaby ich wielka krzywda, choćby ze względu na pociski w szkole. W Polsce na razie tego nie ma i oby tak zostało – dodał.

I konia z rzędem temu, kto w tych wypowiedziach znajdzie choćby gram homofobii. To zwyczajny zdrowy rozsądek, o którego zachowanie trzeba walczyć.

TPT/Wyborcza.pl