Mazurówna, po raz kolejny podejmuje problem konieczności zalegalizowania aborcji. A przy okazji dzieli się szczegółami ze swoich – kolejnych aborcji. „Ja sama musiałam poddać się temu zabiegowi kilkakrotnie, już pierwsze dziecko z pierwszej w życiu ciąży wychowywałam samotnie, no ale nie dałabym rady wychować sama czterech małych Toeplitzów, a pójście do klasztoru jakoś nigdy mnie nie pociągało” - oznajmia. I jakoś trudno nie zadać pytania, gdzie był ojciec tych dzieci. Znamy jego nazwisko, więc nie widać powodów, by wychowywać dzieci same.
Dalej abortocelebrytka oznajmia, że nie zna ani jednej (chwilę potem okazuje się, że jednak zna) kobiety, która nie (cenzura sądowa) swojego dziecka. „Z moich rówieśniczek nie znam ANI JEDNEJ, która choć raz nie była w podobnej sytuacji i nie zdecydowała się na usunięcie ciąży - ( no tak, jedna jedyna, okazało się, że jest bezpłodna i nigdy nie miała też dzieci) ale teraz jakoś chyba zapomniały, i mowy nie ma o "przyznaniu się" do tego” - przekonuje.
A na koniec dzieci się jednym z najbardziej głupich wyznań, jakie w życiu czytałem. „Ciąża która wynikła z przypadku a nie z głębokiej potrzeby dania nowego życia, dziecko niechciane, nie upragnione nie jest szczęśliwe - ani ono, ani jego rodzice” - przekonuje. I już samo to wyznania pokazuje, że nie ma ona pojęcia o życiu, a tylko o śmierci. Otóż wiele z dzieci było nieplanowanych i nie tylko one są szczęśliwe, ale także ich rodzice. Nie ma natomiast szczęśliwych dzieci, które wcześniej zabito. Śmierć wyklucza przeżywanie szczęścia. Jedyną nadzieją dla tych dzieci jest to, że przyjmie je Bóg.
TPT/Natemat.pl
